Ula Fiedorowicz: Dzięki podróżowaniu szybko zorientowałam się, jak niewielu rzeczy potrzebuję…

Ula Fiedorowicz
Pamiętasz moment, kiedy poczułaś, że podróżowanie to jest to co, chcesz w życiu robić? 
Nie pamiętam, ale za to pamiętam moment w którym poczułam, że świat stoi przede mną otworem i nie boję się już sama podróżować. To było na końcu kursu językowego w Londynie, gdy miałam 18 lat. Jechałam pociągiem, patrzyłam po raz ostatni na miasto i zacierałam ręce na przyszłe podróżnicze przygody.
Podróże wiążą się dla Ciebie z odkrywaniem nowych smaków…w którym miejscu na świecie kuchnia najbardziej Cię oczarowała?
Nie potrafię wskazać jednego miejsca, ale przełomowym pod względem kulinarnym było dla mnie San Francisco. Mieszkałam tam i pracowałam jako au pair między 2009-2010, zanim moda na jedzenie dotarła do Europy. San Francisco, to jedna z kolebek kulinarnych trendów, z mnóstwem świetnego, różnorodnego jedzenia. Byłam oczarowana ilością nowych smaków z kuchni ze wszystkich stron świata. Cudowne, uliczne meksykańskie jedzenie, świetna koreańska kuchnia, moje pierwsze japońskie rameny. Na miejscu znaleźć można nawet lokal z kuchnią birmańską.
Patrząc z boku Twoje życie wydaję się być ono bajką, a jednak przez lata zmagałaś się z problemami psychicznymi…z czego to wynikało?
Hmm… Z zagubienia w temacie tego, co chcę robić w życiu. W teorii wiedziałam bardzo dobrze i od dziesięciu lat powtarzam: „coś związanego z podróżami, fotografią i jedzeniem”, ale wewnętrzny samokrytyk ciągle powtarzał mi, że do niczego się nie nadaję i że nawet nie powinnam próbować. W efekcie po dwóch kierunkach studiów z których zrezygnowałam lub wyleciałam, poszłam po dwóch latach przerwy na kolejne, tym razem nie w Polsce, ale Anglii. Kierunek bardzo pasował do moich zainteresowań, ale ja po prostu nie znosiłam studiować i tak jak wcześniej męczyłam się w szkole. Studia ostatecznie skończyłam (w bardzo słabym psychicznie stanie), a później przeniosłam się do Austrii. I znowu było pod górkę, bo już nie tyle miałam działać w swoim drugim języku, ale trzecim. Długo nie mogłam znaleźć pracy, w końcu trafiłam do takiej, której nie znosiłam, a kiedy ją zostawiłam, nie mogłam znaleźć kolejnej. Byłam w słabej sytuacji finansowej, no i co krok miałam potwierdzenie tego, jaka jestem beznadziejna.
Dziś cały czas pracujesz nad sobą, uczysz się samoakceptacji. Co Ci w tym procesie najbardziej pomaga? 
Po wspomnianym słabym 1.5 roku w Graz, wyruszyliśmy z moim chłopakiem w podróż do Ameryki Południowej, gdzie motocyklem przejechaliśmy ponad 11.000 km z południa na północ kontynentu. Po powrocie i przeprowadzce do Salzburga  nagle wszystko zaczęło lepiej się układać. Nie znalazłam „poważnej” pracy jaką miałam w planie, ale trafiłam do kuchni wegetariańsko-wegańskiej restauracji, dużo spokojniejszej niż tradycyjnie w gastronomii i spodobało mi się. Zamieszkaliśmy w fajnym mieszkaniu z dobrą lokalizacją, spodobało mi się w Salzburgu i zauważyłam, że psychicznie czuję się coraz lepiej. Stopniowo zaczęłam też odczuwać moc do pracy nad sobą, starałam się lepiej kontrolować swój mózg i być dla siebie lepsza. Przyłożyłam się ponadto do wewnętrznej praktyki jogi, medytacji, a zimą skorzystałam dodatkowo z pomocy specjalistki, żeby utrwalić pozytywne myślenia i wypracować mechanizmy zapobiegania stanów depresyjnych. Widzę ogromną różnicę w tym, jak czuję się ze sobą dzisiaj, a jeszcze rok temu i wtedy nigdy nie uwierzyłabym, że będzie to możliwe.
Według jakiego klucza obierasz kolejne cele podróży?
Kiedyś moje kierunki podróży mocno determinowały okazyjnie tanie bilety lotnicze, ale ten etap mam już za sobą. Wzięłam wreszcie większą odpowiedzialność za swój sposób podróżowania i własny ślad węglowy. Nie myślę tylko o tym, co chciałabym zobaczyć, nie mam parcia, żeby jak najczęściej wyjeżdżać, ale też żeby w nieco mniejszym stopniu szkodzić planecie. Skupiam się bardziej na bliższych podróżach, ogólnie nie mam obecnie jednego klucza, według którego wybierałabym kierunki.

Na blogu jest już pierwszy post ze Szwajcarii!! Zdjęcia z Berna wraz z podpowiedziami co robić na miejscu, gdzie zjeść, spać. Jest też wyjątkowo zielona Dolina Emmental gdzie produkuje się najwyższej jakości Emmentaler, ale nie jest on jedynym powodem dlaczego warto się tam wybrać 😊 Na końcu posta jest też przypomnienie o konkursie, który stworzyliśmy dla naszych czytelników, a więc szanse na podróż do Szwajcarii macie naprawdę spore! Link w bio 📬 . My first post from Switzerland is already on the blog with tips about Bern and the very green Emmental Valley! . Photo by @zapiskizeswiata #szwajcaria #szwajcariana6 #mojaszwajcaria @ilove_bern #inlovewithswitzerland #bern #bernswitzerland #ilovebern #travelswitzerland #emmentalvalley #emmentaler #traveleurope #citybreak #travelgirl #blogpodrozniczy #podroze #podrozemaleiduze

Post udostępniony przez Ula Fiedorowicz (@adamant_wanderer)

Napisałam niedawno tekst na stronę @kukbuk_official o tym jak podróżować, żeby w mniejszym stopniu szkodzić planecie 🌍🌱♻ Dwa z ośmiu punktów wklejam poniżej, a jeżeli jesteście ciekawi reszty, link do tekstu wrzuciłam w bio. . 🔹Komplet własnych sztućców. Podróżując po rozwijających się krajach nierzadko zdarza się, że pęka nam serce na widok ilości śmieci zalegających na plaży czy w lasach, ale zapominamy, że dokładamy do tego swoje trzy grosze. Wiele z popularnych podróżniczych kierunków słynie ze świetnego street foodu. Niestety, uliczne jedzenie wyjątkowo sprzyja tworzeniu odpadów – to głównie jednorazowe talerze, sztućce, kubki, słomki i serwetki. Prawie wszystko możemy zastąpić własnym zestawem. Wymaga to konsekwencji i uwagi, ale warto się postarać. Własny zestaw sztućców przyda się też podczas posiłków w samolotach, które zawsze wiążą się z dużą ilością odpadów. W tym przypadku najlepiej sprawdzą się składane silikonowe kubki, sztućce czy serwetka wielokrotnego użytku. . 🔹Zrównoważone kierunki podróży Czy wasza lista podróżniczych marzeń obejmuje Bali? Zanim rozmarzycie się na widok zdjęć z Instagrama pokazujących jedną stronę medalu, poczytajcie o problemach, z jakimi wyspa boryka się w wyniku turystycznego “boomu”. Część bardzo popularnych kierunków w krajach rozwijających się nie jest w stanie unieść liczby odwiedzających. Przekłada się to m.in. na niekontrolowany rozwój bazy noclegowej i niszczenie przyrody, a przede wszystkim rosnącą liczbę odpadów. Wyjeżdżając w takie miejsce, warto sprawdzić, co można zrobić, żeby pomóc, na przykład za pomocą wolontariatu. Może to być też coś mniej formalnego, jak poświęcenie choćby kilku godzin na zbieranie śmieci na plaży. A jeżeli możecie, rozważcie inny kierunek podróży, na przykład taki, gdzie turystyka nie wymknęła się (jeszcze) spod kontroli.” . . 🇬🇧 Recently I’ve written a text for a Polish magazine about conscious traveling and how to travel in order to be more eco-friendly and create less waste.

Post udostępniony przez Ula Fiedorowicz (@adamant_wanderer)

Piszesz, że częste podróże to efekt „minimalistycznego życia na rzecz priorytetów”.  Jak się można tego nauczyć?
Mnie to akurat przyszło naturalnie, bo od zawsze byłam bardzo oszczędna i potrafiłam konsekwentnie zbierać fundusze na konkretny cel. Myślę, że trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy wyznaczony cel jest dla nas naprawdę ważny i jak wysoko znajduje się na liście naszych priorytetów. Jeżeli ustawimy go na samym szczycie jako coś, co absolutnie chcemy zrealizować, to odmawianie sobie wielu wygód i przyjemności staje się dużo prostsze. Wiedziałam, że podróże dają mi dużo więcej niż krótkie przyjemności czy gromadzenie rzeczy materialnych, dlatego przez lata potrafiłam żyć bardzo skromnie. Dzięki podróżowaniu szybko zorientowałam się jak niewielu rzeczy potrzebuję i że od każdej rzeczy bardziej cenię doświadczenia. Minimalizm postrzegam jako wolność, a tę wartość wyjątkowo w życiu cenię.
Wiem, że straciłaś pracę. Szykują się zmiany  w Twoim życiu?
To prawda, kiedy ta rozmowa zostanie opublikowana, będę znowu bez pracy. Na szczęście tym razem mam plan zapasowy. Od kilku miesięcy przymierzam się do ruszenia z czymś na własny rachunek. Fakt, że straciłam pracę będzie tylko musiał przyspieszyć moje działania. Nie będzie łatwo zaczynać w ten sposób, ale muszę spróbować.
O czym marzysz? 
W czerwcu marzę o tym, żeby obejrzeć z tatą kilka meczów MŚ w piłce nożnej i dzięki zwolnieniu z pracy to marzenie się spełni! Życiowo marzę o pracy, która będzie dawać mi satysfakcję i z której jednocześnie bez problemu będę mogła się utrzymać. Brzmi być może bardzo przyziemnie, ale wszystko inne mam.
Ula Fiedorowicz – autorka bloga adamantwanderer.com. Pochodzi z Zielonej Góry. Odwiedziła 65 państw i odkąd opuściła rodzinne miasto, mieszkała w Londynie, San Francisco, Nowym Jorku oraz w kilku innych miastach rozrzuconych po różnych krajach.W 2015 ukończyła studia na kierunku Food and Consumer Management na University College Birmingham i przeniosła się do austriackiego Grazu.
Tagi: , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
12 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: