MAGDA PALMOWSKA: Dziś wierzę głęboko i czuję, że wszechświat jest niesamowitym miejscem, w którym obfitość…

Ciężka choroba uświadomiła jej, co jest naprawdę ważne. W ciągu kilku miesięcy całkiem zmieniła swoje życie. Zrezygnowała z pracy, zaczęła spełniać marzenia. Dziś jako coach serca pomaga innym odnaleźć szczęście. Nam opowiada o swojej drodze do „uzdrowienia”.

Dziś żyjesz w pełnej harmonii ducha, ciała i serca. Własnymi receptami na szczęście dzielisz się na swojej stronie (coachingserca.pl).Twoja droga do tego stanu nie była jednak łatwa. Zmagałaś się z ciężką chorobą, brakiem pewności siebie, kompleksami. Gdybyś miała podać jedną rzecz, która stanowiła dla Ciebie największą przeszkodą w osiągnięciu spełnienia, co by to było? Jak ją pokonałaś? 

Największą przeszkodą na drodze do życiowego spełnienia, do poczucia szczęścia na co dzień były moje ograniczające przekonania. Nie jedno przekonanie, ale wiele z nich. Każdy ma przekonania – chodzi o to, by budować je świadomie, transformować w zgodzie ze sobą, a nie pozwalać, by były w nas zbiorem przypadków. Bo np. pani w szkole mówiła nam przez wiele lat, że tylko studia ekonomiczne przyniosą nam szczęście. Że tylko praca w korporacji jest prestiżowa. Bo medialne przekazy wtłoczyły nam do głowy, że największy sukces życiowy jest wtedy, gdy mamy rozmiar 36, fit ciało, które jest ważniejsze niż zdrowie. A sąsiad powiedział, że przecież praca nie jest od tego, by ją lubić. A mama twierdziła, że edukacja humanistyczna nie ma perspektyw. I w porządku – dla kogoś te przekonania mogą być w zgodzie z jego wartościami, z jego życiową misją, z jego potrzebami. Dla mnie wiele przekonań, które tkwiły w moim umyśle – nie była wspierająca. Ale nie potrafiłam od nich uciec. Czułam, że nie są moje, że nie wypływają z mojego serca… ale jednak tkwiły w umyśle i burzyły mój świat. Przekonań nie da się tak po prostu wyrzucić. Można za to świadomie się im przyglądać, zdać sobie sprawę, że są. I wtedy mamy już pole do pracy. Do świadomego przekształcania starych przekonań, w nowe, bardziej spójne z nami. Nie chodzi o przekłamywanie rzeczywistości. Chodzi o uświadomienie sobie, że nie ma jednej, obiektywnej rzeczywistości – każdy człowiek buduje SWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ. To, co w nas, w naszym wnętrzu, sercu i umyśle – wpływa bezpośrednio na nasze życie zewnętrzne. Nie ma prawdy obiektywnej 🙂

Dziś wiem jak ważna jest przede wszystkim świadomość swoich własnych myśli, tej przestrzeni umysłu, w której każdego dnia rozgrywają się wewnętrzne dialogi. Pierwszym elementem, który umożliwia wyruszenie w drogę do ZMIANY PRZEKONAŃ na takie, które będą dla nas sprzyjające, czyli będziemy mogli dzięki nim spełniać siebie, realizować swoje prawdziwe pragnienia – jest stanięcie w pozycji obserwatora do swoich własnych myśli. Uświadomienie sobie, że nie jesteśmy własnym umysłem. Jesteśmy kimś znacznie więcej. Umysł to genialne narzędzie i korzystanie z niego w codziennym życiu jest nam niezbędne dla realizacji życiowych zadań, ale kiedy uświadomiłam sobie, że poza umysłem jest znacznie więcej, że na to, co w umyśle MAM REALNY WPŁYW, że mam prawo, a wręcz obowiązek budować swoje własne myśli, przekonania – poczułam ogromną MOC.

Problemy z tarczycą, a następnie zmagania z przewlekłą boreliozą były dla mnie punktem krytycznym. Poczułam, że moje ciało nie jest w zgodzie z sercem, odporność organizmu spadła do poziomu krytycznie niskiego, nie miałam już siły walczyć sama z sobą. Umysł był kompletnym chaosem pełnym negatywnych przekonań, które mnie nie wspierały, lecz sabotowały każde pragnienie mojego serca. Nie było we mnie spójności. I wtedy zaczęła się wielka przygoda w moim życiu. Zbliżyłam się ponownie do własnej duszy – wiem, że dla wielu zabrzmi to górnolotnie, ale dziś mam odwagę mówić, to co naprawdę czuję. Pomogły mi bieganie (na moich zasadach – kiedyś już biegałam, ale po to by schudnąć, a nie by odnaleźć kontakt ze sobą), joga, mindfulness, wartościowe książki, ale przede wszystkim – pozwolenie samej sobie na bycie PRAWDZIWĄ. Zaczęłam spędzać sporo czasu sama ze sobą i pokochałam siebie. Przytuliłam siebie. Przestałam traktować tak cholernie krytycznie. Uznałam, że każdy człowiek zasługuje na bycie sobą. W zgodzie z sercem, wartościami. A przekonania zaczęły dopasowywać się do moich coraz wyższych wibracji. Uważam, że praca nad tą zmianą w umyśle była możliwa dzięki wchodzeniu w stany „tu i teraz”, chwilowe przebłyski świadomości, gdzie myśli kompletnie znikały. Do dziś praktykuję i praktykować będę biegową medytację, Jogę Calligraphy Health System, które ogromnie mnie wspierają.

Pracować nad przekonaniami można w różny sposób. Dla jednych pomocny okaże się proces autorefleksji, na który regularnie poświęcimy czas. Dla innych wsparcie coacha.

W takim procesie możemy na przykład „sprawdzać” co dane przekonanie nam robi. Kiedyś na przykład jedno z moich przekonań sprawiało, że bardzo często wchodziłam w sytuacje wymagające rywalizacji. Nie mam tu jednak na myśli sytuacji, gdy biorę udział w zawodach sportowych, gdzie „dla funu” ścigam się z innymi osobami dzielącymi pasję do biegania. Chodzi mi raczej o bardzo częste porównywanie się z innymi ludźmi na wielu polach. Na przykład zawodowym, edukacyjnym, dotyczącym wyglądu zewnętrznego, sytuacji rodzinnej, materialnej. To był obłęd. Widziałam nową osobę i zamiast naprawdę z otwartym sercem chcieć dowiedzieć się, kim jest, jak patrzy na świat – zaczynałam wewnętrzną wyliczankę i grę w porównania. Która z nas „jest lepsza”. Czasem w takiej wewnętrznej symulacji wypadałam lepiej, innym razem gorzej. Zawsze jednak było to wyniszczające dla mnie samej. Nie czułam przepływu. Nie byłam w stanie miłości do siebie i do ludzi. Porównywałam się, bo moje przekonanie było następujące: „o ludzkiej wartości świadczą konkretne wytyczne…”. Dziś nie patrzę tak na świat. Doceniam inność, nie porównuję. Zachwycam się różnorodnością. Jeżeli miałabym określić przekonanie, które wypłynęło z mojego serca i zakorzeniło się również w umyśle to nazwałabym je „Ludzie są różni i właśnie to, czyni świat interesującym. Każdy ma coś, czym może się podzielić. Chcę Cię poznać i chcę, żebyś Ty mógł poznać mnie. Wszyscy jesteśmy połączeni na poziomie metafizycznym, a największą wartością w życiu jest doświadczanie przepływu między nami. Porównywanie i ocenianie blokują przepływ.”

Na koniec tej refleksji podzielę się z Tobą jeszcze jednym, bardzo ważnym dla mnie przekonaniem. Niegdyś sądziłam, że życie to pole walki, na którym wygrywają silniejsi i ci, którzy potrafią przeciskać się łokciami. To sprawiało, że nieustannie byłam spięta, „musiałam walczyć” (doprowadziło to między innymi do problemów zdrowotnych… ponieważ organizm nie wytrzymał i nie był już w stanie trwać na poziomie opcji: uciekaj albo walcz). Dziś wierzę głęboko i czuję, że wszechświat jest niesamowitym miejscem, w którym obfitość jest dostępna dla nas wszystkich. Każdy z nas znajdzie miejsce dla siebie i dla każdego wystarczy. To przekonanie mnie wspiera na drodze realizacji pasji (również jako początkującego przedsiębiorcę;)).

Z wykształcenia jesteś pedagogiem i dziennikarzem. Postawiłaś jednak wszystko na jedną kartę i w przeciągu kilku miesięcy całkiem zmieniłaś swoją branże. To wymagało odwagi. Co Ci jej dodawało?

Rezygnując z dotychczasowej pracy, która nie przynosiła mi głębokiego poczucia sensu i tego, że mogę w pełni realizować swój potencjał i misję życiową, wiedziałam, że przede mną sporo wyzwań. Byłam już jednak na takim etapie, że czułam się z tą decyzją bezpiecznie. Jak nigdy wcześniej w moim życiu – czułam, że wiem, co robię i że dam sobie radę. Skoncentrowałam się na teraźniejszości. Przestałam snuć lękowe wizje niepowodzenia, działam teraz, jestem obecna teraz i z wiarą patrzę w przyszłość. Dodatkowo w mój pomysł wierzy mój mąż Janek. Odwagi dodawał mi on, a także nowe przekonanie 😉 mówiące o tym, że warto zaryzykować, ponieważ żyjemy nie po to, by przetrwać, ale po to, by dzielić się sobą ze światem. I tylko życie, w którym „robię swoje” ma sens. Nawet jeżeli prowadzenie własnej działalności to dla mnie zupełna nowość, przede mną mnóstwo wyzwań – to cieszę się z tego całym sercem, bo czuję się wolna. Co przyniesie przyszłość – nie wie nikt, ja też. Liczy się Teraz, bo to jedyna chwila, która istnieje naprawdę. Ufam i robię swoje.

Sił i energii na nowej ścieżce dodaje mi także wiara w to, co robię – w life coaching (Magdalena Palmowska Coaching Serca), który potrafi głęboko transformować ludzkie życia. Sama doświadczyłam coachingu na sobie i wiem, jak bardzo pomaga poukładać sobie w głowie i dotrzeć do serca, a także zacząć działać i realizować cele w sposób skuteczny i z mocą. Cele, które wypływają z naszych prawdziwych potrzeb, a nie są narzucone przez społeczeństwo, ciocię, czy nauczycielkę z podstawówki. Przede wszystkim jednak coaching, który prowadzę ma dawać ludziom przestrzeń. Przestrzeń do wsłuchania się w siebie, do zatrzymania, do zaakceptowanie tego, co jest i spojrzenia na życie zmienionymi oczyma… Swoimi, ale patrzącymi i widzącymi Sens. Życie ma ogromny Sens, a przed każdym z nas stają co jakiś czas szanse, żeby go odkryć. Chciałabym, żeby mój coaching był taką szansą dla ludzi. Jeżeli choć jeden człowiek na tym skorzysta i poczuje się dzięki sesjom spokojniejszy, bardziej w równowadze z ciałem, sercem i swoimi działaniami – będę szczęśliwa 🙂

Spełniło się jedno z moich małych-wielkich marzeń. Miałam okazję zamienić kilka słów z Reginą Brett – autorką inspirujących dla mnie książek takich jak "Bóg nigdy nie mruga", "Jesteś cudem", "Bóg zawsze znajdzie ci pracę" i najnowszej "Kochaj". Wrażliwość Reginy, jej sposób patrzenia na świat – są mi bardzo bliskie. Kilka lat temu – od jednej z jej książek..zaczęła się fascynująca podróż dla mnie. Podróż po moje marzenia. Wychodząc po 4 godzinach czekania na te kilka słów z Reginą – czułam radość, wdzięczność i przepływ energii. W naszym życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, a każdy napotkany przez nas Człowiek (również autor książki) może być inspiracją, która wesprze nas w odkrywaniu własnego serca. 4 godziny czekania również okazały się być wartościowe i nieprzypadkowe..poznałam świetną dziewczynę, z którą rozmawiałyśmy tak swobodnie jakbyśmy znały się od lat. Ta relacja będzie przez nas kontynuowana 😍 Przyznam, że również było to pierwsze spotkanie autorskie, na którym przeszło mi przez myśl..ja też pragnę spotkać się z czytelnikami mojej książki.. "Zdrowa nadzieja" nabiera rozpędu – od grudnia ruszymy z przedsprzedażą 😍 Marzenia trzeba spełniać ❤ #marzenia #ksiazki #reginabrett #kochaj #magia #spotkanieautorskie #inspiracja #dreams #dreamer #doer #writer #magic #book #love

A post shared by Magdalena Palmowska (@coaching_serca) on

Na swoim Fanpage piszesz: „Ktoś kiedyś powiedział, że nie trzeba wierzyć w cuda – wystarczy wierzyć w siebie”. Co zrobić jeśli mimo szczerych chęci, wątpimy? Tak boimy się opinii innych ludzi, że porzucamy własne marzenia.

Dziękuję Ci za to pytanie! Przez wiele lat tkwiłam właśnie w takim schemacie myślenia – mam prawo tylko do tych działań, które są akceptowane i wspierane przez innych ludzi… I tu się zaczynają schody. Przez jakich ludzi? Bliskich, których cenię – ok, w porządku, ale przecież oni mają swoje doświadczenia, swoje wartości, swoje przekonania. Może niektóre z nich są dla nas wspólne, ale tylko ja wiem, co jest dla mnie dobre i czego potrzebuję, żeby czuć w życiu radość. Dopóki o tym nie wiedziałam, czułam wewnętrzny chaos i oddalenie od siebie samej – wolałam zrzucać odpowiedzialność na innych – oni mi coś odradzają – pewnie mają rację – posłucham ich. Dziś wiem, że tylko ja jestem odpowiedzialna za własne wybory, bo to przecież ja poniosę ich konsekwencje.

Podam przykład. Kiedy napomknęłam moim bliskim o tym, że zaczęłam pisać książką (wówczas jeszcze pracowałam na etat) ich reakcje były dalekie od entuzjazmu. Książka… fajnie, fajnie, ale po co? To Twój nowy plan na życie? Pisanie…? Na tym się nie zarabia itp., itd. Mogłam zarzucić pisanie. Skończyć książkę w pół zdania i żałować, że nie zrealizowałam swojego dziecięcego marzenia. Ale już wtedy czułam, że chcę przeżyć swoje życie po swojemu. Bo tylko takie ma dla mnie Sens. Dla mnie wartością samą w sobie było pisanie. I marzenie. Bez oczekiwań na rezultaty. Ktoś by pomyślał – jaki sens ma pisanie książki, jeśli nawet nie wiesz, czy ktokolwiek ją przeczyta? Dla mnie miało sens. Było formą autocoachingu, docierania do swojej głębokiej prawdy o świecie.

Zdarza się, że brak wiary w siebie ma tak głębokie korzenie, że trzeba głębiej sięgnąć, może dla kogoś skuteczna okaże się psychoterapia, innym wystarczy praca na uświadamianiu sobie przekonań i świadomy proces coachingowy, który jest bardziej ukierunkowany na działanie i na przyszłość. Jeżeli człowiek zobaczy, że to, czego pragnął (mimo, że w to nie wierzył, nie ufał sobie…) udało się zrealizować – może dalej budować na tym sukcesie! Przecież się udało. Warto szukać pozytywów, doceniać swoje dotychczasowe osiągnięcia, być dobrym dla siebie. I wiedzieć, że jesteśmy czymś znacznie więcej niż nasze osiągnięcia – jesteśmy wartościowi, nie ze względu na to, co zrobiliśmy, ale dlatego, że jesteśmy. Każdy z nas jest cudem.

Jeżeli jednak miałabym krótko odpowiedzieć na Twoje pytanie – jak radzić sobie z wiarą w siebie, we własne marzenia i z lękiem – z tym, że mimo wszystko wątpimy… jestem ambasadorką DZIAŁANIA! Wiesz, co jest gdzieś tam głęboko we mnie, coś co wciąż mnie dotyka od środka? Krótkie zdanie, które noszę w sercu. Nie powiem Ci, że dziś jestem już turbo, super pewną siebie i odważną, świadomą siebie kobietą, która robi swoje i nie ogląda się na to, co pomyślą inni ludzie. Mam jak każdy swoje słabości, lęki, wciąż dużo spraw do przepracowania. Ale choroba doprowadziła mnie do tego mojego magicznego zdania: „Bój się i rób”. Bój się i rób, bo nie wiesz, co przyniesie jutro. Jest tylko dziś i dziś chcę żyć swoją bajkę. Nikt mi tego nie zabroni i nikt mi nie odbierze radości i miłości w sercu, kiedy działam tak, jak chcę. Bój się i rób, ale tylko to, co naprawdę chcesz robić. To, co uważasz za wartościowe. I gdy to robisz – bądź w tym całą sobą. Bez względu na to, czy biegniesz przez las, czy piszesz post na bloga, czy rozmawiasz z drugim człowiekiem o jego lękach. Bądź obecna. To przynosi spokój.

Napisałaś wspaniałą książkę „Zdrowa nadzieja”. Łączy ona w sobie praktyczne porady dotyczące biegania, medytacji, postów leczniczych, ziołolecznictwa etc. z elementami „filozofii życia tu i teraz”. Znalezienie jednak wydawcy w Polsce nie jest proste i często sam proces trwa miesiącami. Jak radzisz sobie z tą sytuacją? Czy odczuwasz frustrację, rezygnację?

Kiedy skończyłam pisać „Zdrową nadzieję” zaczęłam zastanawiać się co dalej. Czy książka ujrzy światło dzienne, a jeśli tak to czy za pośrednictwem tradycyjnego wydawnictwa, czy może na drodze self – publishingu. Przyznam, że sam proces pisania był dla mnie szczególne ważny. Wydaje mi się, że celem nadrzędnym tej książki miała być moja prywatna introspekcja. To w jaki sposób mam dotrzeć do odbiorcy – nie było celem od początku pisania. Dzięki temu pisząc czułam wolność, wolność, że mogę napisać to, co naprawdę w duszy gra. Dzięki temu wyłączył się autocenzor. Wypływała ze mnie prawda o moim widzeniu świata. O metodach leczenia, które mnie wspierały. A przede wszystkim o nieustannie budującym się we mnie – nowym spojrzeniu na starą rzeczywistość. O patrzeniu na świat z perspektywy Akceptacji, koncentrując się na Teraźniejszości.

Wysłałam plik z tekstem do kilkudziesięciu wydawnictw, otrzymałam kilka odpowiedzi, mówiących o tym, że albo wydawnictwo nie publikuje poradników, albo nie są zainteresowani. Zdarzały się też miłe słowa ukazujące aprobatę, ale mimo wszystko odmawiające współpracy ze względu na brak zainteresowania tematyką choroby. Dla mnie to jednak nie choroba jest bohaterem tej książki – ale tytułowa Nadzieja – która jest zdrowa tylko wówczas, gdy bez względu na rezultaty w leczeniu cieszymy się z tego, co nas spotyka. Na poziomie głębokiego zrozumienia. Nie tego zewnętrznego, gdzie czasem pojawia się frustracja – ale tego głębokiego, gdzie czujemy spokój, że jest dobrze i dobrze będzie. Wszystko ma swój sens.

Nie odczuwam rezygnacji – wiem, że „Zdrowa nadzieja” jest wartościowa, ponieważ niesie ze sobą coś uniwersalnego. Metody wspierania w leczeniu boreliozy, ale także innych chorób przewlekłych, które opisałam w książce to lekcja dla wszystkich, którzy znaleźli się w kryzysie (nie tylko zdrowotnym, ale też psychicznym) i pragną wykorzystać go, jak szansę na zmianę. Zmianę tego, co dotychczas blokowało marzenia, potencjał, umiejętność cieszenia się z życia. Pragnę podzielić się z szerszym gronem odbiorców swoimi odkryciami, ponieważ wiem, że czasem jedna książka może trwale wyrzucić nas z dotychczasowego schematu myślenia i funkcjonowania, a co za tym idzie dać nam szansę na pełniejsze życie. Sama mam kilka książek, które w jakimś stopniu były przełomowe i coś wartościowego przede mną odkryły.

Jeżeli nie znajdę wydawcy – najprawdopodobniej zdecyduję się na samodzielne wydanie książki – być może w formie e-booka, którego dystrybucję uruchomię za pośrednictwem mojej strony www.coachingserca.pl 🙂 Zachęcam do śledzenia na bieżąco – na pewno poinformuję Was o losach „Zdrowej nadziei”.

Dziś czuję się tak jak na tym słonecznym zdjęciu z Rzymu 😊 💛❤💛 Dlaczego? Bo to w co mocno wierzę, czyli zawierzenie swojej intuicji, działania w zgodzie z naszym sercem – przynoszą rezultaty. To jak wygląda stan naszej wewnętrznej, nieskończonej świadomości odzwierciedla się w świecie zewnętrznym 😊 Co mam na myśli? Półtora roku temu lekarz po badaniach usg mojej tarczycy kategorycznie zawyrokował : "Guz, a najprawdopodobniej cała tarczyca do usunięcia." Rozrysował już schemat dla chirurga! Widząc moją niezgodę i wiarę w naturalne metody leczenia "zgodził się" na odroczenie wyroku o 3 miesiące stwierdzając równocześnie, że na 90% guz urośnie o kilka milimetrów. Minęło 1,5 roku, moja tarczyca jest cała, a guz nie urósł nawet o milimetr 😉 Wiara w siebie, swoją naturalną moc i działanie w zgodzie w intuicją czynią cuda. Dziś korzystam z porad innej pani doktor endokrynologii i zgadza się ze mną, że mogę przez lata żyć w harmonii z moim guzkiem 😉 Badajmy się, monitorujmy – ale nie dajmy się od razu pokroić. Czasem warto spróbować czegoś innego 😉 #wiarawsiebie #zdrowie #kochamzycie #naturalneleczenie #zdrowadieta #sport #magia #intuicja #uwaznosc #mindfulness #healthy life #intuition #sportlover #lovelife #gratitude #goodday #nevergiveup #runner #runninggirl #meditation

A post shared by Magdalena Palmowska (@coaching_serca) on

Twoim wielkim wsparciem jest mąż Janek. Tworzycie świetną parę. Zdradź naszym Czytelnikom trzy sposoby na udane, szczęśliwe małżeństwo.

Dziękuję za miłe słowa 🙂 Hmmm, to trudne pytanie. Wydaje mi się, że nie ma uniwersalnego zbioru zasad, które pomogą żyć szczęśliwie w małżeństwie. Mogę jednak powiedzieć, że pierwszy poważny test w postaci doświadczenia choroby udało nam się zdać. Co nas w tym wspierało? Chęć dzielenia się sobą z drugą osobą. Taki banał, ale powiem to: „na dobre i na złe”. Jak czujesz, że ta osoba nie zostawia Cię w potrzebie, gdy jesteś w rozsypce – to wiesz, że Cię kocha i gdy przychodzi „na dobre” cieszycie się nim podwójnie. Miłość jest według mnie odbiciem tego, co w środku. Jeżeli czujemy się spokojni i bezpieczni we własnym wnętrzu – możemy dzielić się tym z drugą osobą. Gdy pojawia się konflikt, problem, ego walczy z ego partnera – rozmawiamy. Już samo opowiedzenie sobie nawzajem o tym, co poczułam, co pomyślałam, gdy Ty zrobiłeś albo nie zrobiłeś tego, czy tamtego – pomaga. Rozwija. Wspólne życie to doskonała przestrzeń do rozwoju świadomości – swojej i Partnera.

Twoją pasją są podróże. Czy wyobrażasz sobie mieszkać w innym miejscu na świecie niż w Polsce?

Nigdy nie mów nigdy. Wyobrażam sobie. Świat jest piękny, kocham podróże, fascynują mnie naturalne krajobrazy niesamowicie zróżnicowane i pełne magii. Ale lubię też miasta. Wychowałam się w mieście, a w zasadzie na jego obrzeżach, zatem to połączenie dostępu do miejskiego komfortu z bliskością przyrody – są dla mnie ważne. Gdybym się przeprowadziła – chciałabym mieć możliwość codziennego biegania na łonie natury. Dziś jest to las – ale piaszczysta plaża też byłaby w porządku ;)) Dziś najbardziej marzy mi się podróż do Kalifornii, a także do Australii. Życie pokaże, czy zmienię miejsce zamieszkania na dłużej. Bierzemy z mężem pod uwagę taką opcję jak wyjazd np. na rok, czy dwa, a później powrót do Polski. Ale na pewno nie w najbliższym półroczu.

Czym jest coaching serca? Jak wygląda współpraca z Tobą?

 Jestem coachem działającym zgodnie ze standardami International Coach Federation, w trakcie certyfikacji ACC. Proces coachingowy ze mną jest zatem spójny z międzynarodową etyką coachów, dbam o profesjonalną relację z Klientem oraz o to, by proces był użyteczny. W takim bezpiecznym środowisku Klient ma szansę przyjrzeć się sobie, tego, co go blokuje – i z mocą oraz moim wsparciem – zacząć realizować to, czego pragnie. Bez presji, z poczuciem, że nikt go nie oceni – ma szansę przyjąć siebie takiego, jakim jest i zanurzyć się we własne lęki, a później przekształcić je w swoją moc.

Prowadzę standardowe, klasyczne, że tak to ujmę sesje coachingowe – zarówno bezpośrednio (w Poznaniu), jak i przez Skype, czy telefon. Pierwsza sesja „0” jest wprowadzeniem, jest bezpłatna. Klient ma możliwość zobaczyć, czy coaching jest metodą pracy dla niego, czy czuje się dobrze ze mną w roli coacha i czy jest gotowy na wyruszenie w tą fascynującą podróż w głąb siebie. To co zbuduje wewnątrz – przełoży się na to, co w zewnętrznym świecie.

Jestem zwolenniczką holistycznego podejścia do Człowieka, a co za tym idzie – wierzę, że każda sfera naszego życia – oddziałuje na pozostałe. Jeżeli czujesz się źle fizycznie – będzie mieć to bezpośredni wpływ na samopoczucie psychiczne. Jeżeli nie masz dobrej relacji ze swoim wnętrzem – może się zdarzyć, że będziesz cierpieć – czy to z powodu choroby, zaburzeń fizjologicznych, czy to na gruncie psychiczno – emocjonalnym. Z tego powodu pracę coachingową (czyli zbliżanie się do swojego wnętrza) chętnie uzupełniam o elementy pracy z ciałem i oddechem. Możesz zdecydować się na proces coachingowy indywidualny, o którym wspomniałam wyżej – lub skorzystać z procesu wzbogaconego o bieganie – coaching biegowy – albo mindfulness coaching (w którym korzystam z metod pracy z ciałem i oddechem, takich jak Qigong, czy Tai Chi).

Każdy z nas ma wybór na ile się zaangażuje w bycie obecnym w swoim codziennym życiu, a na ile będzie przez nie przechodził w „uśpieniu” i z poczuciem, że to, co się wydarza jest przypadkowe. Coaching serca jest jedną z dróg do przebudzenia i życia świadomego. Do przyjrzenia się własnym wartościom, przekonaniom, schematom myślenia i działaniom. Dla osób, które dotarły w swoim życiu do momentu, gdy chcą coś zmienić (np. być prawdziwie obecnym w swoim życiu, zmienić codzienność na bardziej radosną i pełną, świadomie zdrowiej się odżywiać, uprawiać sport, który dodaje skrzydeł, rozwinąć pasję, odnaleźć pracę marzeń, czuć większą bliskość i radość z w związku).

Przechodząc proces coachingowy człowiek ma szansę na nowo zdefiniować swoje pragnienia i być może odważyć się rzeczywiście wdrożyć je w życie. Kroczek po kroczku. A proces coachingowy to doskonałe wsparcie w drodze odkrywania, a później realizacji nowych celów. Albo celów, które kołatały nam się po głowie od lat, ale brakowało odwagi, determinacji, czy motywacji, żeby po nie sięgnąć.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia – zapraszam do wspólnej pracy.

Z Master Yangiem, mistrzem Yoga Calligraphy Health System ❤❤❤ Trudno mi znaleźć słowa, żeby opisać doświadczenia minionego weekendu. Wiem na pewno, że to czego się nauczyłam na zawsze zostanie w moim życiu. System Calligraphy Health to niesamowita praktyka, która wykonywana regularnie sprawia, że nasze organy wewnętrzne są serwisowane, a cały organizm dobrze natleniony. Sport, który buduje mięśnie to za mało. Trzeba pracować nad ruchem wewnątrz ❤ Energia, którą każdy z nas nosi w sobie to niesamowity zasób, a dzięki Callligraphy możliwe jest panowanie nad nią i jej uzupełnianie… I wiele innych rzeczy, ale o tym może innym razem Wam opowiem… 😉 A tymczasem pora praktykować 💚💚💚 #yoga #calligraphyhealth #yogalover #yogi #masteryang #energy #insidepower #mindfulness#gratitude #wisdom #extraordinary #experience #joga #uwaznosc #zdrowie #health #innerpeace #energi #spokoj #wewnetrzny #palacsulislaw

A post shared by Magdalena Palmowska (@coaching_serca) on

O czym marzysz?

Nie wiem jak odpowiedzieć. Jeszcze rok temu odpowiedziałabym Ci, że marzę o odkryciu swojej misji, o znalezieniu równowagi, o harmonii. Dzisiaj już o tym nie marzę – tylko realizuję dzień po dniu. Wiesz co? Chcę po prostu nieustannie czuć Miłość, być w przepływie, stawać się, rozwijać, kreować. Niech życie płynie. Marzę o tym, żeby świat był pełen ludzi, którzy żyją swoimi marzeniami J Marzenia są realne i możemy je spełniać. Wystarczy, że sobie to uświadomimy i zaczniemy spełniać je już Dzisiaj, a nie w odległej przyszłości, która tak naprawdę nie istnieje.

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
26 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: