Piotr Dymus: Wszystko rozbija się o te małe kroki, które trzeba zrobić każdego dnia, które same w sobie nie są spektakularne, ale ich suma może nas doprowadzić do czegoś dobrego

Dla fotografii zrezygnował z pracy w ustabilizowanej firmie. To właśnie robienie zdjęć okazało się jego największą pasją. Głównymi bohaterami jego prac są sportowcy, ale nie tylko oni…znaczenie ma także otoczenie, przypadkowi widzowie. Piotr właśnie wrócił z wyprawy na Kilimandżaro i jak mówi, był to jeden z najtrudniejszych, ale i najciekawszych projektów, w jakich brał udział.


Z wykształcenia jesteś ekonomistą, ale jak przeczytałam w jednym z wywiadów, nigdy nie chciałeś pracować w tej branży. Jak sam przyznajesz wybór fotografii wiązał się z pewnym ryzykiem. Co sprawiło, że postanowiłeś je jednak podjąć?
Prawdę mówiąc, miałem dosyć mojej dotychczasowej pracy. Zupełnie wypaliłem się, zmiana była konieczna i wtedy przypomniałem sobie o fotografii, którą kiedyś porzuciłem na rzecz sportu i startów w zawodach Adventure Racing. Oczywiście, pojawiało się pytanie czy z fotografii da się wyżyć, szczególnie jeżeli ma to być fotografia głównie sportowa. Ale w końcu kiedyś trzeba było spróbować i tak próbuję już od kilku lat.
W czasach, kiedy fotografem może być każdy z nas, co staje się wyróżnikiem sztuki? Prawdziwego talentu?
Jest bardzo dużo ludzi utalentowanych w różnych dziedzinach, jednak znacznie mniej osób rozwija swoje wrodzone umiejętności. Na pewno bardzo ważna jest praca i konsekwencja w tym co się robi. To są truizmy, ale z drugiej strony  wszyscy pytają o talent, a nie o to, jak go wykorzystać. Widzimy efekt końcowy i nie zawsze zastanawiamy się nad tym, jaką drogę trzeba było przebyć, żeby mógł on powstać. Zawsze jest to zbiór różnych elementów, w tym szczęścia, gdzieś wśród nich jest talent.
Jeśli chodzi o sztukę to ciężko mi powiedzieć. Wszystko zostało już sfotografowane na tyle różnych sposobów, że jesteśmy skazani na naśladowanie innych, nawet jeśli tego nie chcemy. Staram się o tym w ogóle nie myśleć, kluczem jest szukanie własnej drogi- kolejny truizm. Dla mnie wszystko rozbija się o te małe kroki, które trzeba zrobić każdego dnia, które same w sobie nie są spektakularne, ale ich suma może nas doprowadzić do czegoś dobrego.
Twoje fotografie wymykają się wszelkim schematom. Na Twoich zdjęciach oprócz sportowców, możemy znaleźć także przypadkowe osoby, które sprawiły, że fotografie nabrały nowego charakteru. Jak Ty to robisz? Całkowicie spontanicznie czy jednak wykonanie takich zdjęć wymaga wcześniejszego przygotowania, zaplanowania?
Przypadkowe osoby są po prostu częścią środowiska, w którym odbywają się zawody i jeżeli się pojawiają, to jest dla mnie oczywiste, że mogą być ciekawym elementem zdjęcia. Nie jestem w tym wyjątkowy, wielu fotografów wykorzystuje takie sytuacje. Sportowiec jest często tylko pretekstem do zrobienia zdjęcia, najciekawszy jego element może być gdzie indziej. Lubię takie smaczki, które powodują, że cały materiał jest bardziej różnorodny i lepiej oddaje atmosferę wokół całego wydarzenia.
Ostatnio fotografowałeś maraton na Kilimandżaro. Opowiedz o tym projekcie. Wróciłeś mocno zmęczony?
Nie, wprost przeciwnie. To był intensywny wyjazd, ale dał mi sporo pozytywnej energii. Kilimanjaro Extreme Marathon jest najwyższym maratonem na świecie. Oznacza to, że zawodnicy startują ze szczytu Kilimandżaro i zbiegają ok 42 km w dół. Ale zanim staną na starcie maratonu, muszą wejść na szczyt mierzącej 5895 m n.p.m góry. Zajmuje to 5 dni w czasie których zawodnicy, organizatorzy oraz cała obsługa zawodów podąża w karawanie pod szczyt Kilimandżaro. To był dla mnie trudny projekt, wymagał dobrego przygotowania kondycyjnego. Na szczycie góry jest ponad dwa razy mniej tlenu niż na poziomie morza. Sprzęt swoje waży, trzeba go wnieść i skutecznie używać. Myślę, że był to jeden z najtrudniejszych, ale jednocześnie najciekawszych projektów w jakich brałem udział.



Przeczytałam, że chociaż nigdy nie robiłeś sesji zdjęciowej ślubnej, nie wykluczasz takiej opcji. Jak zwykle byłaby to pewnie sesja nietuzinkowa, gdzie zabrałbyś świeżo upieczonych małżonków?
To dobre pytanie, bardzo zależy od tego, kim byliby małżonkowie, co by ich interesowało, jakie mieliby pasje, dystans do siebie etc. Ważne, żeby to nie było coś na siłę, ale coś z jajem, miejsce chyba nie jest aż tak istotne jak to, jakie role mieliby w nim odegrać młodzi i jak bardzo by się w nie wczuli.
Nie ukrywasz, że swoje zdjęcia także obrabiasz. Nie uważasz, że to pozbawia je autentyczności?
Oczywiście, że nie. Pytanie- co znaczy słowo autentyczność. Można powiedzieć, że fotografia czarno-biała nie jest autentyczna, bo przecież świat jest kolorowy. Oczywiście nikt tak nie powie, chociaż z logicznego punktu widzenia takie stwierdzenie nie jest pozbawione sensu. To jest bardzo szeroki temat. Zależy jaka obróbka, co zmieniamy, a czego nie, zależy do czego ma służyć zdjęcie, czy jest to fotografia dokumentalna czy np. reklamowa. Obróbka zdjęć zawsze była w fotografii i sama w sobie nie jest zła, wszystko rozbija się o szczegóły. Ale faktem jest, że zalewa nas masa przekolorowanych zdjęć.
Jaki jest Piotr Dymus prywatnie? Fotografujesz swoich bliskich?
Tak, ale przeważnie muszą bardzo długo czekać na swoje zdjęcia 🙂 Czasami ciężko jest rozdzielić sferę życia prywatnego od zawodowego, w moim zawodzie to jednak bardzo mocno się przenika. Nawet jeśli nie fotografuję i nie mam żadnego zlecenia do przygotowania, to mimo wszystko często myślę o swojej pracy, co mogę poprawić, w jakim kierunku się rozwijać. Niestety, jestem dosyć chaotyczny w tym co robię i nie zawsze udaje mi się wszystko zaplanować tak, jak bym chciał, ale jednak staram się cały czas iść do przodu i szukać nowych wyzwań. Myślę, że brakuje mi trochę wewnętrznego spokoju, który pozwoliłyby lepiej poukładać i jednak bardziej rozdzielić życie zawodowe i prywatne.
Tagi: , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
29 shares