Michalina Kowal: Od jeleni na rykowisku wolę alpaki w swetrach

Utalentowana ilustratorka, której wyobraźnia nie ma granic. Tworzy pod wpływem impulsu, nie ma dla niej nieodpowiedniego momentu do pracy. Nam opowiedziała o tym, co myśli o kondycji polskiej ilustracji, co daje jej obecność na targach i czego życzy sobie w nadchodzącym roku.

Miastomil – co to za miejsce?

Miastomil jest miejscem, które powstało w mojej wyobraźni ponad 12 lat temu.
Jest to miasto, w którym każda dzielnica różni się architekturą i jest zamieszkiwana przez
najdziwniejsze istoty. Istnieje Mjuklega, w której jest bardzo cicho, a jeśli ktoś powie choć
słowo, to natychmiast zostanie zamieniony w różowy trójkąt. Tak też wyglądają mieszkańcy tej części Miastomila. Dzielnica Ekologów słynie z przydomowych straganów oferujących najświeższe owoce i warzywa, a same budynki przypominają ziemniaki. Moja ulubiona Mała Islandia, która jest uroczą okolicą z kolorowymi domami, słynie z gościnności i najlepszych przyjęć w całym mieście. Codziennie organizowane są atrakcje dla mieszkańców takie jak wspólne objadanie się makaronem czy wieczorne czytanie. Wracając jednak do rzeczywistości – jeśli szukam pomysłu na ilustrację, to najczęściej znajduję go w wyobraźni.

Skończyłaś Akademię Sztuk Pięknych w Londynie. Jak wspominasz czas
studiowania? Nie chciałaś tam zostać?

Studia w Londynie były rewelacyjne! Najlepiej wspominam ludzi – nie tylko tych, z którymi studiowałam ilustrację, ale osoby z którymi pracowałam czy nawet kierowców
autobusów i panie kasjerki! Wszyscy byli bardzo sympatyczni, zawsze uśmiechnięci i
gadatliwi. Wspaniale mi się tam żyło. Gdyby mój akademik nie był w tak ładnym budynku,
to na pewno zamieszkałabym w księgarni, w której pracowałam. Nie ma dla mnie nic
lepszego, niż pięknie ilustrowane książki i poznawanie nowych osób z całego świata. Jestem przekonana, że kiedyś zamieszkam w Londynie na stałe, ale jeszcze nie teraz.
Wróciłam do Polski z powodów rodzinnych i nie żałuję. Po powrocie zaczęłam brać
udział w targach i widzę, że Polakom podobają się moje ilustracje, co bardzo mnie cieszy i jeszcze bardziej motywuje do rysowania.

Co musi się zadziać w Tobie, żebyś zaczęła tworzyć?

Najczęściej rysuję pod wpływem impulsu. Potrafię zmarnować cały dzień, bez stworzenia choćby jednego rysunku, a później w środku nocy zrobić serię ilustracji. Letnie prace powstały z potrzeby wakacji i odpoczynku. Ilustracje z wnętrzami powstały zaraz po przeczytaniu opowiadań mojej przyjaciółki, niesamowicie pobudzają wyobraźnię. Często pomysły na ilustracje pojawiają się z zaskoczenia, na przykład podczas spaceru z psami lub kiedy biorę kąpiel. Zarządzam wtedy szybką ewakuację i siadam do malowania.

Na Twoim Instagramie widziałam także ilustrację przedstawiające modę. Myślałaś, żeby pójść w tym kierunku?

A faktycznie, to był krótki moment, kiedy chciałam projektować ubrania. Nie miałam jednak w Londynie maszyny do szycia, więc zostałam przy ręcznym szyciu pluszowych mieszkańców Miastomila.

W Twojej sztuce jest miejsce na komercję?

Nie ma! Staram się, żeby nie było. Od jeleni na rykowisku wolę alpaki w swetrach.

Co myślisz o poziomie polskiej ilustracji?

Myślę, że jest na wysokim poziomie. Coraz więcej słychać i widać polskich  ilustratorów. Jednym z przykładów jest Bartosz Kosowski, którego prace publikowane są w  amerykańskich czasopismach, zdobył wiele międzynarodowych nagród, a jego dzieła można znaleźć w książkach o najlepszej ilustracji na świecie. Targi Plakatu, które odbyły się na początku grudnia w Warszawie, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Było mnóstwo świetnych artystów z pięknymi pracami i niekończąca się ilość ludzi, którzy ich – chociaż mogę nieskromnie powiedzieć – nas- doceniają.

Bierzesz udział w branżowych targach. Co ważnego dzieje się podczas tego typu spotkań?

Dla mnie najważniejsze są spotkania z ludźmi. Rozmawianie o moich pracach
podczas takich spotkań to coś zupełnie innego, niż publikowanie rysunków w mediach
społecznościowych. To bardzo przyjemne uczucie, kiedy po targach ludzie wysyłają
mi zdjęcia, gdzie powiesili moje ilustracje i jak się prezentują. Targi to też nowe znajomości z innymi wystawcami. Powoli tworzymy artystyczną śmietankę! (śmiech)

Masz swoich ulubionych artystów? Ludzi, którzy Cię inspirują?

Oczywiście, że mam ulubionych artystów. Zaczynałam przygodę z ilustracją podziwiając Picasso. Później w szkole zachwycili mnie jednocześnie Pieter Bruegel (starszy) i Edward Hooper, a to zupełnie dwie różne bajki. Podczas studiów potrafiłam godzinami chodzić po muzeum Wiktorii i Alberta, National Gallery czy Tate Modern. Cały czas szukam nowych inspiracji, a i w Polsce ich nie brakuje. Prace wcześniej wspomnianego Bartosza Kosowskiego inspirują mnie swoją prostotą, a ilustracje, które tworzy Marta Płusa przypominają mi, że czarno-białe jest piękne i żebym nie przesadzała z kolorowaniem. Książki Mizielińskich (Mapy, Mamoko) towarzyszyły mi przy tworzeniu Miastomila, ale jest też sporo artystów, których obserwuję w mediach społecznościowych. Na przykład Samantha Puttick (ilustratorka z Australii) nauczyła mnie rysować drewno, a Anastasija Pudane (Łotyszka, moja koleżanka ze studiów) swoimi pracami coraz bardziej przekonuje mnie do sięgnięcia po ołówek.

Pomału dobiegamy do końca tego roku, to był dla Ciebie dobry czas?

Mamy już połowę grudnia, więc mogę spokojnie zaryzykować powiedzenie, że był to mój najlepszy rok. Od maja pojawiłam się na sześciu różnych targach w czterech różnych miastach. To był bardzo pracowity rok, ale było super! Zdobyłam mnóstwo nowych znajomości, dużo osób zauważyło moje prace, a przede wszystkim utwierdziłam się w przekonaniu, że ilustracja to zdecydowanie moja bajka.

Czego możemy Ci życzyć w nadchodzącym roku?

Poproszę o życzenia, żeby nie brakowało mi pomysłów na kolejne plakaty, przyszły rok był równie kolorowo-targowy i żeby w końcu udało mi się pojechać na wakacje!

Bardzo dziękuję!

 

Tagi: , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
30 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: