Paulina Banaś: Warto zastanowić się, co podsuwamy dzieciom a czego nie albo dlaczego ojciec uczy syna jak sprawdzać ciśnienie w kołach, a córki już nie

ELOKWENTNE – a nie PYSKATE, PRZEBOJOWE – a nie BEZCZELNE, ZDECYDOWANE – a nie PRZEMĄDRZAŁE – z takimi hasłami ruszyła kampania MOCne SŁOWA, pokazująca jak za pomocą słów deprecjonujemy małe dziewczynki. To tylko jeden z licznych pomysłów redaktorek projektu Dziewczynka Pełna Mocy – akcji promującej równość płci.

Z jego założycielką Pauliną Banaś porozmawialiśmy o tym, dlaczego inaczej traktujemy dziewczynki i chłopców oraz o tym, jak to zmienić.


Co sprawiło, że postanowiłaś stworzyć projekt Dziewczynka Pełna Mocy?
Między 30 a 40 rokiem życia doświadczyłam okresu silnego wzrostu osobistego. Dużą częścią tego była refleksja o tym, jakie przekazy i prawdy o sobie i o świecie otrzymałam dorastając jako dziewczynka. Od przekonań o własnym ciele, przez przekonania o pracy i pieniądzach, do przekonań o związkach partnerskich… od kwestii poczucia winy, perfekcjonizmu, poczucia sprawczości, a także po prostu możliwości życiowych i bycia na rynku pracy… czułam, że wiele z problemów, które odkryłam wiązało się z moją płcią. Robiąc ten swoisty remanent w swojej głowie, pomyślałam o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że taką podróż do upełnomocnienia przechodzi teraz wiele kobiet w Polsce i że warto byłoby zacząć wcześniej, bo wiadomo, czym skorupka nasiąknie za młodu…
Z drugiej strony pomyślałam, że rodzicielstwo jest już i tak dużym wyzwaniem i że trzeba wesprzeć rodziców, którzy chcą wykonać wysiłek i wykroczyć poza stereotypy. Jest dużo materiałów w Internecie o wychowaniu bliskościowym dla rodziców, którzy szukają innej recepty na rodzicielstwo, niż to co większość z nas dostała (czyli tzw.„zimny wychów” lat 70-80). Nie widziałam jednak niczego o równościowym i wolnym od stereotypów wychowywaniu dziewczynek … i tak narodził się projekt Dziewczyna Pełna Mocy.
Zaszokował mnie Twój artykuł dotyczący książki Setha Stephensa-Davidowitza „Everybody lies” („Wszyscy kłamią”), w którym piszesz, jak to autor ujawnia prawdziwe przekonania ludzi dzięki danym z Internetu. Np. mówi o tym, że rodzice dwukrotnie częściej wpisują w Google zapytanie: „czy mój syn jest geniuszem?” niż czy „moja córka ma szczególne zdolności”. Natomiast niezwykle często pada pytania: „czy moja córka ma nawagę?”. Nie spodziewałam się, że skala tego zjawiska jest wciąż tak duża. Dlaczego inaczej traktujemy dziewczynki a inaczej chłopców?
A ja bym powiedziała, że idzie nam już nieźle. Wychodzimy z co najmniej 3 tysięcy lat nierównościowego społeczeństwa, mamy za sobą około dwustu lat walki o podstawowe prawa kobiet, od 100 mamy prawa wyborcze, a dopiero od jakiś 30 lat rozmawiamy o bardziej subtelnych kwestiach nierówności płci. W tym kontekście czasowym, myślę, że daleko już zaszliśmy w świadomości społecznej. Facebook i Internet dał nam też narzędzia do rozmowy o tych sprawach na niespotykaną dotąd skalę.
Jednak przekonania i stereotypy są bardzo silne i często działamy odruchowo, bez świadomości. Jeśli chwalono nas za bycie miłą, ładną i grzeczną, a nie za odwagę i przebojowość; jeśli nikt nigdy nie zaproponował nam udziału w naprawie roweru; jeśli dostawałyśmy oceny z komentarzami, że ładne pismo i szlaczki, a nie, że napisałyśmy coś odkrywczego, to nie jest tak łatwo być pierwszym czy drugim pokoleniem, które poza to wykracza.
Dlatego staramy się podsuwać rodzicom różne inspiracje dotyczące strategii wychowawczych, na przykład w artykule o zachęcaniu dziewczynek do przedmiotów ścisłych opisujemy pomysły na zabawki, które rozwijają szerokie umiejętności kognitywne, czego typowe zabawki z działu „dla dziewczynek” często zaniedbują. Z kolei w artykule o tym, jak uczyć dziewczynki radzić sobie z porażkami, wyjaśniamy, dlaczego ważne jest, żeby chwalić dziewczynki za wysiłki („fajnie sobie z tym poradziłaś”), a nie wyłącznie za cechy (np. „grzeczna, zdolna dziewczynka”).





Co oznacza dla Ciebie równość płci? Jak uczyć jej dzieci?
Jeżeli chodzi o równość płci, to ostatnio wpadła mi do głowy nowa definicja, więc zaproponuję ją tutaj, bo jestem ciekawa jej odbioru. Równość płci oznacza dla mnie, że to, że różnimy się od siebie biologią, tzn., że ja mogę urodzić i wykarmić dziecko, a Ty nie, to nie znaczy, że mnie można fundamentalnie inaczej traktować niż Ciebie, a moje problemy, moje uczucia i moje postrzeganie rzeczywistości uznawać za mniej istotne od Twoich.
W tej definicji nie ma miejsca na spór o sprawy światopoglądowe i w takim ujęciu społeczeństwo konserwatywne też może być równościowe. Jednak nie może być podwójnego standardu dla kobiet i mężczyzn np., że jemu wolno więcej, że on ma dostęp do większych możliwości życiowych, zarobkowych, rozwojowych itp. Jeśli są ograniczenia np. wymogi społeczne, to też powinno być po równo. Nie ma też czegoś takiego, że którakolwiek z płci ma jakieś nadludzkie zdolności, jeżeli chodzi o czyszczenie toalety.
Dzisiejszy świat funkcjonuje pod mężczyzn – często tego nawet nie zauważamy, bo nie widzieliśmy nigdy alternatywnych rozwiązań – ale jest w nim mało miejsca dla kobiet, które miesiączkują, są w ciąży, rodzą, karmią, żyją dłużej…. Dzisiejsze firmy, instytucje, miasta, gospodarka, były tworzone i projektowane przez mężczyzn i dlatego jest to naturalne, że odpowiadają głównie na męskie potrzeby. Kobiety dopiero powoli reformują te struktury i systemy od środka i warto prowadzić o tym debatę, niezależnie od światopoglądowych sporów.
Ciekawe, że pytasz, jak uczyć dzieci o równości płci. Ja bym zadała pytanie z odwrotnym wektorem: „Jak nie oduczać dzieci równości płci”? Chodzi mi o to, że dzieci raczej nie rodzą się z głową pełną stereotypów na temat płci, żeby trzeba było je „uczyć” równości. Myślę, że rodzą się z postawami równościowymi i warto zadać sobie pytanie, co się dzieje z tą postawą w efekcie wychowania, edukacji i kształcenia.
Jeśli dziewczynka od najmłodszych lat jest ubierana jak lalunia i słyszy tylko jaka jest śliczna, natomiast chłopak słyszy, że jest taki dzielny i silny, tylko, żeby się broń boże nie mazał, to dzieci będą kształtowały sposób patrzenia na świat, siebie i innych w oparciu właśnie o ten przekaz. Jeśli czytamy dzieciom książki, w których dziewczynki są pasywne, a chłopcy bohaterscy, jeśli tata nie tknie w domu kosza na śmieci, a mama rozkłada się na wymianie żarówki, to przekaz tutaj też jest jasny.
Rodzice często dyskutują ze mną o wyborach dzieci – mówią, że ich dziecko wybiera taką a nie inną zabawkę czy pokazuje takie a nie inne zainteresowania. Jednak maleńkie dziecko niczego nie wybiera. To rodzice kupują takie a nie inne książki, to rodzina daje w prezencie takie a nie inne zabawki. Te wczesne aktywności formują dziecięce mózgi, które działają jak gąbki i jeśli dziecko na etapie 3-4 lat coś „wybiera”, to warto zastanowić się czy naprawdę jest to taki czysty i swobodny wybór. To my się powinniśmy zastanowić, co podsuwamy dzieciom, a czego nie i dlaczego dokonujemy takich właśnie wyborów, albo dlaczego ojciec uczy syna jak sprawdzać ciśnienie w kołach, a córki już nie.
Producenci zabawek też mają swoje za uszami, bo wiadomo, że na pewnym etapie rozwoju dziewczynki fiksują się na róż i brokat i z jakiegoś powodu tymi barwami są „kodowane”głównie stereotypowe i nudne zabawki – które nie tylko wdrażają dziewczynki w określone role, ale też zaniedbują rozwój szeregu ważnych umiejętności kognitywnych na wczesnych etapach dzieciństwa. Potem okazuje się, że wiele dziewczyn „nie wybiera” matematyki czy fizyki i funkcjonuje w ciasnej przestrzeni między makijażem, napompowanym stanikiem a 16ą słitfocią, które robią sobie na przystanku w drodze do szkoły.
Jeśli ktoś chce poznać świetny przykład jak bezwładnie można powielić takie stereotypy, może przeczytać sobie, dlaczego nie polecamy książki „Amelia i Kuba i Stuoki Potwór” Rafała Kosika, z wielkim zresztą żalem, bo facet świetnie pisze. Niestety stworzył postać swojej tytułowej bohaterki tak bezdenną, bezpłciową i pasywną, która znika w całych dialogach i nie proponuje żadnych rozwiązań problemów, a jak coś już rozwiązuje, to nieświadomie i przypadkiem. Tytułowy Kuba to z kolei taki Staś od Nel, dzielny, bohaterski, nadmiernie dojrzały na swój wiek, ponosi skalkulowane ryzyko i w zasadzie ciągnie za wszystkie sznurki itp. Mamy więc książkę, w której w absolutnie niezwykły, rzadki i przystępny dla bardzo młodych czytelników sposób, podejmowana jest tematyka nowych technologii, Internetu, monitoringu, cyberbullyinguczyli XXI wiek pełną gębą, a dziecięce postaci chłopca i dziewczynki utknęły w 1910 roku.
Kampania MOCne SŁOWA pokazuje jak za pomocą słów deprecjonujemy małe dziewczynki. Z jakim odbiorem spotkała się Wasza akcja?
Muszę powiedzieć, że na tym etapie przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. W przestrzeni publicznej, w mediach społecznościowych, pojawiają się posty, które rozgrzewają mi serce. Tak spontanicznie, od osób prywatnych, ludzie ślą wyrazy wsparcia, sami podtrzymują rozmowę na ten temat. Do udziału w kampanii zaprosiłyśmy też rozmaite działaczki i blogerki i one współkreują  kampanię. Artykuł Nishki „Jaką córką byłaś, jaką wychowasz” spotkał się z ogromnym odzewem. Widzimy to po tym, ile osób zaczęło się angażować w dyskusję, którą prowadzimy. Pojawiają się też osoby, które spontanicznie oferują pomoc w kampanii. Kilka blogerek same zaproponowało nam udział i napisały u siebie artykuły albo zrobiły posty na Facebooku czy Instagramie. Rozmawiamy z całym gronem osób, które chcą nas wspierać i myślę, że zasięg kampanii będzie nadal rósł, tak organicznie. I czuję też, że trafiamy z tym przekazem do różnych osób na spektrum politycznym, wiekowym, światopoglądowym, itp. więc kampania wyraźnie łączy, a nie dzieli. Zaczynamy dostawać zaproszenia do udziału w różnych wydarzeniach. Zdarza się, że zaczepiają nas kobiety i mówią: „widziałam już gdzieś tą koszulkę”, „czytałam o waszej kampanii”, „to jest bardzo ważne co robicie”. Po ostatnim Kongresie Kobiet w Wielkopolsce zaproszono nas do lokalnej telewizji WTK. Możliwe, że niedługo będziemy rozmawiać z radiem o krajowym zasięgu.
Zważywszy na to, że za całym projektem i kampanią stoją tylko dwie osoby, które robią to własnym sumptem i w wolnym czasie przy okazji pracy na pełen etat, to czuję, że musiałyśmy trafić w coś, co siedzi ludziom na żołądku.
Żeby nie było za pięknie, pojawiają się też głosy krytyki, głównie zarzut, że problem mówienia do dzieci dotyczy także chłopców. To jest bardzo dobre pytanie, ponieważ nierównościowe społeczeństwo także tworzy stereotypy dotyczące męskości. Miałyśmy nawet jedno podejście do stworzenia listy haseł dla facetów. Kiedy w jednej grupie na Facebooku pojawiły się mamy chłopców z podobną krytyką, powiedziałam im, dobra, stwórzcie 4-5 haseł, zobaczymy co da się zrobić. Nadal czekam na te hasła – to nie jest takie proste, naprawdę!
Mam wrażenie, że o ile z dziećmi pójdzie nam prościej, dużo trudniej będzie z dorosłymi. Jak nauczyć ich niestereotypowego podejście do dzieci?
Po pierwsze – inspiracja. Wielu osobom już coś chodzi po głowie, ale potrzebują pomysłów czy rozwinięcia tych idei. Często pokazujemy na naszych mediach społecznościowych to, co tworzy Żaneta Rakowiec z bloga ‘O Matko i Córko’, która ma córkę Helę i robi świetne inspiracyjne posty o wychowaniu i upełnomocnianiu dziewczynki. Umieszczamy też zdjęcia,które nadsyłają inne osoby, a także staramy się tworzyć takie posty, żeby stymulować rozmowę pomiędzy rodzicami, żeby inspirowali się wzajemnie. Podsuwamy też rodzicom jakościowe artykuły, które zwracają uwagę na konkretne problemy i same też takie tworzymy. Dla przykładu – zrobiłyśmy wywiad z Martą Mazurek o projekcie badawczym na UAM, który ujawnił, ile stereotypów płciowych kryje się w podręcznikach szkolnych. Potem jedna mama powiedziała mi przy kawie, że po obejrzeniu tego materiału poleciała sprawdzać podręczniki swoich córek i teraz stara się wyłapywać te „kwiaty” i rozmawiać z córkami o nich. Swoją drogą, znalazła świetną receptę na upełnomocnianie swoich dziewczynek…
Po drugie – realne wsparcie,czyli konkrety. Która książka, która zabawka, jak prowadzić rozmowę… Jednym z pierwszych artykułów, który spotkał się z dużym zainteresowaniem był ten o agresji relacyjnej wśród dziewczynek. Okazało się, że wielu rodziców szukało odpowiedzi na ten problem i projekt Dziewczynka Pełna Mocy mógł zaoferować coś nowego w tej kwestii.
Po trzecie – debata, która odbywa się przy użyciu kulturalnego języka i bez hejtu, gdzie bezpiecznie można wyrażać swoje myśli i odczucia. Staramy się być apolityczne, ale przy ostatnim Czarnym Proteście uznałyśmy, że jednak jest taki moment, kiedy trzeba zabrać głos. W reakcji na tamtego posta na Facebooku, zaczęły komentować go osoby bardzo przeciwne aborcji, nawet z dzisiaj w Polsce dopuszczanych powodów i starałyśmy się prowadzić rozmowę z szacunkiem dla odmiennych opinii.
Co macie w planach? Jak można Was wesprzeć?
Planów mamy bardzo wiele, począwszy od tego, że mam kilka tuzinów pomysłów na kolejne tematy do podjęcia i na zaoferowanie wsparcia rodzicom w szeregu istotnych kwestii dla upełnomocniania dziewczynek (bo temat jest przecież złożony).Chodzą też nam po głowie pomysły na lokalne działania. Dochodzimy jednak do końca tego, co między mną a Mirą Orlińską, moją współpracowniczką, nazywamy „mocami przerobowymi”.
Dlatego jako pierwszy krok musimy pokonać wyzwanie finansowania projektu. Koszulki kampanii #MOCneSŁOWA to nasze pierwsze działanie, które ma mały wymiar finansowy, bo od każdej sprzedanej koszulki koszulove.com przekazuje 5zł na rzecz projektu Dziewczynka Pełna Mocy. Jednak patrząc realistycznie, to za mało, żeby zająć się nim na większą skalę, więc piszemy po nocach podania o granty i myślimy też nad innymi modelami finasowania. W końcu, żeby funkcjonować, projekt musi w jakiś sposób pokrywać swoje koszty i czas,który jest w niego wkładany, chociażby częściowo. Zależy mi jednak, żeby to finansowanie było „etyczne” i zgodne z etosem projektu, w końcu jego celem nie jest dochodowość, tylko zmiana społeczna.
Spotykamy się też czasem z zarzutem, że nie jesteśmy jeszcze Fundacją. Rozumiem, że chodzi o pewne poczucie, że jest przejrzystość, uregulowane finanse itp. Chcemy, aby projekt Dziewczynka Pełna Mocy stał się Fundacją, ale na dzień dzisiejszy wygląda to tak: rejestracja Fundacji to koszty, księgowość Fundacji to koszty, a projekt na razie nie przekłada się na realne finanse. A jeszcze do rejestracji Fundacji trzeba jej statut napisać. Z Mirą często rozmawiamy późnymi wieczorami przez telefon, między tym jak jej córka poszła spać, a pierwszą pobudką na karmienie i Mira potrafi w tym okienku nawet artykuły pisać, a rano do pracy na pełen etat… Póki co wolałyśmy skupić się na treściach dla rodziców niż dla sądu, bo to jest w końcu priorytetem projektu. Ale chciałybyśmy stać się Fundacją.
Wierzę, że coś się wydarzy, co pomoże nam zwiększyć te „moce przerobowe”. Projekt dostał przecież już wsparcie od tylu osób…i to na dodatek zupełnie bezinteresownie. Myślę, że wszystko się może zdarzyć.
Autorem zdjęć do kampanii jest Jagoda Gramala.
Tagi: , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis