Piotr C.: Z czego takiego rezygnuję? Z kobiet? Prezentów? Ścianek? Na chuj mi to!

Kim jest autor „Pokolenia Ikea”? Dlaczego nie chce pokazać twarzy? Jakie kobiety go interesują, od czego zaczyna dzień i co najbardziej ceni w ludziach? Trochę o dzieciństwie, trochę o ulubionych książkach i korzystaniu z życia porozmawialiśmy z jednym z najbardziej poczytnych autorów – Piotrem C.

Naprawdę nie chcesz pokazać swojej twarzy? Twoje książki to bestsellery, masz tysiące fanek, nie kusi Cię, żeby zrobić sobie z nimi selfie, brylować na okładkach i w telewizji?

Ostatnio mnie zapytano czy nie zazdroszczę nie-anonimowej sławy takiemu dajmy na to Szczepanowi Twardochowi? On może własnym pyskiem zareklamować np. mercedesa, a Piotr C. pozostaje w cieniu…
Odpowiedziałem, że Pana Twardocha podziwiam, a jego Mercedesa klasy S podziwiam jeszcze bardziej. I bardzo mi się śmiać chciało jak czytałem, jakie to faux pas raczył popełnić, godząc się na podobny despekt jak otrzymanie luksusowego auta. Bo pisarz powinien chodzić w łapciach z łyka i worku po ziemniakach. Ale ja nie mam parcia na popularność. Nie chcę być w żadnej telewizji śniadaniowej a to, że kilka osób więcej kupiłoby moje książki, mnie nie przekonuje. Dla mnie pisanie to chwilowa przyjemność. A ta przyjemność kończy się, kiedy nie możesz spokojnie iść do sklepu wino kupić. Ale jeśli ktoś ma inaczej, to ja to szanuję. Idę po prostu swoją drogą. Sława, rozpoznawalność to rzecz chwilowa. Mija szybko. A nawet bardzo szybko. Odwyk jest bolesny.
Poza tym w dzisiejszych czasach, aby być rozpoznawalnym wystarczy pokazać swojego zenona na instagramie. Toteż popularność jakby nieco staniała.

Twoi znajomi wiedzą, że to Ty jesteś Piotr C., autor „Pokolenia Ikea”? Chcę już przejść do kolejnego pytania, odnoszącego się do Twojej twórczości, ale muszę przyznać, że to Twoje pisanie pod pseudonimem bardzo mnie interesuje. Wydaje mi się nawet trochę perwersyjne.

Oczywiście, że wiedzą. Drą ze mnie z tego powodu czasami łacha. Jeden kumpel nawet zalicza kobiety powołując się na to, że mnie zna. Nawiasem mówiąc jestem zdumiony, że coś takiego może kobietę przekonać do zdjęcia majtek. A moje pisanie pod pseudonimem bierze się z prostej rzeczy. Mam swój zawód, który nie współgra za specjalnie z byciem pisarzem. Nie chcę mieszać tych dwóch światów. Poza tym na czym ta perwersyjność miałaby polegać? Z czego takiego rezygnuję?  Z kobiet? Prezentów? Ścianek? Na chuj mi to!

Wiesz bardzo dużo o relacjach międzyludzkich, o kobietach, mężczyznach, związkach, jesteś dobrym obserwatorem, a Twoje opinie są często bardzo radykalne. Zdarzyło Ci się co do kogoś pomylić? I potem tego żałować?

Każdy się myli. Każdy popełnia błędy. Chodzi o to, aby z tych błędów wyciągać wnioski. A to jest już dużo trudniejsze.

Dla tysięcy a może i milionów jesteś „wyrocznią”, czytają Cię, utożsamiają się z Tobą lub Twoimi bohaterami. Czujesz odpowiedzialność?

Dawno, dawno temu kiedy ludzie chcieli się dowiedzieć czegoś o świecie, o powodach dlaczego coś im się stało, albo jak sobie z czymś poradzić szli do babki, matki, ojca, dziadka. Kogoś, kto miał doświadczenie życiowe. Teraz ludzie widzą, że ich rodzice sobie nie radzą ze światem, sami zachowują się jak dzieci albo abdykowali ze swoich funkcji. I szukają kogoś, kto z nimi porozmawia. Czasami jest to psycholog. Częściej znajomi, przyjaciele. A czasami ja.  Nie narzucam swojego zdania. Nie pouczam. Mówię co myślę. Bardzo często czytam w internecie, że jestem idiotą i się nie znam. Przyjmuję to z pokorą. Jeśli mój sposób myślenia jest dla kogoś gówno warty, to widać dla niego jest gówno warty. Jeśli ktoś jednak po przeczytaniu moich postów albo książek, zacznie się zastanawiać dlaczego coś robi, z jakich pobudek płynie ta decyzja, czego naprawdę chce, to jestem zadowolony, bo o to mi chodziło. Mądre życie to moim zdaniem takie życie w którym mamy zdrowe poczucie własnej wartości. A ono bierze się z tego, że wiemy kim jesteśmy.

W jednym z wywiadów opowiedziałeś o sytuacji, która miała znaczący wpływ na Twoje życie. Okazało się, że jesteś chory, Twój stan wymagał szybkiej operacji. Od tamtej pory zrozumiałeś, że nie jesteś nieśmiertelny. Musisz żyć tu i teraz. Co dla Ciebie oznacza korzystanie z życia?

Ja jestem z tego pokolenia, które jak nie pracuje to ma wyrzuty sumienia. Świetnie nadawałbym się na protestanta i do przybijania różnych tez do kościołów, gdyby nie to, że lubię wino oraz cycki. Whisky też lubię. Czytałem ostatnio wywiad z amerykańskim lekarzem pracującym w hospicjum, Brucem Millerem. Kiedy był studentem, wdrapał się na dach pociągu, gdzie poraził go prąd. 11 tys. wolt. Nie ma nóg od kolan. Nie ma jednej ręki. Zapytano go, czego najczęściej żałują jego pacjenci. Odpowiedź była prosta, bądź banalna – jak kto woli. Że zmarnowali mnóstwo czasu. Będąc w pracy, której nie lubili. Przy partnerze, którego nie kochali. Że nie byli w miejscach, które chcieli zobaczyć.
Nie chciałbym umierać z takim przeświadczeniem, że zmarnowałem czas. Korzystanie z życia to dla mnie proste przyjemności. Podróże. Wino na stole. Coś do jedzenia. Ludzie. Ostatecznie najbardziej pamiętamy proste historie. Wspominałem niedawno ze swoją watahą, jak to raz schodziłem ze schroniska na Piątce w Tatrach, bo spieszyłem się na mecz Euro 2012. Mogłem go obejrzeć w innym schronisku. O mniej więcej w połowie drogi zachciało mi się hmmm….Najprościej mówiąc odczułem gwałtowną potrzebę fizjologiczną. A że ruch ludzi był spory i nie dało się tego załatwić na uboczu, bez ekspozycji pod tytułem jeleń na rykowisku, to zacząłem biec. Ależ jak ja schodziłem z tej góry!!! W jakim tempie!!! Śmigałem wręcz po kamieniach. Unosiłem się nad powierzchnią. Nie muszę mówić, że to był mój rekord zejścia, ostatnie kilkaset metrów pokonałem biegiem. Jakże byłem szczęśliwy, że toaleta jest wolna… To była dopiero przyjemność. Teraz nawet nie pamiętam, kto grał w tym meczu. Ale scenę ze schodzeniem pamiętam. Moi kumple też ją pamiętają. I pewnie za 20 lat też ją będziemy wspominać.


Jaka kobieta jest w stanie Cię zainteresować?

Kiedyś napisałem: ideałem jest sytuacja, kiedy ona i on siedzą przed telewizorem oglądając jakiś serial, była już butelka wina i właśnie otwierana jest druga, a nagle on już lekko wcięty spogląda na nią i mówi: „Jesteś moim najlepszym przyjacielem.” Bo o to, mym zdaniem, chodzi w życiu. I pod tym się podpisuję. Kobieta może wyglądać jak Emily Ratajkowski, ale co z tego, jeśli nie ma o czym z nią pogadać?

Twoi bohaterowie często są cyniczni, smutni, samotni, rozczarowani, cierpiący na nadmiar ambicji i tak dalej…Naprawdę jest tak źle? A może znasz ludzi naturalnych, szczęśliwych, szczerych, tylko po prostu o nich nie piszesz?

A czym jest szczęście? Definicję poproszę. Bo jak dla mnie, szczęście to dla każdego coś innego. Zazwyczaj są to pieniądze, bo żyjemy w takich czasach, że uważamy, że wszelkie deficyty załatwią PLN -y. Sława. Do tego dochodzi jeszcze miłość, bo ludzie są coraz bardziej samotni.
Ja powtórzę za Kołakowskim, że dla mnie szczęście to brak cierpienia. Że naprawdę szczęśliwe są dzieci, które nie zadają sobie jeszcze pytania, co to jest to szczęście, tylko żyją i się cieszą.
Dorośli zaś są rozczarowani, bo miało być przecież inaczej. Mieli podbić cały świat, mieli się zakochać, miało być jak w filmach. A zazwyczaj nie jest, bo proza życia jest inna. Albo gonią za różnymi ułudami. A później za odchodzącą młodością, bo żyjemy teraz w kulcie młodości.

Pracujesz nad kolejną książką?

Tak, będzie w tym roku. Nie lubię mówić o czym będzie, bo zawsze czuję się wtedy jak idiota.
Katorgą jest dla mnie pisanie zajawek na okładkę o czym jest książka. Chcę, żeby ludzie mieli niespodziankę.

Dokończ proszę zdania: Dzień zaczynam od…

Dawniej od wzięcia do ręki telefonu. I oglądania przez kwadrans co się stało. Dlaczego się stało. Jakieś pudelki. Jakieś maile. Teraz przestałem zasypiać z komórką. Przestałem się z nią budzić. I mogę powiedzieć, że kawa smakuje zupełnie inaczej, kiedy patrzy się rano przez okno na świat.
Ja z okna mam widok na senne osiedle. Staję, teraz o tej porze roku o 6 rano, jest jeszcze ciemno. Stoję, piję i przez moment patrzę jak się budzi.

Moja ulubiona książka to…
Pan Grzesiuk i „5 lat kacetu”. Pożyczałem ją od sąsiadki tyle razy, że w końcu mój ojciec ją od niej odkupił. Za pół litra. Grzesiuk byłby wniebowzięty. Książka jest o facecie, który siedzi w obozie koncentracyjnym i usiłuje się nie skurwić. Po namyśle stwierdzam, że nie była to najlepsza lektura dla 12 latka.I jeszcze Pan Niziurski i „Sposób na Alcybiadesa”. Do dziś pamiętam wiersz niejakiego Wątłusza:
„Zachodzi słońce nad Wędzarnią krwawo,
Słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży,
Sezon skończony, żegnaj, sławo!
Na zwiędłych liściach znokautowany bokser leży.
Twarz mu wykrzywia uśmiech żałosny,
Byle do wiosny!
Kiedy ci walka na pięści zbrzydła,
Poezji rozwiń skrzydła!”

Ta książka jest dla mnie ważna bo jestem z takiego pokolenia, które chodziło jeszcze z kluczem na szyi po podwórku, kolega w trakcie lekcji muzyki w podstawówce, kiedy pani grała na pianinie, lał do doniczki z palmą, a gdy mój kumpel Ufo przyszedł pijany do szkoły i efektownie rzygał do skrzyni z piaskiem, to był skandal.

Kiedy piszę…
To walczę sam ze sobą.I jestem mega wkurwiający. Najgorzej jest jak skończę.
Półtora roku temu byłem jak bokser po walce z rozbitym ryjem, którego bandażują, a dla pewności jeszcze obwiązują srebrną taśmą power tape, po to, aby nie rozpadł się na kawałki. Zawsze tak jest kiedy kończę książkę. Przez kilka miesięcy nie mogę dojść do siebie. Nie chce mi się pisać. Chce mi się pisać. Odrzuca mnie od klawiatury. Ciągnie mnie do klawiatury.

Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to…
Kiedyś dostałem radziecką łódź podwodną. Model do sklejania. Byłem wniebowzięty. Co prawda nie byłem w stanie sam jej złożyć, a ojciec składał mi ją jakieś dwa lata, ale ten moment odpakowywania prezentu pamiętam do dziś. Trochę mam wrażenie że my, ci urodzeni w latach 70, byliśmy w dzieciństwie bardziej wolni. Nie było wtedy 300 kanałów telewizji. Nie miałem PeeSa, nie było internetu, Nie mieliśmy 50 zajęć dodatkowych. Nikt mnie nie uczył pływać – nauczyłem się sam.
Kiedy wychodziłem z domu rano, wracałem na obiad, a po obiedzie dopiero wieczorem, jak się ściemniało. Jeśli moja matka chciała mnie znaleźć wychodziła na podwórko i darła ryja. Generalnie znalazłeś sobie zajęcie albo się nudziłeś. To sprzyjało kreatywności. Ale może po prostu zestarzałem się i to, co kiedyś nie było zbyt fajne, wydaje mi się teraz idealne.

Najbardziej cenię w drugim człowieku…
Przyjaźń. Świat jest zdecydowanie bardziej do przyjęcia, kiedy dookoła siebie ma się przyjaciół.

Tagi: , , , , , ,

Powiązane wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Comments

  1. Odpowiedz

    Uwielbiam go!

  2. Odpowiedz

    Świetny, mądry człowiek!

  3. Odpowiedz

    super wywiad

  4. Odpowiedz

    Dorośli zaś są rozczarowani, bo miało być przecież inaczej. Mieli podbić cały świat, mieli się zakochać, miało być jak w filmach. A zazwyczaj nie jest, bo proza życia jest inna. Albo gonią za różnymi ułudami. A później za odchodzącą młodością, bo żyjemy teraz w kulcie młodości…

    o, o tak!

    • Małgośka
    • 12 stycznia 2018
    Odpowiedz

    I taki wywiad,gdzie wyczuwa się autentyczność rozmówcy, zachęca do lektury książek. Przyznaję, że miałam szerokim łukiem pozycje tego Autora, po tym wywiadzie muszę nadrobić zaległości.

    • Ewa
    • 12 stycznia 2018
    Odpowiedz

    Proste ale skłaniające do przemyśleń wypowiedzi-świetny wywiad!!!

    • Grzegorz
    • 13 stycznia 2018
    Odpowiedz

    Pokolenie Ikea, nie stać ich na wyposażenie. Może stać, może nie stać, może nie widzą potrzeby, bez względu na przyczyny omija ich gonitwa za niektórymi materialnymi rzeczami, bez których jak się okazuje, można żyć, po jakimś czasie, jak będzie ich ewentualnie stać, będą wiedzieli,że do niczego im to niepotrzebne, że to jest gonitwa za uludami, które ostatecznie nie mają znaczenia.

      • Marcin
      • 14 stycznia 2018
      Odpowiedz

      racja!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

fourteen + nineteen =

433 udostępnień