Konrad Piskała: Dla mnie jako reportera najważniejsze jest, czy nie zawiodę tego człowieka, który mi zaufał i zdradził swój sekret

Wraca na Czarny Kontynent, aby oddać głos tym, których inni nie chcą słuchać. Niektórzy bohaterowie zostają z nim na zawsze. W swoich książkach pokazuje także inną, ”jasną” stronę Afryki.

Pamiętasz swoją pierwszą podróż do Afryki? Jakie wtedy zrobiła na Tobie wrażenie?

Pierwszy raz pojechałem tam siedemnaście lat temu. Przez trzy miesiące jeździłem po Kenii, Etiopii, Tanzanii, Ugandzie oraz Ruandzie.Wróciłem z Afryki zachwycony.  To nie była moja pierwsza podróż. Wcześniej byłem w Chinach, Tybecie, Nepalu, Iranie, Pakistanie, Syrii, Jordanii,zjechałem Europę, ale to Afryka mnie urzekła. Ta część kontynentu dopiero otrząsała się ze złych lat dziewięćdziesiątych. Było dużo biedy. Zobaczyłem wtedy oczywiście wszystkie obowiązkowe punkty turystyczne, jak Masai Mara, Zanzibar czy dolinę Omo, ale to nie przyroda wydała mi się najciekawsza w tej podróży, lecz kontakty z ludźmi. To oni sprawili, że do Afryki zapragnąłem wracać.

Napisałeś: „Afryka to kontynent nieopowiedzianych historii”. Opisane przez Ciebie opowieści są niezwykle wzruszające, zwracasz uwagę na niewidoczne dla innych szczegóły. Na choćby twarz dziewczynki, która pierwszy raz w życiu dostała od matki lalkę… Dla mnie reporter to ktoś więcej niż dziennikarz. Jak Ty definiujesz ten zawód?

Staram się skupić na opisywaniu pojedynczych ludzkich historii. Wysłuchać tych, których inni dziennikarze nie chcą słuchać. Ludzi ze slamsów, uchodźców, albo po prostu osób poza głównym nurtem zainteresowania mediów. W Polsce są to na przykład ludzie starsi. To są fantastyczne opowieści. Któregoś dnia miałem do odbycia dwie rozmowy. Jedna była ze znaną aktorką, a druga z niepełnosprawną mamą samotnie wychowującą synka. Z pierwszego wywiadu nie zapamiętałem nic, a historia mamy na wózku dała mi mnóstwo paliwa, takiej pozytywnej energii do życia. To była mądra i pouczająca opowieść o tym, jak sobie radzić, kiedy świat się wali.  

Jak to jest spędzić noc na pustyni?

Nigdy nie jechałem na pustynię tylko po to, aby spędzić tam noc. Zawsze noce na pustyni przydarzały mi się w trakcie podróży. Ciężko wspominam noce w Sudanie. W budynkach czy chatkach z gliny nie dało się spać. Wystawialiśmy łóżka pod gwiazdy, ale i tak nie mogłem zmrużyć oka. Polewałem się wodą i kręciłem z boku na bok. Słuchałem przy tym jak moi współtowarzysze podróży mówią coś przez sen w tych wszystkich nieznanych językach, a kiedy zostawałem sam na sam z pustynią, miałem wrażenie bycia ziarnkiem piasku we wszechświecie.

Przebywając w Afryce jesteś świadkiem wielu nieszczęść, skrajnej biedy, umierających z głodu ludzi, w tym dzieci. Jak radzisz sobie z tymi emocjami? Pewnie trudno jest potem wrócić do rzeczywistości.

Nie można patrzeć na Afrykę jak na kontynent, który tylko cierpi, pogrąża się w chaosie i bezprawiu. Są tam  świetne uniwersytety, dobrze rozwijające się gospodarki, demokracje. Z racji zawodu opisuję po prostu skrajne rzeczy i zaglądam do miejsc rzadko odwiedzanych. Nie widziałem na szczęście ludzi, a tym bardziej dzieci, które umierały z głodu. Widzieli to moi rozmówcy. Wracając do emocji. Niektórzy moi bohaterowie zostają ze mną na zawsze. Pojechałem kiedyś do Gdańska, aby zrobić reportaż o młodym mężczyźnie chorym na czerniaka. Jego żona, która otworzyła mi drzwi,  powiedziała, że artykuł już jest niepotrzebny, bo nie ma ratunku. Lekarze odmówili leczenia nawet najdroższym lekiem. Siedziałem na krzesełku i rozmawialiśmy. To była chwila, kiedy nie mogłem ukryć się za swoją pracą. W mieszkaniu pachniało czymś mdłym, lekami, środkami dezynfekcyjnymi. On już nie mógł mówić, ale opowiadała jego żona i obraz tego gasnącego życia, tej rozmowy, choć nigdy nie opublikowanej mam ciągle ze sobą. Albo reportaż o młodej piękniej dziewczynie, mamie kilkuletniego chłopca, chorej na nowotwór mózgu. To była zbiórka na operację w Stanach. Po opublikowaniu tekstu, co jakiś czas sprawdzałem co u niej słychać. Zbiórka się udała, operacja też, ale rak ją pokonał. Został we mnie jej smutny uśmiech i słowa, że walczy o życie dla swojego dziecka. Tych emocji nie da się wyrzuć.

W jednym z wpisów opowiadasz o młodej dziewczynie z białym misiem. Zaszła w ciążę, zmuszona była ciężko pracować, zrezygnować z edukacji, jej dziecko zmarło na odrę. Miś zmarłej dziewczynki stał się dla matki symbolem żalu do świata za los jaki ją spotkał. Jak to się dzieje, że ludzie opowiadają Ci tak intymne historie?

Powody dlaczego opowiadają są różne, ale moim zdaniem, ludzie chcą się dzielić swoimi historiami. Myślę, że to jest naturalne. Może w ten sposób trochę zmieniamy świat, gdy przestrzegamy innych. Dla mnie jako reportera najważniejsze jest, jak ja później to opiszę i czy nie zawiodę tego człowieka, który mi zaufał i zdradził swój sekret.   

W swojej książce „Dryland” opowiadasz nam o Somalii jakiej nie znamy. O ludziach, którzy walczą o lepsze jutro. Czego się od nich nauczyłeś?

Choćby tego, że ludzie w takim kraju jak Somalia, są doprowadzeni do takiej skrajności przez wojnę, że już się nie boją zamachów bombowych czy terroru. Nie dają się zastraszyć. Tam bohaterstwem jest samo wyjście do szkoły, sklepu czy restauracji. Również tego, że szybko można stracić wszystko co się posiada: własne państwo, miasto, dom, bliskich. Nie tylko ich przykład pokazuje, że nic nie dano na zawsze. Ani demokracji, ani też pokoju.    

  

Napisałeś: „Nie wierzę, że możemy całościowo zmienić życie w Afryce, ona musi pomóc sobie sama. Zresztą boryka się z takimi samymi problemami jak Polska – korupcja, nepotyzm, egoizm. Wierzę jednak, że możemy pomóc pojedynczym ludziom”. Co my będąc w Polsce możemy zrobić dla tych ludzi?

Możemy pomóc na dziesiątki sposobów – wpłacić pieniądze na jakąś fundację pracującą w Afryce, kupić torebkę albo buty zrobione przez dziewczyny ze slamsu w Nairobi (www.ushirika.pl), napisać do artystów w Nairobi i zrobić z nimi jakiś wspólny projekt, pojechać na wolontariat, ale może ważniejsze jest to, aby nie oceniać ich pochopnie. Jest takie somalijskie przysłowie „Poznaj mnie, zanim mnie odrzucisz”. Warto się tego trzymać.

Ostatnie pytanie to prośba o wytypowanie osoby, którą uważasz za wyjątkową i ciekawą. Może to też być miejsce, tworzone z pasją. My odezwiemy się do tych osób z prośbą o dołączenie do naszego Grona Inspiratorów.

Zaproponuję kogoś z moich bohaterów – to uchodźca, muzułmanin Elmi Abdi. Mówi i pisze po polsku.

Przeczytaj również: Miss Lapin: Rodząc się Artystą, zostałam wiecznie żywa.

Tagi: , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
168 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: