Jan Favre: Niezależnie jednak czy mówimy o mnie, J.K. Rowling czy Rychu Peji, to sukces zawsze osiąga się determinacją i konsekwencją działań

Czy autentyczność to atut blogowania? Od czego zaczyna dzień? Gdzie widzi siebie za pięć lat? Co czuł pisząc „Lunatyków”? Między innymi na te pytania odpowiedział nam Jan Favre.

Gdybyś miał w jednym zdaniu odpowiedzieć, co sprawiło, że osiągnąłeś sukces?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba by ustalić czym jest ów „sukces”, bo podejrzewam, że ile osób, tyle potencjalnych określeń. W moim osobistym słowniku sukcesem jest możliwość utrzymywania się ze swojej pasji na zadowalającym poziomie. Jeśli tak go zdefiniujemy, to faktycznie, można powiedzieć, że osiągnąłem sukces, przy czym to zawsze jest względne.Niezależnie jednak czy mówimy o mnie, J.K. Rowling czy Rychu Peji, to sukces zawsze osiąga się determinacją i konsekwencją działań.
Nawiązując do Twojej książki zapytam, byłeś gotowy na ten sukces?
W odróżnieniu od Michała Sernickiego – głównego bohatera „Lunatyków” – w moim przypadku nic nie działo się z dnia na dzień. Blog, wraz z zarobkami, rósł powoli i nie było w tym żadnego spektakularnego skoku. To tak jakby śledzić żółwia, nie trzeba specjalnie przygotowywać się na jego kolejny ruch, bo jest niemal całkowicie do przewidzenia. Gdybym jednak, jak bohater mojej książki stał się gwiazdą internetu i to w ciągu w ciągu 48 godzin, z pewnością nie byłbym na to gotowy i pewnie by mi odbiło.
„Lunatycy” to powieść, w której łączysz kilka tematów, piszesz o uwikłaniu w świat Internetu, o samotności, lęku przed dorosłością, wielkich marzeniach i strachu przed ich niespełnieniem. Pisałeś ją przez ponad pół roku. Miałeś czasami dosyć tej historii?
Zdecydowanie. Główny bohater ciągle dostaje od życia po głowie kijem baseballowym, a że historia opowiadana jest z jego perspektywy, to obszernie mówi o odczuciach z tym związanych. Aby czytelnik w trakcie lektury mógł doświadczyć stanu, kiedy człowiek stoi na krawędzi dachu i zastanawia się czy skoczyć, najpierw ja musiałem sobie wyobrazić taką sytuację jak najbardziej namacalnie. Wytwarzanie w sobie takiego napięcia 8 godzin dziennie 5 dni w tygodniu przez pół roku było na maksa wykańczające.

 

Jakiś czas temu blog kojarzył się większości z nas z hobby, przyjemnością. Dziś bloger to zawód, marka, a często także celebryta. Jak myślisz, czy to wszystko nie obdarło „blogowania” z autentyczności?
To pytanie zakłada, że autentyczność w blogowaniu jest wartością samą w sobie, a zamiast o autentyczności, powinniśmy rozmawiać o jakości. Jak słucham muzyki i autor mówi o tym, że nienawidzi ludzkości i ma ochotę zatruć wodociągi salmonellą, to nie oczekuję, że to zrobi naprawdę. Może kłamać – zdecydowanie wolałbym, żeby kłamał – interesuje mnie tylko, żeby robił to dobrze, żeby chciało mi się go słuchać.
Znam masę blogów, które onanizują się do autentyczności, a są tak nudne, że zapominam ich nazwy zanim doczytam ją do końca. Jak dla mnie, to wszystkie mogą być kreacją, byleby czytanie ich było przyjemnością, a nie katorgą.
Żyjesz spontanicznie czy z kalendarzem w dłoni?
Staram się łączyć jedno z drugim – nie być niewolnikiem Outlooka i Excela, ale też nie wychodzić po bułki w środę i wracać pół roku później.
Dziś swoją wiedzą dzielisz się z początkującymi blogerami czy osobami pragnącymi samodzielnie wydać książkę. Co sprawia, że tak chętnie im pomagasz?
Blogosfera jest takim dziwnym tworem, w którym ludzie nie podkładają sobie nóg, tylko podają ręce. Gdy zaczynałem swoją przygodę z pisaniem do sieci, wielu autorów, którzy byli już zaawansowani w temacie, dzieliło się wiedzą na swoich blogach albo na konferencjach, więc było dla mnie naturalne, że powinienem zrobić to samo.
A tak bardziej egoistycznie – jeśli mnie się powodzi, to chcę, żeby Tobie również, bo zawsze milej za płotem nie mieć slumsów.
Od czego zaczynasz dzień?
Od sprawdzeniu poziomu zanieczyszczenia powietrza i przejrzenia zadań do zrobienia na dziś.
Gdzie widzisz siebie za pięć lat?
Tam gdzie dziś jest Katarzyna Bonda, tylko może w innych butach.
Tagi: , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
25 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: