Paweł i Martyna: Można powiedzieć, że Kłobook nadał wszystkiemu sens

Połączyła ich miłość do tych samych książek i do… kawy. Spędzili dziesiątki godzin na rozmowach o nowym projekcie. Dziś krok po kroku spełniają swoje marzenia. Już wkrótce wydadzą powieść, nad którą wspólnie pracowali. „Cmentarzysko” to inteligentna historia o magicznym świecie, pełna przewrotnego humoru.

Z Martyną i Pawłem porozmawialiśmy o tym, jak stworzyli własne Wydawnictwo Kłobook, o ich pomyśle na wciągniecie czytelników w historię Państwa Ponurych i niesamowitej przygodzie, jaką stało się wydanie własnej książki.

„Zanim zaczniecie realizować jakiekolwiek ze swoich marzeń, musicie wziąć pod uwagę fakt, że gdy już się za to zabierzecie, nic nigdy nie będzie takie jak wcześniej” – napisałaś ostatnio na Waszym blogu. Projekt Kłobook dokonał rewolucji w Waszym życiu?
Matrtyna Ościk: Rewolucja to duże słowo, myślę jednak, że jest jak najbardziej adekwatne w odniesieniu do tego, co działo się w moim życiu przez ostatni rok. Projekt ruszył  we wrześniu po  kilku  miesiącach dyskusji, dokładnym planowaniu oraz dopracowywaniu szczegółów. Nie chcieliśmy zaczynać dzielić się czymś, czego nie bylibyśmy do końca pewni.
Tworzenie wydawnictwa zajmuje na tym etapie bardzo dużo czasu. Planujemy dzień pod kątem tego, czym powinniśmy się zająć. Ustalamy plany tygodniowe tak, żeby być jak najbardziej efektywnym. Póki co, trudno nam opracowywać harmonogramy miesięczne, ponieważ co rusz pojawiają się nowe pomysły generujące coraz to inne wyzwania, którym należy sprostać. Wcześniej ani ja, ani Paweł, nie mieliśmy w życiu takiego celu, w realizację którego bylibyśmy aż tak zaangażowani. Można powiedzieć, że Kłobook nadał wszystkiemu sens.

Zaczęło się od marzeń, pasji do książek i kawy, od przyjaźni. Pawle, długo nosiłeś się z pokazaniem Martynie swojego maszynopisu? Ile nad nim wcześniej pracowałeś?
Paweł Fijałkowski: Czasami, gdy się kogoś poznaje, człowiek od razu ma przeczucie, że ta osoba to nie będzie tylko zwykła znajomość. Tak właśnie było, gdy poznałem Martynę. Od samego początku świetnie się rozumieliśmy i nie mogliśmy przestać ze sobą rozmawiać… właściwie na każdy temat. Martyna stała mi się tak bliska, że bez żadnych oporów poprosiłem Ją o przeczytanie maszynopisu mojej książki.
Co do samej książki, to zacząłem nad nią pracować już w 2014 roku. Pisałem z długimi przerwami, ponieważ często nie miałem po prostu czasu (była jeszcze praca i szkoła), przez co książka była, delikatnie mówiąc, kiepska i bardzo nierówna. Jak się później okazało — również niedokończona. To Martyna doprowadziła ją do stanu, w którym można było ją przeczytać i to dzięki niej maszynopis jest trzy razy grubszy niż w momencie, w którym po raz pierwszy go jej pokazałem.
Swój projekt postanowiliście poprowadzić od początku do końca sami. Nie myśleliście, aby powierzyć książkę sprawdzonemu wydawnictwu?
P.F.: To prawda, postanowiliśmy prowadzić wszystko sami od początku do końca i nie żałujemy tej decyzji nawet przed moment. Wiemy, że książka nie będzie idealna i akceptujemy to. Ciągle się uczymy i  doskonalimy na własnych zasadach. Sami zapłacimy również za popełnione błędy. Nie myśleliśmy o sprawdzonych wydawnictwach, ponieważ nie odpowiadają nam warunki proponowane debiutantom. Prowadząc Kłobooka, sami decydujemy o terminach i piszemy treści, w które wierzymy, a nie których ktoś mógłby od nas wymagać.
Na Waszym blogu możemy przeczytać historię rodziny Ponurych oraz Pana Forge’a. Opowiedzcie naszym Czytelnikom, kim są te postacie.
P.F.: Pan Ponury jest najlepszym i najsprytniejszym handlarzem magicznego świata… przynajmniej taką stworzył o sobie opinię. Jego postać pojawia się na krótko w „Cmentarzysku”. Pan Forge z kolei jest skrybą związanym z rodziną Ponurych magicznym kontraktem, na mocy którego będzie on żył tak długo, jak będzie spisywał dzieje kolejnych członków rodziny.
Razem z Martyną stwierdziliśmy, że „Dzienniki Ponurych” mogą się stać świetnym sposobem na pokazanie czytelnikowi rzeczywistości, w jakiej rozgrywa się akcja powieści. Stworzyliśmy szansę na poznanie stylu i humoru, w jakim utrzymana jest książka. Osobiście nie spotkaliśmy się wcześniej z czymś takim.
Do kogo adresowane jest „Cmentarzysko”? Mam wrażenie, że takiej literatury jeszcze nie było…
M.O.: Początkowe założenie było takie, że „Cmentarzysko” to książka napisana dla dzieci i młodzieży. Z czasem jednak doszliśmy do wniosku, że zawiera ona w sobie wiele elementów, których zbyt młody czytelnik może w pełni nie zrozumieć. Od momentu uruchomienia naszego fan page’a utwierdzamy się w przekonaniu, że najwięcej osób zainteresowanych naszym projektem, a więc także docelowo powieścią, to użytkownicy w przedziale wiekowym 16-34. Nie stawiamy sobie jednak żadnych ograniczeń i mamy nadzieję, że książka spodoba się zarówno starszemu, jak i młodszemu czytelnikowi… Każdemu, kto choć trochę lubi magię :).

Wasz blog opatrzony został ciekawymi ilustracjami autorstwa Martyny Nejman. Jak wygląda ta współpraca? Pozostawiacie artystce wolną rękę?
M.O.: Współpraca z Martyną przebiega chyba w najlepszy możliwy sposób. Co miesiąc wybieramy jedno opowiadanie, które mamy zamiar opublikować i zaznaczamy fragment tekstu, który chcielibyśmy zobaczyć na rysunku. Poza ogólnymi wskazówkami najczęściej nie mamy sztywnych wymagań co do tego, jak powinno to wyglądać. Rozpoczyna się więc etap, na którym Martyna może wykazać się swoją wyobraźnią i przedstawić nam koncept na ilustrację. Projekt jest następnie dostosowywany do informacji zwrotnych z naszej strony i wykańczany w sposób, który jest jednocześnie satysfakcjonujący dla nas, ale także pozostawia sporo „wolności twórczej” Martynie. Nie moglibyśmy sobie tego lepiej wymarzyć :).
Jak sami przyznajecie, projekt ten wymaga od Was wiele cierpliwości. Zdarzyło Wam się kiedyś zwątpić w jego sens?
M.O.: Może trudno w to uwierzyć, ale naprawdę z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie miałam przez ten cały czas nawet jednego momentu zwątpienia w sens naszego projektu. Oczywiście, jak w każdej pracy, niekiedy pojawiają się problemy. Jednak nie jest to nic, z czym nie umielibyśmy sobie poradzić.
P.F.: Cierpliwość nie jest akurat moją mocną stroną, ale na szczęście mam Martynę, która zawsze powie mi, że nic nie dzieje się od razu i że pewne rzeczy wymagają czasu. To w sumie chyba dzięki temu nie mam chwil zwątpienia w autentyczność i sens naszego Kłobooka.
Planujecie w przyszłości wydawać powieści innych autorów?
P.F.: Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że nie planujemy wydawać powieści innych autorów, a to tylko dlatego, że ciągle przychodzą nam nowe pomysły na rozwinięcie i promocję naszej marki. To zajmuje nam większość wolnego czasu.
M.O.: Naszym nieśmiałym, póki co marzeniem, jest mieć w dłuższej perspektywie czasu na tyle stabilną pozycję, silną markę i wystarczającą ilość zasobów, by móc pozwolić sobie na zaproponowanie pisarzom warunków, na jakie zasługują i jakie należą im się za ich ciężką pracę. Nie wybiegamy jednak aż tak daleko w przyszłość. Myślę, że na wszystko przyjdzie odpowiedni moment.
Na koniec powiedzcie, za co się lubicie? 
P.F.: Martyna jest najbardziej lojalną osobą, jaką spotkałem w życiu — bez niej nie byłoby Kłobooka. Wiem też, że zawsze postawi mnie do pionu.
M.O.: Polubiłam Pawła za to, że mamy praktycznie identyczny gust, jeśli chodzi o książki. Teraz lubię go za to, że zawsze potrafi mnie zmotywować — nieważne czy prośbą czy … groźbą ;).

Zapraszamy Was do lektury bloga Martyny i Pawła – klobook.com.

Tagi: , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
148 shares