Dorota Morawiec-Winiarska: Zaintrygowana doświadczaniem macierzyństwa, podpatruję pozy, sytuacje, by stworzyć…

Co macierzyństwo może zmienić w byciu artystką? O swojej pasji, o łączeniu w życiu wielu ról, o rysunku i rzeźbie porozmawialiśmy z Dorotą Morawiec-Winiarską.

                                                    fot. Aleksandra Janczak
Matka, artystka, rzeźbiarka…co czujesz, kiedy słyszysz te słowa? W jakiej kolejności byś je uszeregowała?
Matka – artystka, rzeźbiarka… taki balans. Uważam, że jako artystka i matka jednocześnie, muszę lawirować pomiędzy strefą twórczości, a strefą domowych obowiązków związanych z opieką nad dziećmi. Nie chciałam wybierać pomiędzy sztuką a macierzyństwem. Staram się łączyć ze sobą te dwa etaty.
Macierzyństwo wywarło ogromny wpływ na Twoją twórczość. Zanim jednak do tego przejdziemy powiedz, co było wcześniej…
Od pierwszych lat studiów zgłębiałam problematykę formy plastycznej związanej z zagadnieniami postaci ludzkiej. Starałam się rzetelnie pracować nad modelem. Zajęcia rzeźby zazwyczaj zaczynały się od szybkich, niezobowiązujących szkiców rysunkowych oraz szkiców rzeźbiarskich, co pozwoliło mi na wnikliwą obserwację pozującej osoby. Była to nauka dokładnej obserwacji bryły, konstrukcji, zależności proporcji. Zdobywałam umiejętności typowo rzeźbiarskie, jak praca w kamieniu, praca w drewnie, przygotowywanie form do odlewu itp.. Wykonywałam studium modela, popiersia, portretu, fragmentu postaci. Odpowiedzi na krótkie zadanie klauzurowe. Przygotowując prace do absolutorium zrobiłam serię rzeźb pt. Brzemienne. Figury te powstały w okresie, kiedy byłam w ciąży. Analiza rysunku i poszukiwanie formy oddającej istotę doświadczanych sytuacji, stały się celem moich rozważań. Następnym etapem było przygotowanie rzeźb i rysunków do obrony pracy dyplomowej. Temat pracy brzmiał: „Powinowactwo form – macierzyństwo”.
Macierzyństwo to zarówno szczęśliwe jak i trudne, momentami wyczerpujące chwile. Które z nich bardziej Cię inspirują do tworzenia?
Mnogość sytuacji w jakich znajduję się z moimi córkami, zachęca do komponowania wielu zróżnicowanych figur. Patrząc na realizacje mogę stwierdzić, że dominują te pozytywne momenty. Przykładem może być intymna sytuacja, jaką jest karmienie piersią. Podczas tej chwili jest bliskość, czułość i ukojenie. Ale jest też pauzą, chwilą wyciszenia, odpoczynkiem. Stąd różne wariacje na temat Matki leżącej z dzieckiem. Lubię też moment kiedy dziecko wspina się, unosi ręce nad głową. W tym kształcie wszystko jest „napięte”. Wtedy kompozycja skierowana jest w jedną stronę- dlatego też powstaje kilka formalnych rozwiązań na temat tej pozy.
Co chcesz przekazać odbiorcom poprzez swoje prace?
Pracując, staram się nie myśleć o odbiorcach. Uważam, że postrzeganie pracy jest indywidualną sprawą odbiorcy. W moich realizacjach nie ma ukrytej kontrowersji. Interesuje mnie relacja dwóch brył czy też w przypadku rysunku- dwóch kształtów. Dokładam, dopasowuję jedną formę do drugiej, aby w konsekwencji dopełniały się wzajemnie. Podejmuję się studiowania zagadnień plastycznych takich jak kompozycja, konstrukcja, płaszczyzna, ciężar, grubość, balans, gra kierunków światła i cienia, różnica faktur i wielkości. Emocjonalne podejście do pracy związane z własnym doświadczeniem wykorzystuję jako źródło osobistego, właściwego dla mnie sposobu przedstawiania podjętego tematu.
Miałaś kiedykolwiek poczucie, że przez macierzyństwo coś tracisz?
Tak, czasami tracę siłę i spokój, ale staram się zachować zimną krew. Mam też dużo wyrzeczeń związanych z organizacją czasu na prace, wyjściem na spotkanie, wernisaż i wiele innych spraw. Mimo to zyskałam. Mam rodzinę, którą kocham. Mam inspirację, dzięki której wypracowuję własną ścieżkę artystyczną opartą na szczerej interpretacji otaczających mnie sytuacji.
                                        „Nauka chodzenia”, fot. Hubert Bujak
Rysujesz i rzeźbisz. Opowiedz jak powstają Twoje prace. 
Oto co mówił Henry Moore: „Obserwacja natury jest częścią życia artysty, zwiększa jego wiedzę o formach, zachowuje jego świeżość, nie pozwala mu pracować tylko według formuł, inspiruje go”.
Na początku przyglądałam się naturze. Fascynowało mnie obserwowanie mojego dziecka. Swobodne pozy, niewymuszone ruchy, naturalność z nich płynąca, prowokowały do sięgnięcia po szkicownik. Podobnie obserwacja naszego wspólnego odbicia w lustrze czy kontemplacja właśnie wykonanego zdjęcia. Rysowanie portretu, dłoni, stóp przy ciągłej obserwacji zachodzących zmian – tak powstawały szybkie szkice, niektóre dopracowane dopiero wtedy, gdy córka zapadała w sen. Rysując uświadamiałam sobie kształt tej małej istoty.
„W procesie widzenia nie to jest ważne, co mechanicznie chwyta oko, lecz to co człowiek uświadamia sobie ze swojego widzenia”(Władysław Strzemiński).
Z czasem doszłam do wniosku, że jednak nie chodzi o kopiowanie pozy czy sytuacji, w których w danym momencie się znajdujemy. Nie muszę pozować samej sobie. Nie muszę przyglądać się dziecku czy sobie, aby wykonać szkic pozy czy sytuacji. Teraz wykonując szkic zdaję sobie sprawę z aktualnych doznań i emocji, z chęci oddania tego, co pozostało w mojej głowie. Nie muszę obserwować, dokonuję syntezy i zapisuję wizualizowaną przeze mnie sytuację. To rodzaj samoświadomości i niejako bycia tym, co później ziszcza się w rysunku czy rzeźbie.
Zaczynam od szkiców, ale gotowa rzeźba czasami odbiega od wstępnego projektu. Bywa też tak, że rzeźbiąc wracam do rysunku. Obserwuję rzeźbę, rysując. Pracuję w ten sposób, bo rysunek wiele mi podpowiada. Chyba jest to pewnego rodzaju pragnienie naruszania liniowości, miękkości – sztywności czy też bliskości i nastroju jaki wywołuje szkic, który potem mogę przełożyć na rzeźbę.
Zaintrygowana doświadczaniem macierzyństwa, podpatruję pozy, sytuacje, by stworzyć na ich podstawie swoje własne kompozycje. Kolekcja składa się z dwóch grup. Jedna z nich nawiązuje do tradycyjnej techniki rzeźbiarskiej, jaką jest klasyczne formowanie w glinie – metoda dodawania i odejmowania. Zaczynając modelunek już w pierwszych momentach pracy, przy pomocy różnych narzędzi rysuję po formie. Z tej miękkiej materii próbuję kształtować figury, które wychodzą od formy obłej po ostro cięte krawędzie. Docelowo na ich powierzchni zostawiam rysunek. Gotowe formy odlewam w gipsie. Drugą grupę – rzeźby z narzutu – stanowią obiekty złożone z płyt kartonowo – gipsowych, metalowych prętów, pakuł, gipsu, zarysowanego papieru. Są to konstrukcje stworzone na bazie prostych skrzyżowań, cienkich płaszczyzn, wyobleń. Podczas pracy moja uwaga skupia się na rysowaniu i wycinaniu poszczególnych elementów z płyt. Gotowe kształty spajam przy pomocy pakuł, prętów i gipsu. Po złączeniu odchodzę od rzeźby po to, by zobaczyć ją w całości. Dostrzegałam w niej jedynie ogólny kształt, kontur, plamę (podobnie jak w procesie szkicowania). Oglądam, obracam, oceniam czy kształt, który przeniosłam ze szkicownika na formę przestrzenną jest odpowiedni. Wpatrywanie się w rzeźbę jest jak medytacja, rozważasz określone przez siebie kształty, kierunki, ciężary po to, aby obraz przedstawiany był zgodny z twoim zamiarem. Gdy okazuje się właściwy narzucam więcej gipsu, a po związaniu tworzywa szlifuję, nakładam czarne linie i jednocześnie łagodzę plamami białej farby. Wybrane realizacje odlewam w aluminium lub brązie.
                                                      Matka, gips, 2016
                                                         Matka i dziecko, gips, 2018
Jesteś mamą dwóch dziewczyn: Kaliny i Amelii. Opowiedz o nich.
Amelia ma 3 lata. Jest wrażliwa, wesoła. Lubi malować, tworzy swoje obrazy. Kocha książki. Kalina ma rok i jest nieco bardziej charakterna niż jej siostra. Dziewczyny lubią spędzać czas w pracowni. Idealnie jest wtedy kiedy rozkładam duży arkusz papieru i możemy razem rysować. Zabawa z rysowaniem, malowaniem czy rzeźbieniem daje im mnóstwo radości. Nawet doszło do kilku realizacji, w których Amelia miała swój czynny udział. Pozwoliłam jej na swobodne kształtowanie formy dziecka poprzez wygniatanie w glinie. Po przyłożeniu do mojej rzeźby matki idealnie pasowały do siebie. Zawsze jest bardzo podekscytowana tym, co może wydarzyć się w pracowni. Kalina jest na początku poznawania świata. Lubi bazgrać po kartce niefrasobliwymi ruchami rączek, cieszy ją nanoszenie kolorów na papier. Staram się nie narzucać dziewczynkom moich zainteresowań, to jest dla nich naturalne, widzą mamę przy takiej pracy.
Łatwo pogodzić pracę artystyczną z byciem matką? Chodzi mi głównie o czas, obowiązki, rzeczy bardzo przyziemne…
Oczywiście łączenie pracy z macierzyństwem było i jest trudne. Wraz z Pawłem – moim mężem staramy się wspólnie godzić obowiązki domowe. Zazwyczaj gdy wraca z pracy do domu, to on bierze dzieci pod skrzydła. Wtedy mogę sama pobyć w pracowni.
Czego możemy Ci życzyć?
Dużej wytrwałości, odpowiedniej koncentracji, wyczucia, lekkości, finezji i dalszej pasji tworzenia.
Dorota Morawiec – Winiarska (ur. 1989). W latach 2010 – 2016, studia na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta we Wrocławiu. Należy do kolektywu artystycznego Thinkpink Gang. 

Więcej prac Doroty znajdziecie na jej Instagramie. Zapraszamy.

Więcej ciekawych wywiadów znajdziesz w naszym majowym e-wydaniu! 147 stron inspiracji stworzonych z myślą o Tobie.

Tagi: , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
32 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: