Konrad i Aga: Robimy rzeczy, o które kiedyś byśmy sami siebie nie podejrzewali…

Konrad, Aga i Bocca. Stado, które zechciało się wyrwać z Poznania i zamieszkać daleko na Północy, gdzie zima ‚is always coming’ – poznajcie wyjątkowych, młodych ludzi i ich opowieść o pięknej Szwecji, pełnej wolności i bliskości z naturą…


Podejmując decyzję o wyjeździe z Poznania do Szwedzkiej Laponii, baliście się chociaż trochę? Pojawiły się wątpliwości?
Konrad: W dniu, kiedy ogłoszono wyniku naboru na studia, Aga zaniemówiła do tego stopnia, że przez cały dzień się nie odzywała. Był strach, ale to dobrze – ten strach sprawia, że człowiek się mobilizuje, planuje i robi od razu kilka planów zapasowych, pod tytułem: „co, gdyby…”. To takie uniwersalne uczucie – chcieć czegoś i się bać jednocześnie. Tak samo jest przecież z zakochaniem, nową pracą, adopcją zwierzaka. Człowiek analizuje czy na pewno jest gotowy, wypływają na wierzch wszystkie lęki i kompleksy, ale ostatecznie, jeśli znajdzie siłę w sobie, to zmiany zawsze działają na korzyść. My baliśmy się chyba najbardziej porażki – tego, że nie poradzę sobie na studiach w nowym języku, że nie znajdziemy pracy albo że okaże się, że w nowym miejscu nie poczujemy się jak w domu.
Najbardziej bolesnym i krzywdzącym dla każdego człowieka / narodu / rasy są uprzedzenia (te złe) i oczekiwania (te dobre) – napisaliście na blogu. Wyjeżdżając,nie mieliście żadnych oczekiwań?
Agnieszka: Wiesz co, oczekiwania mieliśmy co do instytucji. Mam na myśli na przykład Uniwersytet – że rzeczywiście będzie stał na światowym poziomie w zakresie technologii drewna. Ale przed wyjazdem specjalnie nie szukaliśmy informacji w internecie, nie czytaliśmy książek o ‘lagom’, nie piekliśmy cynamonowych bułek, żeby rozbudzać jakieś oczekiwania. Chcieliśmy przyjechać z czystą głową i o wszystkim wyrobić sobie własne zdanie. I rzeczywiście, niewiele stereotypów się potwierdziło, a obraz Szwecji kreowany obecnie w polskich mediach jest szalenie daleki od tego, co my znamy z rzeczywistości tutaj.
Jak w trzech słowach byście opisali tamtą rzeczywistość?
Agnieszka: Wolność.
Konrad: Natura!
Agnieszka: Nie-zawracanie-tyłka.
Jak w nowym klimacie odnalazł się Wasz kundelek?
Konrad: Jak miło, że pytasz o Bocchę! Ona musiała jechać z nami, to było najważniejsze od początku. Tuż przed przeprowadzką zachorowała tak poważnie, że prawie ją straciliśmy, od tego czasu cieszymy się podwójnie każdą chwilą. Samą podróż – promem i około 1000 km autem – zniosła dobrze, chociaż pod koniec była już strasznie znudzona, pierwszy raz widziałem mojego psa autentycznie znudzonego z wypisanym na pysku pytaniem- „ile jeszcze?”. Zadomowiła się w tym klimacie szybko i wydaje się, że uwielbia tutejszą 6-miesięczną zimę. Resztę roku spędza pływając w rzekach, morzu i jeziorach. Urosło jej futro godne haszczaka. Nadal nie rozumie szwedzkiego, a z reniferami się nie polubiła, ale ma grono nowych znajomych, którzy specjalnie dla niej… uczą się polskiego.
Czego dowiedzieliście się o sobie od czasu przeprowadzki?
Konrad: Widzę, jak coraz śmielej zaczynamy mówić o przyszłości i marzyć. Ta sfera jest tutaj jakby bardziej realna.
Agnieszka: Zniknął strach, ten nocny strach, który nie pozwalał spać, kiedy człowiek myślał o jutrze, o następnym tygodniu, miesiącu, roku i analizował całe swoje życie. To chyba znaczy, że poczuliśmy się bezpiecznie. Znaleźliśmy spokój i miejsce, które dobrze działa na nasze nerwy.
Konrad: Przez to, że żyje się tutaj wolniej, więcej jest czasu na nowe pasje i podróże. To nas też bardzo stymuluje do rozwoju.
Agnieszka: Robimy rzeczy, o które kiedyś byśmy sami siebie nie podejrzewali – trekking, ogniska na szczytach gór, nocne wyprawy na poszukiwanie zorzy polarnej przy -30 stopniach. Zbliżyliśmy się bardzo do natury przez ten rok.
Przyznajcie wprost, że wyjechaliście z Polski, bo nie mogliście patrzeć na co się tutaj dzieje…co teraz czujecie, myśląc o swojej ojczyźnie? Rozważacie kiedykolwiek powrót?
Agnieszka: Mi ciężko jest wierzyć w to słowo: ojczyzna. Rozumiem jego definicję słownikową, ale to tyle. Dla mnie Polska to kraj, w którym się urodziłam i mieszkałam przez wiele lat. Ale mieszkałam też na Bałkanach i czuję, że tam została znacznie większa część mojego serca niż w Polsce. Tak jak teraz moje serce wiąże się z tą północną ziemią. Żyjemy w czasach, kiedy otwarte granice sprawiają, że każdy może mieszkać w miejscu, w którym znajduje Dom. I to jest piękne.
Konrad: Nie planujemy powrotu. Polska to nie był kraj w którym czuliśmy się dobrze. Nie warto marnować swojego życia, które ma się jedno, na codzienną walkę i szarpaninę.


W ciągu tygodnia studia, nauka języka i poznawanie naszego nowego miasta, w weekendy natomiast tripy w klimacie – Opowiedzcie jak wygląda Wasz przykładowy dzień.
Konrad: Ok, no to ja zacznę, tak jak zawsze to ja zaczynam pierwszy dzień. 4.20, dzwoni budzik, Bocca podbiega i wyciąga mnie na spacer. Gotuję jedyny rodzaj owsianki jaki potrafię – czekoladową i wychodzę do pracy. W pracy co dwie godziny fika (przerwa na kawę i coś na ząb), co jest nadal dla mnie zabawne. Staram się prowadzić jak najwięcej rozmów po szwedzku i widzę, że to rzeczywiście działa i z dnia na dzień rozumiem więcej. Wracam do domu, biorę Bocchę na długi spacer – morze / skały albo boisko do piłki (w końcu teraz Mundial). Wieczorem, a wieczory trwają tutaj bez końca- w dzień polarny słońce zachodzi koło północy, żeby wstać po godzinie, idziemy z Agą do centrum, pogadać przy kawie albo jedziemy za miasto.
Aga: To trochę szalony okres, dużo się dzieje. Między pracą, nauką a odpoczynkiem rzeczywiście jest znak równości i to sprawia, że człowiek ma więcej sił. W tej naszej codzienności najbardziej lubię piękno każdego miejsca, w którym się znajdujemy (kocham nasze miasto!) i smak cynamonu, który tu jest wszędzie.
Co planujecie? O czym marzycie?
Aga: Dom. W którym miejsca będzie pełno dla wszystkich adopciaków,które pojawią się w naszym życiu. Podróż na Lofoty. Nocleg pod gwiazdami (i zorzą) w Abisko. Kolejny własnoręcznie udziergany sweter na drutach. Powrót do zawodu. Płynne opanowanie szwedzkiego.
Konrad: Dom o drewnianej konstrukcji, który sam zaprojektuję i obowiązkowy warsztat. Pełno zwierząt, a wśród nich może małe stadko reniferów. No i żeby w końcu dogonić Szwedów na nartach biegowych. Na razie jestem wolniejszy od sędziwych dziadków.
Więcej znajdziecie na kundeleknabiegunie.com. Zapraszamy!

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
65 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: