Sylwia Guzowska: Nigdy nie uważałam, że prowadzę jakąś walkę w swoim życiu. Nie jestem zła na to, że jestem chora


Jesteś piękną, pełną życia i radości młodą dziewczyną. Oglądając Twoje zdjęcia trudno się domyślić, że zmagasz się z ciężką chorobą, która doprowadziła Cię do inwalidztwa. Kiedy 16-latka dowiaduje się, że spędzi resztę życia na wózku inwalidzkim, to musi być prawdziwy cios?
Już chyba kiedyś wspomniałam o tym w filmie, że najciężej było mi w czasie, kiedy chodziłam. Czyli wychodzi na to, że jest wręcz na odwrót.  Wybór wózka, który stał się moim środkiem lokomocji  w wieku 15 lat, nie był pójściem na łatwiznę (bo wtedy wciąż jeszcze chodziłam, ale było mi bardzo ciężko). Był wręcz wyzwoleniem mnie z trudu codziennego życia. Wiem jak to brzmi, ale tak było. Moje życie w ostatnich fazach „chodzenia” opierało się na ogromnym obciążeniu psychicznym. Mój mózg analizował tylko, czy dam radę zrobić jeszcze krok i skupiał się tylko na określonym celu. Kiedy usiadłam na wózek, moje życie uległo zmianie.  Wózek to nie wyrocznia. Wbrew pozorom można robić te same rzeczy, tylko innymi sposobami. I u mnie tak było. Na wózku zaczęłam robić wiele nowych rzeczy, na jakie nie mogłam sobie pozwolić wcześniej.  Na pewno było mi dużo łatwiej, ponieważ w tym okresie zamieszkałam w szkole z internatem dla dzieci niepełnosprawnych ruchowo. Dasz wiarę, że tam nikt się tym nie przejmował? Gdy przyjechałam pierwszy raz do tej szkoły, byłam w szoku jak zobaczyłam młode osoby na wózku! U mnie w mieście ciężko było spotkać taką starszą osobę, a co dopiero młode dzieciaki! Wszystkie żyły normalnie, tak jakby nic im nie było. Tam życie zawsze toczyło jak u normalnych ludzi. I ja tym przesiąkłam. Tą normalnością i szczęściem.
Co dało Ci siłę do dalszej walki?
Pytasz o siłę walki. Szczerze mówiąc nie lubię tego typu pytań. Staram się doceniać życie i nie zaprzepaścić czasu, który jest nam dany tu na ziemi. No i chyba najważniejsze o czym powinnam wspomnieć, że ja nigdy nie uważałam, że prowadzę jakąś walkę w swoim życiu. Nie jestem zła na to, że jestem chora. Nigdy nie zadawałam sobie pytań w stylu „dlaczego mnie to spotkało”. Nie zawsze była w moim życiu akceptacja, a szczególnie wtedy, kiedy usiadłam na wózek.Pamiętam, że kiedy przyjeżdżałam do rodziców nie lubiłam wychodzić na dwór, unikałam kontaktów z rodziną. Musiałam przywyknąć do nowej sytuacji. W szkole nie było takiego problemu, bo tam większość była w podobnej sytuacji. Dużo zawdzięczam rodzicom, bo nigdy do niczego mnie nie zachęcali, wiedzieli, że muszą dać mi czas – ja tego czasu właśnie najbardziej potrzebowałam. Zawsze wiedziałam, że chcę iść na studia. Wiedziałam, że to pozwoli mi otworzyć dalsze drzwi do mojego życia. I otworzyło. Nie było łatwo. Nie było zawsze z górki. Ale nauczyło mnie wiele. Pewnie teraz myślisz sobie, czy bałam się wyjechać na studia 400 km od domu? Bałam, jak cholera! Szczerze mówiąc, nic nie było dopięte na ostatni guzik. Nie wiedziałam do końca jak będzie z opieką (bo wtedy byłam przyzwyczajona, że w szkole z internatem zawsze ktoś był), nie wiedziałam jak będzie z dojazdami na uczelnię. Sama w wielkim mieście. Ale podczas podejmowania decyzji nie zadręczałam się narastającymi pytaniami. Stwierdziłam, teraz albo nigdy . I wiesz co? Te studia, to był największy przełom w moim życiu! Poznałam wspaniałych ludzi! Mogę tu pozdrowić moją przyjaciółkę Asię? Powiedziała, że jak nie wspomnę o niej w tym wywiadzie, to się obrazi. Klaudię też oczywiście pozdrawiam.
Nauczyłam się żyć samodzielnie i odkryłam, że nie potrzebuję pomocy w codziennym życiu. Ogromny przeskok! I z czasem zaczęłam też akceptować siebie. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że to ja jestem na pierwszym planie – nie wózek.
W sejmie jeszcze niedawno osoby niepełnosprawne oraz ich rodzice walczyły o prawo do godnego życia, samodzielności. Jak podchodzisz do tego protestu?
Oczywiście popieram protest osób niepełnosprawnych. Najbardziej zasmuca mnie fakt, że w ogóle do takich protestów musi dochodzić.  Niestety w Polsce świadczenia dla osób niepełnosprawnych są bardzo niskie. Nie są one w stanie zapewnić nawet podstawowych potrzeb. Niepełnosprawności jest wiele. W sejmie widzimy matki dzieci chorych i uzależnionych od nich całkowicie. Te osoby nigdy nie będą w stanie pracować. Moim zdaniem suma jaką wywalczyły, to i tak kropla w morzu potrzeb. Z drugiej strony są osoby, które pobierają świadczenia, ale są w stanie pracować (tak jak ja). Jakie by wielkie moje chęci nie były, państwo wcale mi tego nie ułatwia. I wiedzą to tylko osoby niepełnosprawne poszukujące pracy. Znam te kolejne telefony z zaproszeniem na rozmowę, a potem z odpowiedzią, że niestety nasza firma nie jest dostosowana. Moim zdaniem powinni pomyśleć też i o tym. Stać się bardziej otwarci. Bardziej aktywizować ten rynek. Bo ciągle dużo się mówi, ale mało się zmienia.
Internautki uwielbiają Cię nie tylko za motywację do życia pełnią parą, pomimo wszelkich przeciwności, ale także za wyjątkowe stylizacje modowe. Jak je tworzysz?
Zawsze wspominam to bardzo zabawnie, ponieważ zaczynając swoją przygodę w internecie, tworzyłam właśnie stylizacje modowe. Wtedy jeszcze miałam bloga i pamiętam, że zamieszczałam tam różne swoje zdjęcia. Z upływem czasu przeniosłam się bardziej na sferę beauty, ogólnie wtedy zaczął się taki ogromny boom na makijaż i testowanie kosmetyków. Fascynowałam się tym kilka lat i moda przestała mnie w ogóle interesować. Dopiero kiedy dwa lata temu postanowiłam wziąć się w garść i udało mi się schudnąć 16 kg, na nowo pokochałam modę. Są dziewczyny, które śledzą trendy, czytają magazyny – mnie to nudzi. Nie wiem ,co jest modne w tym sezonie, po prostu wiem co lubię. Nigdy też nie chciałam zmieniać mojej działalności na sferę modową. Zaczęło  się od tego, że po wrzucaniu takich moich codziennych zdjęć na Instagram, pojawiały się pytania typu: Sylwia, skąd jest sukienka, masz świetny styl, super wyglądasz. Ja wiele rzeczy zaczęłam odkrywać właśnie przez moich widzów. Nigdy nie dostrzegałam, że mój styl jest „fajny”, że moje stylizacje mogą się komuś podobać. Ale do brzegu, bo chyba za bardzo się rozpisałam.  Ja po prostu wchodząc do sklepu widzę, że coś jest totalnie w moim stylu. Kwiatki, groszki, serduszka, rozkloszowane sukienki  – to cała ja. Widząc coś w sklepie myślę sobie „o! to będzie pasować do mojej żółtej sukienki”. Ta wizja tworzenia przychodzi sama . Tylko cały czas żałuję, że nie mam takich wizji do tworzenia wnętrz haha .


Kto lub co Cię inspiruje?
Pewnie ładnie by wyglądało jakbym wspomniała tu o jakiejś osobie. Ale chyba nie mam osoby, która inspiruje mnie w życiu. Jedyne co przychodzi mi na myśl na chwilę obecną, to wolność. Jeżeli jest w życiu coś, co chcemy osiągnąć, zobaczyć, zwiedzić, zrobić – to właśnie dzięki niej nic nie stoi nam na przeszkodzie, aby do tego dążyć. I to jest właśnie największa inspiracja.
Opowiedz jak wygląda Twój dzień.
Jestem śpiochem. Bardzo lubię spać do późna, co później przekłada się na to, że cały mój dzień przeciąga się do 1 – 2 w nocy. Dzień zaczynam od śniadania (bo wiem, że niektórzy nie jedzą). Zawsze lubiłam jeść śniadanie w „zwolnionym tempie”. Tak na spokojnie. Lubię usiąść sobie z jedzeniem i herbatą i się delektować spokojem. Oczywiście nie oznacza to, że inaczej nie potrafię . Kiedy pracowałam na uczelni i wstawałam o 5:50, moje śniadanie trwało góra 5 minut haha . Ale przejdźmy do tego co jest teraz. Po śniadaniu zawsze sprzątam pokój, myję naczynia i biorę się za ćwiczenia. Odnośnie ćwiczeń też dostaję dużo pytań, a najwięcej „czy mi się w ogóle chce, bo ja po pracy nie mam siły”. Zawsze się wtedy śmieję, bo kiedyś ktoś powiedział, że jak się wciągnę, to pokocham ćwiczenia. Ćwiczę 6 x w tygodniu od ponad dwóch lat i nadal tego nie lubię 😉 Lubię ćwiczyć rano, bo wieczorem ciężej jest mi się do tego zabrać. Potem zazwyczaj wychodzę na zakupy, takie codzienne, podstawowe. Wracam na obiad, tu mam takie szczęście, że obok akademika jest naprawdę fajne bistro z domowymi obiadami. Kiedyś dużo gotowałam, teraz poszłam trochę na łatwiznę, ale chcę to zmienić i znowu gotować w domu. Reszta dnia jest ruchoma. To zależy od dnia. Raz jest generalne sprzątanie, raz prasowanie, pranie, spotkania z przyjaciółmi. Wieczory w tygodniu zawsze przeznaczam na pracę. Lubię usiąść do komputera, kiedy jest już wieczór i jest taka „cisza”. Wtedy najlepiej mi się pracuje i jestem najbardziej produktywna. Pamiętam, że kiedy byłam na studiach, miałam to samo. Nauka do wszystkich egzaminy odbywała się po nocach.
O czym marzysz?
Aktualnie marzę o takiej spokojnej przyszłości. Chciałabym, aby moje plany zawodowe się ustabilizowały i żebym mogła na takich solidnych fundamentach osiedlić się w Szczecinie – w mieście, które 11 lat temu pokochałam całym sercem.
Tagi:

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
190 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: