Katarzyna Gawron – Miękisiak: Codziennie rano mówię do psa: „No, dobra. Pańcia idzie do roboty”. I pracuję

Jej prace pełne są poczucie humoru i dystansu. Kiedyś goniła po świecie, dziś odnajduje szczęście w rutynie i powtarzalności. Z ilustratorką i malarką Katarzyną Gawron porozmawialiśmy o tym jak powstają jej prace, o fascynacji ciałem i codziennością.

Przez wiele lat pracowałaś w USA i Chinach. Co zadziało się w Twoim życiu, że postanowiłaś skupić się na malarstwie i ilustracji?
Zdecydowała o tym po prostu sytuacja osobista. Założyłam rodzinę i życie na walizkach przestało mieć dla mnie urok. Zaczęłam dostrzegać zalety rutyny i powtarzalności. Płynie czas,  człowiek się zmienia, tak już jest.
Ciało jest częstym tematem Twoich prac. Co takiego Cię w nim fascynuje?
Czy ja wiem? Może to, że formalnie jest interesujące? Te wszystkie górki, dołki, wypustki, okrągłości i kostki tu i tam. Ładnie jest. Paznokieć potrafi być ładny, ucho, nos, a piersi to już w ogóle.
Uwielbiam Twoje prace między innymi za wyraziste, żywe kolory, poczucie humoru, które widać choćby w ilustracji Miss Spring. Jak myślisz, co Cię ukształtowało jako artystkę?
Dziękuję za komplement! Jestem bardzo próżna jako artystka i przepadam za komplementami!
A moje prace bezpośrednio odzwierciedlają moją osobowość, ale też nastrój czy sytuacja w jakiej w czasie tworzenia pracy się znajduję. Smutne czasy- smutne prace, wesołe czasy- wesołe prace. Tak chyba każdy twórca ma. A że mam duże poczucie humoru i ogromny dystans do siebie, to pewnie widać to w moich pracach. Lubię pożartować.
A co mnie ukształtowało? Pewnie wszystko co mi się w życiu zawodowym przytrafiło i wszystkie te osoby, które poznałam…Ale chyba najbardziej literatura, szczególnie dla dzieci. Do dzisiaj najchętniej czytam bajki i literaturę dziecięcą. Serio.


Opowiedz jak tworzysz. Kiedy masz ochotę na ilustrację, a kiedy na malarstwo?
Ochotę to ja mam na kokosanki albo na kawę, a tworzę tak, że jak już rano przewalę prozaiczne obowiązki- tak koło ósmej, to zwyczajnie idę do swojego pokoju, który snobistycznie nazywam „pracownią” i jadę. Codziennie. Czy mi się chce czy nie. Czy akurat frustracja mnie dobija czy dla odmiany frunę sobie na samozadowoleniu. Codziennie rano mówię do psa: „No, dobra. Pańcia idzie do roboty”. I pracuję.
Kiedyś mnie dziecko sąsiadów zapytało, kiedy pójdę do normalnej pracy. Często mi się to zdarza, że ludzie myślą, że tworzy się pod wpływem natchnienia czy jakiejś muzy co ci tam naszepcze do ucha i ty lecisz z tym pędzlem i tworzysz. No, to ja tak nie mam. Siadam, pije kawę i robię. A jeszcze zdarza się lekceważenie takiej pracy, bo co to jest? W dresie siedzi i coś tam dłubie.
Co Cię inspiruje?
Życie mnie inspiruje. Ale chyba najbardziej inni twórcy. Kurczę, jacy ludzie są zdolni! I jak ja się cieszę, że żyję w czasach, kiedy mogę obejrzeć prace kogoś z końca świata! Klikam i klikam i naklikać się nie mogę, ile jest piękna i sztuki na świecie. I to jest fajne.

Kto jest Twoim najważniejszym „krytykiem? Na czyjej opinii najbardziej Ci zależy?
Nie mam jakiegoś krytyka na etacie. Jednak ogromnie wiele dla mnie znaczą miłe słowa od różnych osób, bliskich i nie tak bliskich, i też całkiem nieznanych. Niemiłych na szczęście nie otrzymuję. Czasami opinie innych mnie dziwią. Raz ktoś w galerii powiedział, że moje prace są zbyt odważne. I zaczęłam pod tym kątem im się przyglądać. I nie zauważyłam niczego takiego. No, ale każdy ma prawo do swojej opinii. Tak jest.
Czasami rysujemy sobie z córką i ona tak mnie chwali, że aż mi nieswojo. Ale lubię, jak jej się podoba.
Czego możemy Ci życzyć?
Zdrowia, szczęścia, pomyślności i długiego, nudnego życia w świętym spokoju.
Tagi: , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
0 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: