Jolanta Kosowska: Pisarstwo wypełnia wszystkie wolne chwile, rządzi mną, podporządkowuje sobie moje myśli, zawładnęło…

Pisarka, lekarka, podróżniczka, a przede wszystkim matka, która dla swojego dziecka jest w stanie przełamać wszelkie bariery i lęki. Z Jolantą Kosowską porozmawialiśmy o jej pierwszej i ostatniej powieści. O tym, co sprawiło, że zdecydowała się na emigrację, o podróżach, inspiracjach i poradach dla debiutantów.


Lekarka, podróżniczka i pisarka. Z którą z tych ról utożsamiasz się najbardziej? A może coś pominęłam?

Każda z tych ról to coś zupełnie innego… Z zawodu jestem lekarką. Nie mogłabym żyć bez moich pacjentów. Pisarstwo to moja pasja. Sprawia mi radość, wypełnia wszystkie wolne chwile, rządzi mną, podporządkowuje sobie moje myśli, zawładnęło już dawno moją wyobraźnią, nie pozwala mi się nudzić. Bez podróży nie wyobrażam sobie życia.Moje życie już od bardzo dawna biegnie od jednego do drugiego wyjazdu. Pasjonuję się też fotografowaniem. Dla zrobienia dobrego zdjęcia jestem w stanie wstać przed świtem, wdrapać się, pomimo lęku wysokości, na ruiny zamczyska stojącego na brzegu pionowo spadającego ku morzu urwiska, stać w strumieniach ulewnego deszczu, wejść do lodowatej wody… Z każdej podróży przywożę setki zdjęć. Chwile uchwycone w kadrze, szczegóły, których nie chcę zapomnieć, drobiazgi, które mogą się przydać przy pisaniu kolejnej książki. Jest jeszcze jedna rola, najważniejsza i najbardziej osobista, rola mamy niepełnosprawnego dziecka… W sumie bardzo niespokojna ze mnie dusza.Nie lubię stagnacji, bo wieje beznadzieją i nudą, szarością i późną jesienią. Denerwuje mnie monotonia. Nie lubię, kiedy życie biegnie obok. Nie cierpię popadania w rutynę. Nie boję się nowych wyzwań. Czuję się szczęśliwa, kiedy moje życie pędzi jak szalone, dni są pełne wrażeń i buzują od ciepłych emocji…

Debiutowałaś w 2012 roku powieścią Niepamięć, czy tamta historia wciąż jest Ci bliska? Lubisz czytać swoje „stare” książki?

Nie czytam swoich „starych” książek. Za dobrze je pamiętam. Te historie żyją gdzieś nadal wewnątrz mnie. W pewnym sensie są cząstką mojej duszy, mnie samej. Każda ma swoje miejsce. Szczególną pozycję w moim sercu ma „Niepamięć”.Ta powieść była moim debiutem. Spodobała się wydawcy, została wydana i bardzo ciepło przyjęta przez czytelników. Wiatr powiał mi w żagle i skrzydła urosły u ramion…Ale„Niepamięć” nie tylko dlatego jest mi tak bliska. Miałam przed laty pacjentkę dotkniętą niepamięcią wsteczną. Historia tamtej dziewczyny stała się inspiracją do napisania książki. W tamtej, przez życie napisanej historii, było mnóstwo emocji. Te emocje były siłą napędową fabuły powieści. Dopisałam do nich tylko szalone uczucia, niepowtarzalną przyjaźń, trzy różne obrazy miłości i wakacyjną Chorwację…

Mieszkasz poza granicami kraju. Skąd decyzja o emigracji?

Minęło ponad jedenaście lat od mojego wyjazdu z Polski, a ja nadal niechętnie rozmawiam na ten temat. Z tą decyzją związanych było dużo sprzecznych emocji. Wyjechałam z Polski, bo nie miałam już innego wyjścia. Choroba mojego synka postępowała, niepełnosprawność stawała się coraz większa, z dnia na dzień Piotruś potrzebował coraz więcej i więcej opieki i coraz więcej rzeczy, które były mu niezbędne do życia. Czułam się bezradna. Każdy kolejny dzień przytłaczał mnie coraz bardziej. Mój synek nie potrafi siedzieć ani nawet obracać się samodzielnie, nie potrafi mówić, nie potrafi połykać, jest karmiony sondą, do oddychania potrzebuje koncentratora tlenu, na spacery butli z tlenem, do walki z przykurczami kończyn potrzebuje ciągłej fizjoterapii, do spokojnego oddychania odsysania co kilkanaście minut… Pomimo dyplomu ukończenia dwóch uczelni, trzech specjalizacji medycznych i paru miejsc pracy, coraz trudniej było mi wiązać koniec z końcem. Oszczędności topniały w oka mgnieniu.Nie potrafiłam organizować akcji charytatywnych, doby brakowało na kolejne miejsca pracy, kontakt z Narodowym Funduszem Zdrowia doprowadzał mnie do frustracji…Nie mogłam znieść myśli, że nie potrafię pomóc swojemu niepełnosprawnemu dziecku, że nie potrafię zapewnić mu tego wszystkiego, czego on do życia potrzebuje. Właśnie wtedy Polska stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Powiało nadzieją. Wyjeżdżałam z sercem pełnym lęku, z głową, w której kotłowały się stereotypowe myśli, przesądy i tysiące wątpliwości, z dość dobrą znajomością języka niemieckiego i świeżo podpisaną umową o pracę. Powtarzałam sobie, że to musi się udać, że nic innego już nie wymyślę, że nie ma już żadnej innej możliwości. Teraz, albo już nigdy! Dla Piotrusia! Udało się. Od pierwszych dni pracowałam jako lekarz… Jestem polską lekarką pracującą i żyjącą w Niemczech. Balast historycznych obciążeń, przesądów i stereotypów był bardziej we mnie niż w moich pacjentach. Udało się, jestem w stanie zapewnić mojemu dziecku to wszystko, co jest mu potrzebne do życia. Wiem, że on nas kocha, tak jak my go kochamy.Wierzę, że jest w tym swoim świecie, którego nigdy nie poznam, na swój sposób szczęśliwy.

Porozmawiajmy o Twojej najnowszej książce Wróć do Triory. To kolejna powieść, której akcja będzie się toczyć w pięknych miejscach. Podróże są Twoją inspiracją?

Bez wątpienia… W pewnym sensie moje życie biegnie od jednej do drugiej książki i od jednej do drugiej podróży. Lubię bywać gdzieś wiele razy, poczuć się gdzieś jak u siebie w domu. Poznać historię, kulturę, język, obyczaje, ludzi… Mieć tam przyjaciół i znajomych… Mieć gdzie i do kogo wracać.Widzieć dane miejsca o różnych porach roku. Tęsknić za tymi miejscami…Kiedy wracam do domu, to już zaczynam marzyć o kolejnej podróży i o kolejnej książce. Z „Wróć do Triory” było podobnie. Jeszcze nie zdążyłam oddalić się od Morza Liguryjskiego, a już zaczęłam pisać tę historię. Są rzeczy, które mogą wydarzyć się wszędzie. Są takie historie, które mogą przytrafić się tylko w szczególnych miejscach. Tej historii by nie było bez Triory, małej, zapomnianej przez wszystkich wioseczki położonej wysoko w Alpach Liguryjskich.To tajemnicze miejsce, gdzie potworne wydarzenia z szesnastego wieku związane z działalnością Świętej Inkwizycji, mieszają się z teraźniejszością. W centrum osady stoi pomnik czarownicy,w sklepikach można kupić wizerunki wiedźm i wyjących do księżyca wilków, istnieją znaki drogowe„uwaga na lecącą czarownicę”, a plątanina wąskich uliczek, schodów, przejść i podwórek prowadzi do jaskini na stoku wzgórza, w której spotykały się kiedyś zielarki, posądzone później o czary, osadzone przez inkwizytorów i spalone na stosach.Komercyjna współczesność, przerażająca przeszłość, przepiękne krajobrazy Alp Liguryjskich…Takie dziwne miejsce, jakby nierzeczywiste, wyjęte z innej czasoprzestrzeni, pełne niedopowiedzeń i tajemnic, jakby z pogranicza snu i rzeczywistości. Pomyślałam, że w takim miejscu wydarzyć może się wszystko… I tak w Triorze zrodził się pomysł na nową powieść…Może dodam jeszcze tylko, że są rzeczy, które dzieją się naprawdę, choć wymykają się spod kontroli naszych zmysłów i że każdy z nas ma gdzieś swoją Triorę.

Duże wrażenie zrobiła na mnie Twoja książka  W labiryncie obłędu. Powieść obyczajowa z elementami książki erotycznej, sensacyjnej i psychologicznej. Zastanawiam się, jak przebiega u Ciebie proces tworzenia historii. Najpierw pojawiają się bohaterowie, jakaś sytuacja, a może od razu masz „w głowie” całą fabułę?

Za każdym razem jest inaczej. Inspiracją są dla mnie ludzie, wydarzenia, podróże, czasami zupełne drobiazgi, jak liście szeleszczące pod nogami, strugi deszczu uderzające o parapet, fragment usłyszanej zupełnie przypadkowo rozmowy… Jednak najczęściej wszystko zaczyna się od miejsca. To miejsce akcji jest pierwsze. Jak już mówiłam, nie wszystko może wydarzyć się gdziekolwiek. To często miejsca inspirują mnie do napisania powieści. Przymykam oczy, wtapiam się w atmosferę danego miejsca, pozwalam moim myślom płynąć wolno i leniwie. Przed oczami zaczynają przesuwać się obrazy, coś z pogranicza jawy i snu, i nagle jestem już pewna, że właśnie w tym miejscu mogłaby się wydarzyć taka historia. Tak było w przypadku powieści „W labiryncie obłędu”. Najpierw była Toskania, później pojawili się bohaterowie i pomysł na fabułę powieści. Tak jest w przypadku „Wróć do Triory”. Najpierw były Alpy Liguryjskie i Triora… Kiedy mam już to miejsce, tych bohaterów i tę fabułę, to siadam do pisania powieści, która już w całości „zagnieździła się w mojej głowie”. Pisanie „Wróć do Triory” zaczęłam od ostatniego rozdziału, bo on był dla mnie najważniejszy.

Lubisz czytać polskich autorów?

Ostatnio coraz częściej sięgam po powieści rodzimych autorów. Uważam, że mamy dużo bardzo dobrych polskich pisarzy i wiele naprawdę dobrych książek. Czytam dla przyjemności. Wybieram powieści, które potrafią mnie sobie podporządkować. Lubię książki, które pochłaniają mnie od pierwszej strony, wzbudzają moje zainteresowanie do tego stopnia, że walczę ze snem o każdą stronę. Lubię, kiedy powieść pobudza wszystkie zmysły.W wyobraźni chcę widzieć, słyszeć, czuć… Nie lubię być biernym obserwatorem akcji, chcę się czuć uczestnikiem wydarzeń, śmiać się i płakać z bohaterami powieści. Udało mi się przeczytać wiele książek polskich autorów, które spełniły te oczekiwania.

Współczesny pisarz, oprócz literackiego talentu, musi też posiadać pewne umiejętności marketingowe. Mieć swoją stronę w Internecie, Fanpage na FB itp. Jak odnajdujesz się w tej konwencji?

Już teraz dobrze. Na początku nie było to takie proste. Wielu rzeczy musiałam się nauczyć, wiele zrozumieć. Istnieje strona jolantakosowska.pl, mam tętniący życiem Fanpage na FB Jolanta.Kosowska, prowadzę bloga, na którym zamieszczam ilustracje zdjęciowe do moich powieści (blog.jolantakosowska.pl), istnieje grupa na FB Szuflada Jolanty Kosowskiej… Dzień zaczynam i kończę od Internetu. Polubiłam to. Nawet bardzo.

Co powiedziałabyś osobie, która dopiero zaczyna swoją przygodę z pisaniem? O czym powinna pamiętać?

Myślę, że nie zaszkodzi mieć dużo dystansu do siebie i do tego, co się pisze. Wydaje mi się, że tylko wtedy ta pasja na zawsze pozostanie pasją, nie przerodzi się w urażone ambicje ani w wyścig szczurów. Niedawno ukazała się świetna książka: „Kurs pisania powieści dla bystrzaków” (RandyIngermanson, PeterEconomy). Warto ją przeczytać.

Tagi: , , , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
225 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: