Monika Kudryk: Wiem czym jest pełnia życia

Pasjonatka świadomego życia i dobrej książki. Menedżer domu, relaksuje się na rowerze oraz w towarzystwie koni i psów. Pisze i fotografuje – poznajcie Monikę Kudryk, autorkę wyjątkowego bloga Swój Czas.

Moim celem JEST (ten proces trwa nadal) stworzenie domu, do którego domownicy będą chcieli wracać, a także poświęcenie czasu sobie – piszesz na swoim blogu, to dosyć nietypowe w dzisiejszych czasach…
Zawsze największą wartością była i jest dla mnie rodzina. Szanuję rodzinne tradycje, przechowuję pamiątki rodzinne – po dziadkach, rodzicach. Uważam, że trzeba pielęgnować te wartości  i uczyć kolejne pokolenia, że rodzina jest ważnym fundamentem w życiu. Nigdy nie byłam typem osoby, która chciała robić karierę w korporacji i dowartościowywała się w ten sposób. Pracowałam, wywiązywałam się ze swoich obowiązków starannie, szanowałam pracę, ale to nie był priorytet w moim życiu. Już jako dziecko lubiłam opiekować się małymi dziećmi i zawsze gdzieś w głowie miałam wizję, jak będzie wyglądać moja rodzina. Czuję w sercu, że moją misją jest właśnie opieka nad domem, bo w tym się spełniam. Od kiedy nie żyję w biegu, czyli od momentu, kiedy zrezygnowałam z pracy na etacie w korporacji, mogę część czasu poświęcić na swoje pasje – fotografowanie, pisanie czy czytanie książek.
Długo dojrzewałaś do decyzji o odejściu z pracy? Co Ci pomogło zrobić ten krok?
W sumie na etacie pracowałam siedemnaście lat, ale o odejściu z pracy zaczęłam myśleć dopiero dwa lata przed moją rezygnacją. Pojawiały się w mojej głowie myśli, że chciałabym być w domu, miałam świadomość tego, że jest to odpowiedzialność, bo jako osoba dojrzała, wiedziałam, że to też jest praca. Czas płynął, to jeszcze nie był ten moment, ale emocje, które we mnie się kumulowały, zaczęły atakować ciało – byłam nerwowa, miałam jadłowstręt. To źle odbijało się na moich relacjach z mężem i dzieckiem. Doszłam do ściany i po rozmowie z mężem w 2014 roku doszliśmy do wniosku, że tak będzie lepiej – dla całej naszej rodziny. Wiedziałam, że wszyscy na tym skorzystamy. Oczywiście, że taka decyzja nie jest łatwa, zanim doszłam do tego momentu, przeszłam długą drogę. Musiałam ileś lat przepracować i zanim przeprowadziliśmy się do naszego obecnego domu przez siedem lat mieszkaliśmy z moimi rodzicami. Czasem było ciężko, ale takie sytuacje bardzo budują więź i wzmacniają.
Jak dziś wygląda Twój dzień?
Mój dzień wygląda pięknie, bo najpierw jest wdzięczność – dziękuję za to, co mam, nie skupiam się na rzeczach, których mi brakuje. Dzień rozpoczynam od ćwiczeń rozciągających mięśnie, abym mogła funkcjonować bez bólu pleców. Lubię moment, kiedy rano zostaję sama – dziecko wychodzi do szkoły a mąż do pracy. Planuję zakupy, obiad, są dni, kiedy sprzątam. Kiedy przychodzi moment ich powrotu, czekam już z gotowym obiadem i wtedy rozmawiamy, co ciekawego się u nas wydarzyło. Widzę na ich twarzach, że są zadowoleni, doceniają, że mają w domu pyszne, domowe obiady. I to mnie cieszy. Mam możliwość zachowania równowagi – jest czas dla mnie i czas dla rodziny. Wcześniej sprzątałam dom w weekend i to mnie denerwowało, bo lubię sprzątać, kiedy jestem sama i nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Ogarnięcie domu to jest logistyka, jestem menadżerem domu i doskonale się w tym sprawdzam, mam do tego predyspozycje – umiem planować, pamiętam o różnych terminach, mam zdolności organizacyjne. Oczywiście, jeśli chodzi o podejmowanie poważnych decyzji robimy to wspólnie z mężem. To nie jest tak, że ja w tym domu rządzę. Mamy podział ról, ponieważ każdy z nas ma dar do czego innego. Kiedy jestem sama zajmuję się blogowaniem, które powstało z pasji do pisania i chęci podzielenia się swoimi przemyśleniami na temat życia. Chcę pokazać, że można zmienić swoje życie na takie, które będzie nas cieszyć. Nie ukrywam, że dużo zawdzięczam mojemu mężowi, który pomógł mi wyjść „spod klosza”, bo byłam dzieckiem bardzo chronionym przed złem tego świata. Potrzebowałam dużo czasu, aby zrozumieć, że robi to dla mojego dobra, bo odbierałam to, jako działanie przeciwko mnie. Dlatego zawsze powtarzam, że przeszłam długą drogę, aby być w tym miejscu, w którym jestem.

Miewasz chwile, kiedy czujesz, że coś straciłaś, to nie była dobra decyzja?
Nie, ponieważ uważam, że dzięki temu, co było wcześniej dużo zyskałam. Kiedy podejmowałam tę decyzję, czułam, że to jest ten moment, że tego pragnę. Była tylko kwestia tego, czy mąż będzie w pełni podzielał moje zdanie. To była wspólna, poważna decyzja, gdybym widziała, że choć trochę się waha, nie podjęłabym się tego, bo wiem, że prędzej czy później mogłyby pojawić się jakieś wymówki. Od momentu, kiedy jestem w domu, nigdy nic takiego nie usłyszałam, za to usłyszałam „lubię tutaj wracać” i to jest dla mnie największa radość.
Uwielbiasz fotografować. Co Cię w tym fascynuje?
Pasję do fotografowania odkryłam jakieś szesnaście lat temu, kiedy zaczęłam jeździć konno. Fotografowałam głównie konie, ale potem zaczęłam zgłębiać temat bardziej. Dużo nauczyłam się od męża, który ma większą wiedzę na temat fotografii. Najpierw miałam aparat analogowy, czyli do dyspozycji było 24 bądź 36 klatek i pamiętam, z jaką niecierpliwością odbierałam wywoływane zdjęcia. Potem zakupiliśmy lustrzankę cyfrową, którą mamy do dziś. Lubię fotografować wszystko, co mi wpadnie w oko, ale najbardziej naturę i zwierzęta. Czasem robię też sesje „człowiek i zwierzę”. Fotografowanie zwierząt jest dla mnie wyzwaniem, bo zwierzęciu nie powiesz „ustaw się tak czy inaczej”, często jest to kwestia szczęścia, dobry moment. Lubię, kiedy wracam z tysiącem zdjęć, a potem dokonuję selekcji i zostaje ich na przykład dwieście. Obróbka zdjęć jest bardzo pracochłonna, ale lubię to robić.
Piszesz, że rower jest Twoim przyjacielem…opowiedz o tej „przyjaźni”.
Z rowerem zaprzyjaźniłam się całkiem niedawno. Jako dziecko miałam rower, potem przez dłuższy czas nie interesowała mnie ta aktywność fizyczna. Nadszedł moment, kiedy podjęliśmy decyzję, że kupujemy rowery dla naszej trójki. To był strzał w dziesiątkę – zaczęliśmy zwiedzać okolicę, mój mąż przesiadł się z samochodu na rower i jeździł do pracy przez wszystkie pory roku. Nieważne, czy było zimno, gorąco czy padał deszcz czy śnieg. Rower daje mi niezależność, wsiadam na niego, kiedy chcę.Jazda na rowerze pomaga mi w momencie, kiedy mam spadek energii albo jakaś sytuacja zburzyła mój spokój. Kiedy wracam czuję się oczyszczona z negatywnych emocji i jestem gotowa stawić czoło wyzwaniom. Jazda na rowerze to dla mnie także relaks, spędzam w ten sposób czas z rodziną, ze znajomymi. Często też wsiadam na rower, biorę aparat fotograficzny i jadę do lasu. Wracam ze zdjęciami lub, jak ostatnio, z polnym bukietem.
Jakie miejsce w Twoim życiu zajmują zwierzęta?
Od dziecka kochałam zwierzęta – szczególnie konie i psy. Jednak dopiero jako dorosła osoba mogłam spełnić marzenia o jeździe konnej i o posiadaniu psa. Przebywając ze zwierzętami czuję ich emocje. Kiedy regularnie jeździłam konno i przyszedł moment, że byłam w ciąży, jeździłam do stajni, aby być z końmi, na czas ciąży zrezygnowałam z jazdy. Fotografowałam i przytulałam się do ciepłego brzucha konia, czyściłam go.W swoim życiu miałam jednego psa, który odszedł w 2012 roku. Był moim oczkiem w głowie, upragnionym bokserem. Kiedy widzę psy tej rasy zawsze czuję ciepło na sercu i za nim tęsknię. Obecnie mieszka z nami kotka, z którą mam dobry kontakt, czuję, że rozumiemy się bez słów. Szanuję jej niezależność i chyba dlatego lubi być przy mnie. Od jakiegoś czasu dzięki mojej koleżance, która ma dwa psy, zaczęłam uczyć się rozumieć zachowanie psa. Uczestniczyłam dwa razy w warsztatach „Psie Rozmowy”, na których przyglądałam się psim interakcjom i obserwowałam relacje pies – człowiek. To dla mnie niesamowite doświadczenie, zrozumiałam, jakie błędy popełniłam przy moim psie. Teraz wiem, że nie chodzi o to, aby pies wykonywał jak maszyna komendy typu „siad”, „waruj”, „zostaw”. Trzeba rozumieć, dlaczego pies szczeka w danym momencie i dać mu wsparcie. Poznałam wielu wspaniałych ludzi i pobyt na warsztatach zainspirował mnie do napisania tekstu na ten temat i przeprowadzenia wywiadu z dwoma osobami, które wiedzą jak rozmawiać trzeba z psem.
Czujesz się szczęśliwa?
Tak, bo wyeliminowałam czynnik, który powodował we mnie ciągłe napięcie i stres. Przyszedł moment, kiedy wiedziałam, że ta droga nie zaprowadzi mnie do szczęścia. Wolę mieć mniej w sensie materialnych rzeczy, a cieszyć się z tego, że w moim domu jest spokój i miłość.
O czym marzysz?
Chcę się rozwijać, nie stoję w miejscu. Ciągle uczę się czegoś nowego, poznaję ciekawych ludzi, którzy wiedzą więcej ode mnie. Wiem, że ta droga się nie kończy, bo każda sytuacja, pojawiająca się w moim życiu, to kawałek puzzle, które układam, aby powstała całość. Wiem czym jest pełnia życia, bo jej doświadczam. Marzę o tym, aby coraz więcej osób odnalazło swoją drogę, opartą na szczęściu, spokoju, pasji, bo wtedy jest szansa na to, że będzie mniej zła na świecie.
Tagi: , , , , , ,

Powiązane wpisy

Poprzedni wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

fourteen − four =

4 udostępnień