Marta Termena: Lubię eksperymentować, sprawdzać siebie, poznawać swoje granice i je przekraczać…

Żartuje, że wychowała się w rodzinie, która nie potrafi odpoczywać. Piękna, niezależna, perfekcjonistka, wkładająca w każdą ze swoich ról sto procent siebie. Inspirują ją silne kobiety. Wciąż głodna nowych doświadczeń. Nam opowiedziała co zmienił w niej ostatni rok, czego pragnie, co oznacza dla niej sukces i dlaczego wybrała właśnie aktorstwo…

Na swoim Instagramie napisałaś, że poprzedni rok nauczył Cię kilku rzeczy między innymi precyzować marzenia, nie oglądać się wstecz, zawalczyć o zdrowy egoizm…jakie marzenia znalazły się na Twojej liście?
Napisałam również, że to będzie rok twardej skóry i zdartych łokci. Dość enigmatyczny był ten noworoczny tekst, to prawda. W grudniu natknęłam się na filmik, który został nakręcony zaraz po mojej przeprowadzce do Warszawy. Nie mogłam uwierzyć, że to ja. Ta zakompleksiona, przestraszona dziewczyna, która coś mruczy pod nosem zamiast mówić? O nie, to nie ja. Drugą składową było ubieranie marzeń w słowa. W zeszłym roku dość niefortunnie dookreśliłam na głos swoje marzenia- i faktycznie- los chciał, że się spełniły, ale gdzieniegdzie spłatał kilka figli. Życie jest przewrotne. Prosimy o kawę – marzymy o latte, a dostajemy czarną z fusami.

Kolejnym punktem jest to, że wciąż chciałoby się wrócić do tego co było. Do studiów, do szalonych czasów licealnych, do dzieciństwa. Każdy z nas do czegoś tęskni. Do tamtych ludzi, smaków i zapachów. Ale czas szybko leci, wiem, że za chwilę będę tęsknić do dnia dzisiejszego. Dlatego powinnam być tu i teraz, starać się przeżyć każdy dzień intensywnie, dać z siebie wszystko-dzisiaj. To myślenie łączy się z moim młodym małżeństwem i zasadą „zdrowego egoizmu”. Wydaje mi się, że w tym pierwszym roku popełniłam wiele błędów. Chciałam być idealną panią domu. Zepchnęłam swoje potrzeby na dalszy plan, niejednokrotnie je zgasiłam. A tak naprawdę możemy być szczęśliwi z kimś dopiero jeżeli jesteśmy szczęśliwi sami ze sobą. Jesteśmy dwoma odrębnymi bytami o kompletnie różnej naturze, inaczej zostaliśmy wychowani. Ja poszukuję adrenaliny, wyzwań, nowości, świeżości, życia szybko i na pełnych obrotach, wycieczek, tysiąca pomysłów na minutę, wtedy czuję, że żyję. Cieszę się, że tak szybko zauważyłam, że próbuję stać się kimś, kim nie jestem i żyć wbrew sobie. W tym roku mam ostrzejsze pazurki i walczę o siebie.

Przekształcając moje motywacje w postanowienia, a właściwie życzenia, to chciałabym wrócić do tańca. Do teatru. Chciałabym jednego filmu (nie chcę dużo, chcę jeden!). Monodram, własna wystawa, performens. Wiem, że mam na te życzenia wpływ, ale wciąż brakuje mi odwagi i pewności siebie. Głowa pełna projektów nie wystarcza. Staram się być gotowa- oglądam, czytam i inspiruję się, podsycam chęć i artystycznego głoda, by być gotową gdy przyjdzie odpowiednia pora, czas gdy dojrzeję do działania. Ciężko mi wrócić do tańca bez robienia projektu tanecznego. Mogłabym się zapisać na zajęcia, tak jak rozpoczęłam naukę w MSKPU (Międzynarodowa Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru): po pierwszym semestrze okazało się, że nie było mnie na większości zajęć. Nie dlatego, że jestem wagarowiczką, nie. Dni mojej aktorskiej pracy pokryły się z dniami szkolnymi i tyle. Nie jestem ekspertem, ale „w tym fachu” chyba wyjątkiem są stabilizacja i regularność.


Wybierając studia na Wydziale Teatru Tańca PWST byłaś pewna tej decyzji?

Decyzje… Nigdy nie jestem pewna słuszności decyzji, ale nigdy ich nie żałuję. Widocznie tak ma już być. Jeżeli chodzi o szkołę aktorską- my ich nie wybieramy. Mam wrażenie, że to one wybierają nas. Po maturze nie złożyłam papierów na żadną „normalną” uczelnię. Rzuciłam się na Warszawę, Łódź i Bytom właśnie. Z perspektywy czasu uważam to za odrobinę nierozważne, niektórzy próbują dostać się do szkoły kilka lat z rzędu, a mi- szkoda by było „straconego” roku. Miałam szczęście. Wydział Teatru Tańca miał bardzo krótką historię. Wierzę, że wiele w tej szkole teraz się zmieniło. Na pewno wtedy była to swoista szkoła przetrwania, nie wiem czy dzisiaj dałabym radę jeszcze raz to przeżyć. A ja trafiłam na naprawdę fantastyczny rok, na wspaniałych ludzi. Byliśmy zgrani, walczyliśmy o siebie nawzajem niczym małe lwiątka. Wszystko w atmosferze pracy, pokory i szacunku. Ta szkoła formuje charakter. Dała mi spektrum, które nie do końca wykorzystałam, teraz to wiem. Nigdy nie zamieniłabym tych doświadczeń na inne i jestem dumna z faktu, że jestem absolwentką akurat tej szkoły.

Aktorstwo to emocjonalne zapasy – mawiał Al Pacino, zgadzasz się z nim?

Dla wywiadu ciekawsze byłoby, gdybym była w opozycji… ale niestety, nie czuję się odpowiednią osobą do podważania autorytetów, a dodatkowo- to zdanie bardzo dobrze podsumowuje czym aktorstwo jest.

Grałaś zarówno w znanych, telewizyjnych produkcjach jak i ambitnych etiudach. Do których ról jest Ci bliżej?

Nie znam aktora, który nie chciałby pracować w ambitnych projektach, jednak jest to luksus, na który wielu z nas nie może sobie pozwolić. Na tym etapie staram się nie odrzucać propozycji. Każde doświadczenie jest dla mnie bardzo ważne, wciąż się przecież uczę (i chyba nigdy nie przestanę?). Czy jest to ćwiczenie pierwszego roku filmówki non profit, czy jest to film reklamowy, serial, zawsze daję z siebie tyle samo, zawsze chcę znać tekst na blaszkę, nigdy się nie spóźniam do pracy. Na każdym zderzam się z innym systemem pracy, na każdym muszę sięgnąć do różnych narzędzi i umiejętności, na każdym panuje inna atmosfera, budżet dyktuje warunki. Wiele z tych projektów ląduje w koszu. Jeżeli chodzi o wielkie produkcje, to trzeba sobie uświadomić, że rocznie ze szkół wychodzi ponad 100 aktorów, a ja, Marta nie mam dostępu do 95% castingów do ról, które mogłabym ze swoimi warunkami zagrać. Kopanie wśród takiej ilości młodych aktorów przez reżyserów castingów jest niejednokrotnie niewykonalne. Takie czasy, taki system. Próbuję żyć z nim w zgodzie i go akceptować. Idealny świat to taki, w którym każdy z nas chociaż TROCHĘ pracuje. Jestem wdzięczna, że mam ile mam, dla niektórych to naprawdę dużo.

Co byś powiedziała osobom, które marzą o aktorskiej karierze? O czym powinny pamiętać? Czy to ciężka praca?

Każdy z nas ma swoje własne wybory, nie chciałabym ani nikogo namawiać ani zrażać. Moi rodzice, na marginesie najmądrzejsi ludzie jakich znam, wychowali mnie w przekonaniu, że każdy musi się nauczyć łowić życie. Pomogli mi, wspierali mnie, bardzo dużo rozmawiali, dali wędkę do ręki, ale nigdy nie mówili co mam lub powinnam zrobić, raczej przypatrywali się z boku dokąd moje wybory prowadzą. Wsparcie i poczucie bezpieczeństwa jest niesamowicie ważne. Może to nie jest do końca odpowiedź na pytanie, bo wciąż nie czuję się idealną osobą do opowiadania o aktorstwie.

Jaka jest Twoja definicja „sukcesu”?
Sukces to uczucie szczęścia, kiedy wiemy, że daliśmy z siebie 150%, kiedy przekraczamy własne granice, pokonujemy samych siebie? Trudne pojęcie, nigdy się nad nim nie zastanawiałam, mimo, że faktycznie chciałabym go odnieść! Ciekawe…

Mogę powiedzieć, że z sukcesem wdrążyłam w życie jedno z postanowień, mianowicie bieganie. Zawsze uważałam akurat tę aktywność fizyczną za wyjątkowo nudną, ale natknęłam się w Internecie na hasło „biegi ocr” czyli biegi przeszkodowe. Zapisałam się na warszawski, majowy Runmageddon. Od razu na głęboką wodę, 6km i około 30 przeszkód (wielu z nich szczerze się boję, trzymajcie kciuki). Babcia mówi „po co? znikniesz! jesteś przecież szczupła”, ale tu chodzi o charakter, wysportowana sylwetka jest efektem ubocznym. Pierwszy trening biegowy jest najważniejszy. W tym momencie albo się załamujemy, albo zarażamy aktywnością fizyczną jak grypą. Wróciłam po 2,5 km biegu do domu załamana, w końcu trzy razy się zatrzymałam. Teraz biegam do 20 km, a podczas krótszych dystansów ścigam się sama ze sobą i z autami, które stoją w korkach. Dla mnie to już jest sukces.

Jakiej roli nigdy byś nie przyjęła?

Nie boję się nagości, nie boję się „ciężkich” scen. Lubię eksperymentować, sprawdzać siebie, poznawać swoje granice i je przekraczać. Może trochę diabeł ze mnie.

A o jakiej marzysz?

Marzenia o rolach pozostają u mnie niezmienne. Wciąż marzę o rolach silnych kobiet, nie tylko psychicznie, kobiety-kot, Lary Croft. Rolach w których będę musiała wykazać się sprawnością fizyczną, siłą. Role wymagające nabycia nowych umiejętności, zmiany warunków fizycznych. Marzą mi się długie, żmudne próby, brzydota, brud. Kostiumowe. Nie chcę być postrzegana tylko i wyłącznie przez swoje emploi, grać „miłe” blondynki. Ale niestety to nie są marzenia na nasz polski rynek.

Nad czym aktualnie pracujesz?

Nie mówię, nie zapeszam. Miałam wiele incydentów, kiedy moje sceny nie weszły do filmu, bo jedna z kamer akurat się zepsuła, bo soczewka zamarzła, moje sceny nie weszły w montażu, nie dostaliśmy pieniędzy na projekt teatralny, wybrali „na finiszu” drugą aktorkę, projekt przesuwa się o kolejny rok i tak już od 3 lat… Tych sytuacji jest naprawdę dużo (albo to ja mam do nich szczęście). Wolę mówić o tym, co zrobiłam.

Twój sposób na relaks…

Pochodzę z rodziny, która nie potrafi odpoczywać! To jest oczywiście żart, powoli się tego uczymy;-). Wakacje all inclusive? Raz próbowałam, na drugi dzień miałam ochotę stamtąd uciekać, bardzo dziękuję. Leżenie plackiem na plaży to nie dla mnie. Wieś również odpada. Survival- to byłaby przygoda…
Lubię duże miasta, zgiełk. Lubię chodzić ze słuchawkami na uszach, patrzeć na ludzi, zastanawiać się kim są, dokąd idą, podsłuchiwać strzępki rozmów, wyczulać się na problemy, dostrzegać, postrzegać. Włączać uważność, współodczuwać, odbierać bodźce. Patrzeć ludziom w oczy i w …okna mieszkań. Szukam i mam swoje ulubione miejsca, knajpy, ulubione ulice. W kinach mam swoje konkretne miejsce. Posiadanie takich małych przyzwyczajeń ma swój niesamowity smak. Z drugiej strony lubię las, bardzo mnie uspokaja.

Moje ciało odpoczywa w ruchu, stąd najprostszą aktywnością jest chodzenie. Nawet kiedy mam ciężką walizkę robię sobie spacerek z dworca centralnego do domu (a mieszkam obecnie na Grochowie). Wtedy na moście Poniatowskim krzyczę i głośno śpiewam. No bo gdzie indziej ćwiczyć?

Lubię też od czasu do czasu dzień „sama w domu”. Szalone tańce w piżamie. Porządki. Naprawdę nie wiem jak z takiej bałaganiary wyrosłam na osobę, która odpoczywa dopiero kiedy przestrzeń dookoła jest uporządkowana, czysta (to chyba zasługa mojej siostry). Długie poranki z kawą oraz raz na jakiś czas dzień w łóżku z 3-5 filmami. Kocham gotować, a jeszcze bardziej jeść. Najlepiej zdrowe, najlepiej wegańskie. Wtedy czuję, że robię coś dobrego dla siebie, dla ciała i dla duszy. Takie dni to moje małe święta.

Więcej ciekawych wywiadów znajdziesz w naszym majowym e-wydaniu! 147 stron inspiracji stworzonych z myślą o Tobie.

Tagi: , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis