Kasia – Brujita: W tym moim nowym życiu króluje Miłość – taka przez duże M

Życie może zmienić się w jeden dzień. Kasia zostaje zdradzona, rozpada się jej związek, a pod jej dach trafiają malutkie dzieci. Co dalej? Los nie szczędzi jej przeciwności. Ale ona się nie poddaje. Nam opowiedziała o tym, co daje jej siłę, dlaczego wciąż ufa ludziom i o tym, jakie jest największe marzenie jej rodziny.

Dziękuję Kasiu, że zgodziłaś się udzielić nam wywiadu. Twoja historia wzrusza i inspiruje do bycia dobrym człowiekiem. „Moje życie wywróciło się do góry nogami po to aby zacząć się na nowo…” – napisałaś. W ciągu jednego roku otworzyłaś własną firmę, zaręczyłaś się, zostałaś zdradzona, do Twojego świata dołączyły dwie, małe dziewczynki. Sporo… Jakie jest to Twoje nowe życie?

Jakie jest? Szybkie. Inne. Wymagające.To pierwsze słowa, które przychodzą mi do głowy.
Kiedyś byłam bardzo impulsywną, spontaniczną „dziewczyną”. Teraz każdą decyzję dzielę na 3 😀 Teraz jestem „siosią”i jest bardzo mało miejsca w tym moim nowym życiu dla mnie. Wychowuję dziewczynki sama i to jest bardzo trudne. Poczynając od poranka, poprzez rozplanowanie pracy, zakupów, ustalenie budżetu. Są chwile, gdy czuję się bardzo samotna, są też takie, w których tęsknię do bycia kobietą – po prostu kobietą.

Jednak w przeważającej mierze to nowe życie jest bogatsze, pełniejsze. Uczę się, rozwijam. Patrzę na świat inaczej. Jest dużo śmiechu, skakania po kałużach, gry w chowanego. Jest dużo ciepła i czułości. W tym nowym życiu króluje Miłość – taka przez duże M.

 Nie planowałaś mieć dzieci. Za to właśnie rozkręcałaś własną firmę, marzyłaś o podróżach, miałaś  mieszkanie, koty. Kiedy dziewczynki pojawiły się w Twoim domu, zapomniałaś o wszystkich przeciw. Co dały Ci w zamian te małe istoty?

Tak jak wspomniałam wyżej – one dały mi Miłość. Nadały mojemu życiu sens.
Wcześniej miałam marzenia, teraz mam cel. Bardzo ciężko zdefiniować to ciepło, które rozlewa się wokół serca, gdy Julka tuż przed snem wkłada rączki w moje włosy i mówi: „kocham Cię siosiu” albo te łzy, które szczypią pod powiekami, gdy dumna Ola prezentuje się w swojej balowej sukience i pyta: „ładnie wyglądam”? Dziewczynki sprawiły, że w szalonym, niepoukładanym, pełnym adrenaliny życiu zapanował spokój. Nie mam tutaj na myśli sielankowej ciszy w hamaku, raczej taki spokój w sercu. Taką świadomość, że to co robię jest właściwe, że decyzja, która podjęłam była słuszna.
Każdego dnia dostaję od nich bezcenne perły, które sprawiają, że moje życie staje się bogate. I tego bogactwa nikt i nic nie jest w stanie mi odebrać.

 Postanowiłaś dać dom kolejnym dzieciom. Skąd ta zaskakująca decyzja?

Z potrzeby serca.To naturalna konsekwencja tego, o czym napisałam wyżej.
Sama byłam wychowywana przez rodzinę zastępczą. Co prawda byli to moi dziadkowie ale jednak.
Strasznie się bałam, gdy przejmowałam opiekę nad dziewczynkami. Miałam w głowie masę pytań, wątpliwości. Najbardziej i najgłośniej dobijało się- „czy sobie poradzę, czy będę potrafiła stworzyć im DOM, dać im to czego potrzebują”.

Dziś czuję że choć nie jestem idealna, choć jest ciężko, choć czasami mam chęć wyjść i trzasnąć drzwiami, to „sprostałam zadaniu”. Te półtora roku uczyniło mnie silniejszą, odważniejszą. Widzę owoce mojej pracy i mojego poświęcenia w dziewczynkach. I wiem, że mam w sobie takie pokłady miłości, czułości, empatii i ciepła, że mogę obdzielić nimi jeszcze inne dzieci.
Każde dziecko zasługuje na to aby mieć DOM, a niestety nie wszystkie mają tyle szczęścia.
Traktuję to trochę jak spłatę długu, trochę jak misję a tak naprawdę, to przecież dając tym dzieciom dom, daję sobie RODZINĘ. „Szczęście dzielone mnoży się podwójnie”.

Opowiedz o dziewczynkach, jakie są? Co najbardziej lubicie robić razem?

Są bardzo różne. Zarówno fizycznie jak i z charakteru. Ola jest starsza. Jest spokojną blondynką. Ma 6 lat i właśnie wkracza w okres „dumy i focha”. Jest bardzo opiekuńcza i zdystansowana. Potrzebuje czasu aby zaufać, polubić. Julka to żywioł. Ciemne włoski, piwne oczy, które czarują wszystkich dookoła. Ona kocha wszystkich od pierwszego wejrzenia. Wszędzie jej pełno, niczego się nie boi, zajrzałaby do mysiej dziury. Są jak ogień i woda. ale równocześnie jak dwa puzzle idealnie do siebie pasujące 😉 Najbardziej lubimy razem piec, gotować. Mamy swoje sprawdzone przepisy na muffinki i na ciasteczka. Uwielbiamy grać w różne gry. Gdy tylko pogoda dopisuje i mamy weekend albo wolne, to lubimy zwiedzać i poznawać nowe miejsca. Zaraziłam dziewczynki moją miłością do gór. Zdobyły już Śnieżkę i Baranią Górę. A ja przy nich polubiłam deszcz i… skakanie po kałużach.

Opieka nad dziećmi to ciężka praca… pewnie zdarzają się momenty, że padasz ze zmęczenia. Co lub kto pomaga Ci w tych trudnych chwilach?

Momenty? Odkąd pojawiła się w naszym domu Nella, chodzę niewyspana, nie mam czasu zjeść, nie mogę pracować i cierpię na chroniczny niedoczas. Gdy jest już bardzo bardzo źle, gdy opadam totalnie z sił pomagają mi… moje koty 😀 Wiem, wiem jak to brzmi… ale one mają  to wyczucie, że gdy już pod powiekami zbierają się łzy bezsilności, to przychodzą i dają ukojenie.
Mam też  cudownych przyjaciół. Takich sprawdzonych przez lata. Pomagają mi, wspierają w trudnych chwilach, są oparciem, ale też stawiają do pionu, gdy za mocno rozklejam się nad sobą. Pomaga mi też takie głębokie przeświadczenie o tym, że to co robię, to co przeżywam jest po coś, że Bóg wie, co robi, gdy oddaje mi na wychowanie dwie a teraz już trzy małe, bezbronne istoty.

Doświadczenie zdrady potrafi zdeterminować naszą przyszłość. Po tym wszystkim, umiesz dalej ufać ludziom?

Tak, umiem… Ja z natury jestem niepoprawną optymistką, spoglądam na świat przez różowe okulary wiary w dobro i dostrzegania piękna.
Przeżyłam bolesne rozczarowanie. Oddałam komuś serce a on je zdeptał, ale to już było, minęło,  życie toczy się wciąż przede mną z całą paletą uczuć i nowych doświadczeń.
To nie była pierwsza zdrada w moim życiu. Kiedyś zdradzili mnie rodzice, były też zdrady w przyjaźni… Takie przykre doświadczenia odzierają mnie z iluzji i pewnej warstwy naiwności, ale nie są w stanie odebrać mi wiary w drugiego człowieka. Zbyt mocno kocham życie, ludzi, aby pozwolić jednemu człowiekowi zdeterminować mój światopogląd.

Zajmujesz się tworzeniem papierowych ozdób, opowiedz o tej pasji.

Zawsze uważałam się za humanistkę z totalnym brakiem artystyczno-manualnym. Aż któregoś dnia wraz z przyjaciółką postanowiłyśmy wspólnie stworzyć kartki Bożonarodzeniowe. To było to pierwsze ziarenko. Pierwsze prace były tak… nieporadne. Jednak papier wkradał się w moje życie niepostrzeżenie, zajmując coraz więcej myśli w głowie i sercu. Tworzyłam dla siebie, dla przyjaciół. Tworzyłam bez okazji dla samego tworzenia. To dawało mi radość, uspokajało mnie, dawało wytchnienie i ukojenie po ciężkim dniu.

Z czasem zaczęła się rodzić myśl, żeby zamienić tę pasję w sposób na życie. Otworzyłam własną działalność i choć teraz jest bardzo ciężko, bo przy Nelli trudno wykroić czas aby usiąść przy biurku, to nie umiem dziś już sobie wyobrazić, że mogłabym się zajmować czymś innym.
Tworzę kartki okolicznościowe, albumy, exploding boxy, anioły i rożnego rodzaju ozdoby do domu.
Moi klienci opowiadają mi co by chcieli, o czym marzą, a ja spełniam ich marzenia. Nie tworzę wg żadnych szablonów, moje prace rodzą się w sercu. Gdy przeczytam o osobie dla której ma być kartka, prezent, wtedy pojawia się we mnie obraz, który i tak jeszcze ulega modyfikacji podczas pracy.

Ta praca daje mi wiele radości. Spełniam się w niej, wciąż rozwijam i doszkalam. Bywają jednak bardzo przykre momenty. W Polsce rękodzielnicy nie są doceniani. Nie są rozumiani. Jesteśmy traktowani na równi z chińską tandetą zalewającą sklepy. Ludzie widzą kartkę – podoba im się i cenę – nie podoba im się. Nie widzą czasu spędzonego przy biurku, bolących oczu i pleców. Nie widzą niewyspania, rachunków za prąd, materiałów, które trzeba zakupić, kursów za które trzeba zapłacić… I to jest przykre. Jednak nawet takie chwile nie są w stanie przyćmić mojej radości z tworzenia i dumy z powstałej pracy A balsamem na duszę są słowa, które słyszę,czytam , że dana kartka czy box wywołały łzy wzruszenia, że idealnie pasowały do obdarowanej osoby, że będą pamiątką na całe życie.

Jakie jest teraz Wasze największe marzenie?

Nasze największe marzenie? Jest banalne. Chcemy zamieszkać w naszym nowym mieszkaniu.
Kupiłyśmy mieszkanie i wydawało mi się, że to jest spełnienie mich marzeń. Ja się w nim zakochałam od pierwszego wejrzenia. Słoneczne, duże, w salonie wykusz okienny przy którym już widziałam siebie z kubkiem kakao. Miałam w końcu mieć swoją sypialnię i pracownię, czyli to, z czego musiałam zrezygnować kiedy dziewczynki zamieszkały razem ze mną. Miałam mieć kuchnię z oknem a na parapecie zioła. Dziewczynki miały mieć dużo większy pokój z miejscem na zabawę i naukę. No i miało być w nim miejsce dla kolejnych dzieci…

Niestety – zostałam oszukana i spełnienie marzeń zamieniło się w koszmar budowlany.
Okazało się, że trzeba przerobić a w sumie założyć centralne ogrzewanie, pozbyć się grzyba z podłóg, zawaliła się jedna ścianka. Z mieszkania do lekkiego odświeżenia, teraz mam mieszkanie do kapitalnego remontu, mocno przekraczający mój budżet finansowy.
Dlatego, na dzień dzisiejszy, nasze największe marzenie to po prostu skończenie remontu i zamieszkanie w nowym mieszkaniu.

Tagi: , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis