Magda Frączek: Wciąż się odradzam, właśnie dzięki woli życia, która jest czymś więcej niż tylko potrzebą przeżycia

Ultrawrażliwa. Śpiewa o wszystkim, co ludzkie – cierpieniu, przebaczeniu i jego braku, miłości, pragnieniu bliskości. Nie idzie na żadne artystyczne kompromisy. Dlatego swój album chce nagrać sama, niezależnie, poza wielką wytwórnią.

Twoja muzyka dotyka najgłębszych strun wrażliwości. Porusza. Piszesz o sobie. Ponosisz tego emocjonalne koszty?

To, jaka jest moja muzyka wynika z tego, jakim jestem lub jakim chcę być człowiekiem. Z natury jestem typem ultrawrażliwca. Obserwuję świat i przeżywam go trochę jak dziecko, całą sobą, bez filtrów odsączających coś, co może we mnie uderzyć i złamać na pół. Tak więc , w pierwszym zetknięciu z czymś chropowatym, mam bardziej przerypane. Działa to też w drugą stronę – gdy widzę kogoś lub coś prawdziwego, pięknego, dobrego, nie potrafię przejść obojętnie. Artyści generalnie uchodzą za ludzi nadwrażliwych, mam wrażenie, że wręcz szczycą się takim stanem rzeczy, a czasem wszystko nim usprawiedliwiają. Osobiście, cenię sobie twórców świadomych tej rzeczywistości w sobie, nie żerujących na niej, ale bratających się z nią. Wtedy jest szansa na to, aby nie skupiać się non stop na sobie, ale pomyśleć, jak ja tą moją wrażliwością mogę pomóc innym i jak ona może pomóc mnie samej.

Wola życia to tytuł Twoje nowej płyty. O czym będzie ta historia?

Myślą przewodnią albumu jest to, że mimo różnych perypetii życiowych, człowiek pragnie żyć, wybierać miłość, przebaczenie. Głęboko w to wierzę, że – mimo iż sztuka aż od tego huczy – nie jesteśmy skazani na ostateczną destrukcję. Wciąż się odradzam, właśnie dzięki woli życia, która jest czymś więcej niż tylko potrzebą przeżycia, jakoś, bezkonfliktowo, kopiując cudze wzorce. Każdy z nas ma swoją historię, totalnie unikalną i przez to świętą. Na tej płycie śpiewam więc o wszystkim, co ludzkie – braku przebaczenia, przebaczeniu, różnych formach cierpienia, jakie zadajemy sobie sami lub jakie zadają nam inni ludzie, realnej sile miłości, relacjach, pragnieniu bliskości człowieka, siebie samego i Boga.

Ciekawi mnie, jak wygląda u Ciebie proces tworzenia piosenek?

Zwykle jest tak, że słowa i muzyka powstają równocześnie. Po prostu, w wolnej chwili siadam do pianina i po kilku chwilach „na wierzch” wychodzą rzeczy, które wcześniej przenosiłam wewnątrz. Nie ma na to żadnej reguły. Bywa też, że jakieś myśli, słowa, melodie przychodzą w ciągu dnia. Nie praktykuję jednak zapisywania ich w notatnikach, co najwyżej nagrywam na telefonie, ale i tak nie zawsze do nich wracam.

„Vulnerabile” tytuł jednej z Twoich piosenek, to „kruchy, nieodporny, wrażliwy, podatny na zranienie”. Czy tacy ludzie mogą przetrwać w dzisiejszym świecie?

Myślę, że w gruncie rzeczy wszyscy tacy jesteśmy – wrażliwi w okolicach tych miejsc, gdzie kiedyś zostaliśmy zranieni. Ważne jest, aby dokopywać się do siebie, aby uczyć się przyjmować siebie ze zrozumieniem, a nie osądem. Aby szukać spojrzenia, które patrzy na mnie z miłością. Ja to spojrzenie odkryłam w Obliczu z Manpello, w oczach mojego męża i syna. Zdaję sobie sprawę, że to piękna teoria, którą czasami zdarza mi się przekuć w praktykę. Nie o wyniki tu jednak chodzi, ale o samą drogę. Całe szczęście!

W wydaniu płyty bezinteresownie pomagają Ci ludzie zakochani w Twojej muzyce. Na jakim jesteście aktualnie etapie? Czy wciąż potrzebujecie wsparcia?

Kilka miesięcy temu dzięki wsparciu kilkuset osób, udało nam się zebrać blisko 30 tysięcy złotych na nagranie „Woli życia”. To niesamowite, że aż tylu ludzi utożsamiło się z moją muzyką. To nie jest też tak, że tworzę tę płytę sama! Aranżerem i producentem mojego albumu jest Krzysiek Łochowicz. Krzysiek to z jednej strony wspaniały gitarzysta – aktualnie na pełnym etacie u Darii Zawiałow i Pawła Domagały – a z drugiej mega twórczy producent, aranżer. Wracając do etapu, na którym jesteśmy, płyta jest już nagrana i czeka teraz na ostatnie szlify masterowe u reżysera dźwięku, Marcina Gajko. Jeśli chodzi o wsparcie, szukamy większego i elastycznego mecenatu, który umożliwi nam wydanie tego albumu niezależnie, poza wielką wytwórnią. Wiąże się to z tym, że nie chcemy pójść na jakiekolwiek artystyczne kompromisy. Po prostu nagraliśmy fajną płytę i chcemy ją dać ludziom taką, jaka jest.

Jesteś mamą małego Józefa, jak godzisz bycie artystką z rolą mamy? Ten mały człowiek w jakiś sposób wpłynął na Twoją twórczość?

Ten mały człowiek totalnie przewrócił moje życie na drugą stronę! (śmiech). Prawda jest taka, że nie mogę być ani dobrą mamą, ani dobrą artystką jednocześnie. Dlatego uczę się wybierać. Moją aktywność zawodową wyznacza teraz syn. Obecnie, to on potrzebuje mnie bardziej niż miłośnicy mojej twórczości, jakkolwiek by to nie zabrzmiało (śmiech). W sumie, tytułową piosenkę na moim albumie śpiewam do mojego syna. Przepraszam, śpiewamy! Ja z moim mężem.

Ostatnie pytanie to prośba o wytypowanie osoby, którą uważasz za wyjątkową i ciekawą. Może to też być miejsce, tworzone z pasją. Po prostu coś inspirującego! My odezwiemy się do tych osób z prośbą o dołączenie do naszego Grona Inspiratorów.

Znam tylu inspirujących ludzi! Joanna Kosińska, z którą kiedyś podróżowałam po Szkocji, niezwykła artystka-malarka, zilustrowała moją kampanię na odpalprojekt.pl. Współpracowałam też kilka razy z megawrażliwym Wojtkiem Skibickim, fotografem, który m.in. stworzył przepiękną sesję analogową autystycznych osób. Ostatnią osobą, którą chciałabym polecić jest Monika Piotrowska, twórczyni marki US, ręcznie zagina bransoletki ze stali, jest mamą dwóch świetnych chłopaków, niejedną mądrą rzecz ma do powiedzenia.

Magda i jej zespół szukają większego mecenatu, który umożliwi im wydanie albumu. Po prostu nagraliśmy fajną płytę i chcemy ją dać ludziom taką, jaka jest.
Po prostu jeśli możesz, pomóż, przekaż ich muzykę dalej. Niewiele jest tak wyjątkowych rzeczy na tym świecie…

Przeczytaj również: Miss Lapin: Rodząc się Artystą, zostałam wiecznie żywa.

Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
36 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: