Paweł Michalewski: Kto ustalił, że coś nie wypada? Chyba my sami włożyliśmy księży w pewne ramy

Przyciąga ludzi swoją normalnością. Dzięki temu nie boją się mówić mu o problemach. Ksiądz zakochany w kolarstwie. Nam opowiedział m.in. o tym jak narodziła się jego pasja do dwóch kółek, o czym marzy oraz jak wygląda jego dzień.

Pierwsze pytanie: ksiądz czy pan? Czy zwracanie się do księdza per „pan” jest obraźliwe? 
Obraźliwe nie jest, bo w końcu każdy ksiądz jest panem. A tak już na poważnie, to jednak w naszej kulturze do osób duchownych (i to nie tylko Kościoła Katolickiego) zwraca się według pewnych standardów. Dlatego osoba kulturalna, nawet jak nie jest wierząca, powinna się do księdza zwracać per „ksiądz”. Natomiast moja duma nie ucierpi, jeśli komuś przez usta słowo „ksiądz” nie przejdzie.
Od 7 lat jesteś księdzem? Pamiętasz tamten czas, kiedy podjąłeś tę decyzję? Była łatwa?
Tak naprawdę decyzję podejmuje się przy święceniach diakonatu, które są około rok przed święceniami kapłańskimi. Więc tę decyzję podjąłem już 8 lat temu. Czy była łatwa? A czy w życiu są łatwe decyzje? Sądzę, że moment kiedy decydujemy o naszej przyszłości jest za każdym razem trudny. Pamiętam, że długo się zastanawiałem. W sumie to prawie przez pięć lat seminarium. Zazdrościłem zawsze tym klerykom, którzy przychodząc do seminarium od początku byli pewni tej decyzji. Ja nie byłem. Czas seminarium to czas rozpoznawania czy rzeczywiście to mnie Bóg wzywa do bycia księdzem. Tak to wtedy rozeznałem, pewny jednak nie byłem… Ale jak to mówi mój proboszcz z rodzinnej parafii – pewnym będzie się dopiero po śmierci. Wierzę jednak, że dobrze zrobiłem, staram się w tej decyzji trwać i po prostu być dobrym księdzem.
Jak zaczęła się księdza przygoda z kolarstwem?
To było w połowie 2014 roku. Wtedy kupiłem pierwszy rower szosowy. Do dzisiaj pamiętam pierwszą jazdę. Ta szybkość, lekkość,moc… Wcześniej jeździłem na rowerze crosowym, też fajna sprawa, ale jednak z szosą się nie równa 🙂 Natomiast przygoda z rowerem zaczęła się rok wcześniej. Miałem dość poważną kontuzję kolana i fizjoterapeutka kazał mi wzmocnić mięśnie w nodze. Dała dwie opcje: rower albo basen. Wtedy wybrałem rower i jak się okazało, to była słuszna decyzja. Choć obecnie na basenie też jestem częstym gościem. Kolarstwo niesamowicie wciąga. Ja się w nim zakochałem. No i stało się dla mnie integralną częścią życia.


Ma ksiądz swoje ulubione trasy rowerowe?
Oczywiście. Są takie trasy, na które bardzo często wracam. Na pewno do nich należą tereny wokół mojego rodzinnego domu. Pochodzę z Nysy, tam dalej mieszkają moi rodzice i rodzeństwo, często tam wracam. I zabieram ze sobą rower. Nysa leży ok. 20 km od czeskiej granicy, więc jestem częstym gościem u naszych południowych sąsiadów. I właśnie tam bardzo lubię jeździć. Zresztą wokół Nysy każdy kolarz znajdzie coś dla siebie. I trochę płaskiego, trochę pagórków i nawet porządne góry. Lubię też odkrywać nowe trasy, zapuszczać się w nieznane. Przeglądać mapy, wybierać nowe szlaki, planować drogę.
Jak wspomina ksiądz swój udział w triathlonie?
Triatlon to niesamowite przeżycie. Sama atmosfera zawodów, doping na trasie, wysiłek fizyczny daje wiele radości. Mam za sobą kilka startów, planuję kolejne. Tak naprawdę, gdy znajomi wciągali mnie w triatlon, trochę się obawiałem czy dam radę… Natomiast po pierwszym starcie wiedziałem, że to jest to, czego szukałem. Triatlon i przygotowania do niego pozwalają walczyć ze słabościami, ale także przekraczać swoje granice. Chyba w każdym z nas jest wojownik, który musi coś zdobywać. Sport jest doskonałym narzędziem do tego, by ten wewnętrzny wojownik się wyszumiał.
Pracuje ksiądz z młodzieżą. Co jest kluczem do zbudowanie z nimi dobrej relacji?
Myślę, że przede wszystkim należy z młodzieżą być. Nie jako kumpel, bo oni tego nie oczekują. Ale jako ktoś, kto ich wysłucha, porozmawia, po prostu nie spławi… No i trzeba być prawdziwym, nie budować barier czy murów. Nie wiem, czy mi się to wszystko udaje, mam nadzieję, że tak. Staram się być dla nich normalnym człowiekiem.
Jak wygląda księdza dzień?
W sumie to musiałbym opisać każdy dzień osobno, bo każdy jest inny. Jest tak dlatego, że oprócz pracy w szkole, gdzie mam ustalony plan zajęć i liczbę godzin, na parafii mam nielimitowany czas pracy. Przeważnie zaczynam dzień o 5 rano. Chyba, że nie mam porannej Mszy, to o 6.30. Do południa mam szkołę (tutaj plan zajęć różny, czasami jestem na lekcjach od 8 do 15, innym razem idę dopiero na 13), po powrocie ze szkoły jest kancelaria parafialna, później znowu do kościoła (są wieczorne nabożeństwa, Msze św.). Do tego dochodzi jeszcze zakrystia, bo nie mamy w parafii nikogo do pracy w niej. Po wieczornych Mszach są jeszcze spotkania grup parafialnych, ja jestem także kapelanem harcerzy, z którymi się spotykam minimum raz w tygodniu. Oprócz tego: spowiedzi, indywidualne rozmowy, kierownictwo duchowe. Trochę się tego nazbierało. Ale żeby nie było, wolne też się zdarza. Ja mam wolny wtorek. Wtedy mam czas, żeby porządnie pojeździć na rowerze.

Pokazujesz, że ksiądz to nie „tylko” ktoś, kto odprawia msze i ewentualnie jeszcze chodzi na pielgrzymki. Ale to także osoba pełna pasji, kolarz, podróżnik…. Poprzez bloga i instagrama chce ksiądz przełamywać stereotypy?
Czasami ktoś mi napisze, że księdzu to nie wypada pokazać się w krótkich spodenkach, a tym bardziej zrobić sobie zdjęcia na basenie… Tylko, kto to ustalił, że coś nie wypada? Chyba my sami włożyliśmy księży w pewne ramy. Ja staram się pokazać, że dystans trzeba skaracać, że trzeba być normalnym. Bo właśnie ta normalność sprawia, że człowiek nie boi się podejść i porozmawiać o swoich problemach. I to jest piękne. Taki był też zamysł bloga, którego prowadzę, żeby pokazać ludzką twarz księdza. Bo często zapominamy, że ksiądz to też człowiek.
O czym ksiądz marzy?
O wielu rzeczach. Żeby być dobrym człowiekiem. A z tych przyziemnych, to żeby w przyszłym roku wyjechać na rower gdzieś, gdzie jest ciepło. No i żeby ukończyć Iron Man’a.
Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis