Katarzyna Marciszewska: Czasem wpadałam w pewnego rodzaju „ciąg pisarski”, tak jakby pisanie stawało się moim nałogiem

Wiedźmy Himmlera trudno zaszufladkować do jednego gatunku literackiego. Mamy tu świetny kryminał, powieść historyczną i obyczajową. Z autorką tej wciągające historii porozmawialiśmy m.in. o jej fascynacji przeszłością, literackich rytuałach i planach na kolejną powieść.

Piszesz odkąd skończyłaś siedem lat. O czym były te pierwsze teksty?

Mój pierwszy tekst był krótkim opowiadaniem o uciekającej myszy przed drapieżnym kotem, który za swoje niecne postępki został ukarany. W tamtym okresie, jak to dzieciak, oglądałam dużo kreskówek, stąd pewnie ten pomysł. Potem były wiersze, pamiętniki, krótkie powieści inspirowane „Anią z Zielonego Wzgórza”, a nawet filmami gangsterskimi. Dorastałam w latach dziewięćdziesiątych, w czasach szerzącego się bezprawia i drapieżnych jak nigdy wcześniej gangsterów.

15 listopada ukazał się Twój literacki debiut „Wiedźmy Himmlera”, krytycy i Czytelnicy chwalą Cię przede wszystkim za świetny research historyczny jaki wykonałaś. Długo pracowałaś nad tą książką?

Praca nad książką trwała rok. Chociaż przyznaję, że „Wiedźmy Himmlera” były pisane zrywami. Czasem wpadałam w pewnego rodzaju „ciąg pisarski”, tak jakby pisanie stawało się moim nałogiem. Starałam się sprawdzić każdy fakt historyczny, na tyle, na ile to było możliwe. Czytałam m.in. biografię Heinricha Himmlera autorstwa Petera Longericha czy książki o wojennym Poznaniu autorstwa Leszka Adamczewskiego. Nie ukrywam również, że po prostu od lat interesuję się tym okresem historycznym tj. II wojną światową.
Miejsca opisane w Poznaniu, w większości przypadków są mi znane. Byłam kilka razy na osiedlu przy ul. Dębowej, na której mieszka powieściowy Roger Kalita czy na ul. Opolskiej, przy której mieszka jego babcia. Do Okrąglaka nie udało mi się wejść, trzeba mieć kartę wstępu, ale kręciłam się wokół niego. Przed napisaniem książki sprawdzałam nawet, czy puby, w których bywał główny bohater, były już na pewno otwarte w tym okresie. Jak wiadomo bary pojawiają się i znikają albo chociaż zmieniają nazwy. Warto mieć to na uwadze i trzeba być czujnym, bo czytelnicy to bystrzy i dociekliwi ludzie, którzy łatwo wychwytują błędy. Chociaż przyznaję, że są pewne aspekty w książce, nad którymi można było więcej popracować, ale zabrakło trochę czasu.

Przed Tobą czas intensywnej promocji. Lubisz bezpośredni kontakt z czytelnikiem?

Lubię, bo lubię ludzi. Zwłaszcza takich, którzy czytają książki. Wiadomo, że nie ma w Polsce ich zbyt wielu, nad czym ubolewam. Mam nadzieję, że wróci kiedyś moda na czytanie, bo daje nam ono możliwość bycia w różnych wcieleniach. Raz możemy być detektywem w średnim wieku, innego dnia wiktoriańską Angielką tęskniącą za ukochanym, a jeszcze kolejnego władczym cesarzem rzymskim. Czytanie to taki wehikuł czasu, a jeśli gustujemy raczej w powieści współczesnej, to przynajmniej teleportacja.

Nie chciałam napisać zwykłej powieści kryminalnej – to Twoje słowa. Co więcej znajdziemy w „Wiedźmach Himmlera”?

Można tego sporo wymienić. Na pewno jest wątek historyczny dotyczący działalności Heinricha Himmlera w obszarze zbierania dokumentów dotyczących masonerii i procesów o czary. Mało kto o tym wie, że takie archiwalia są przechowywane w Polsce. Ten rąbek tajemnicy wokół nich próbuję choć troszkę odchylić. W „Wiedźmach Himmlera” są również historie miłosne. Najważniejsza z nich dotyczy Rogera Kality. Ten główny bohater uwikłał się w relacje z dwiema kobietami naraz i nie ma pojęcia na którą z nich się zdecydować. Przynajmniej do czasu. Są też elementy powieści społeczno-obyczajowej, w których poruszam takie trudne tematy jak: samotne rodzicielstwo, faworyzowanie jednego dziecka względem drugiego, żałoba po utracie ukochanej osoby, religijność pozbawiona empatii czy wiara w teorie spiskowe wbrew rozsądkowi czy nauce.

Czytelników często interesują rytuały ich ulubionych pisarzy. Opowiesz nam jak wygląda ten proces u Ciebie? Gdzie piszesz, kiedy, w jakich okolicznościach?

Najchętniej piszę w domu, na laptopie. Często zapominam o posiłkach i tylko burczący brzuch w końcu każe mi oderwać się od pisania. Najbardziej lubię pisać wieczorami i w nocy. Mój umysł wydaje się być wtedy jasny, nieotumaniony już kawą. Chyba nie jestem typem skowronka. Wstawanie o szóstej czy siódmej rano to nie dla mnie.

Zgadzasz się, że aby być dobrym pisarzem, trzeba też być zapalonym czytelnikiem?

Zgadzam się. Czytanie jest dla pisarza tym czym trening dla sportowca. Bez regularnego czytania nie można pisać dobrze, tak jak sportowiec nie wystartuje zadowalająco na zawodach bez treningu. Potrzebny oczywiście jest talent i dobry pomysł na powieść. I znów odniosę się do sportu. Ten dobry pomysł na książkę jest jak genialna strategia na zawody. Nawet zespół najlepszych piłkarzy nie wygra trudnego meczu bez odpowiedniej taktyki.

Planujesz napisanie kolejnej książki?

Planuję, ale to może być trudne w najbliższym czasie. Pracuję na pełen etat, poza tym rozpoczęłam drugi kierunek studiów na kierunku filologia germańska. Studia są wieczorowe i niestety również zabierają sporo czasu. Z drugiej jednak strony, wszystko jest kwestią dobrej organizacji. Mam pomysł na kolejną powieść opowiadającą o dalszych losach Rogera Kality. Poza tym w przysłowiowej „szufladzie” leży inna powieść, szpiegowsko-sensacyjna, napisana jeszcze przed „Wiedźmami Himmlera”, ale wymaga sporych przeróbek, więc na to też potrzeba czasu. Dużo również zależy od mojego wydawnictwa, czy moja debiutancka powieść, w jego ocenie, zasługuje na kontynuację.

Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
19 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: