Danuta Chlupova: Moja książka jest powieścią o odkrywaniu rodzinnej tajemnicy, o miłości, odpowiedzialności za swoje decyzje i decyzje innych

Urodziła się i mieszka w Czechach, ale czuje się Polką. Przez pięć lat pracowała nad swoim debiutem. Jej powieść „Blizna” łączy w sobie wątki wojenne z współczesnymi. Autorka zadaje w niej pytanie: czy gdzieś znajduje się granica, za którą leżą uczynki, których nie da się już wybaczyć…

Gratuluję wygranej w konkursie „Literacki Debiut Roku”. Pamięta Pani chwilę, kiedy dowiedziała się, że to właśnie Pani pracę jury wybrało spośród ponad 200 zgłoszeń?

Pamiętam. Wracałam akurat pociągiem ze Svitav – to takie prowincjonalne miasto w Czechach – i przeglądałam Internet. Byłam zaskoczona, że znalazłam się w szóstce finalistów. Jednak dopiero na gali rozdania nagród w Gdyni dowiedziałam się, że wygrałam. Do Gdyni jechałam całą noc, autobusem z Bielska-Białej, dosłownie przez całą Polskę, bo mieszkam tuż za jej południową granicą. Ale warto było…

Niebawem wielka premiera „Blizny”. Jakie uczucia Pani towarzyszą?

Trochę się niepokoję, bo to bądź co bądź moja pierwsza tego typu premiera. Z zawodu jestem dziennikarką, pracują w gazecie „Głos Ludu” – wydawnictwie dla Polaków w Czechach. Jako dziennikarka często bywam na różnych galach, promocjach i tym podobnie. Ale wtedy jestem tym, kto obserwuje, to ja przepytuję innych, robię im zdjęcia, sama natomiast nie jestem w centrum uwagi.

W swojej książce przedstawia Pani tragiczne losy wioski, leżącej po czeskiej stronie Śląska Cieszyńskiego. Przeszłość przeplata się tutaj z teraźniejszością. Fizyczne i psychiczne „blizny” determinują losy i wybory bohaterów. Jak długo pracowała Pani nad tą powieścią?

Oj, bardzo długo… Zaczęłam ją pisać chyba z pięć lat temu. Przyznam, że szło mi ślamazarnie, ale nigdy nie wątpiłam, że pewnego dnia skończę tę książkę. Gdyby nie konkurs Literacki Debiut Roku, to może wciąż jeszcze nie byłaby gotowa. Konkurs zmobilizował mnie. To taki trochę paradoks – w redakcji gazety jestem przyzwyczajona do szybkiego i terminowego oddawania tekstów, tymczasem pisząc książkę, nie określiłam sobie żadnych terminów. Może dlatego, że traktowałam pisanie powieści jako hobby.

Rozmawiała Pani z wieloma świadkami historii. Musiały być to bardzo trudne rozmowy…

Historię Żywocic – wioski leżącej dziś na terenie Czech, w której w czasie wojny zginęli Polacy, zaczęłam poznawać na długo przed tym, nim w ogóle podjęłam się pisania tej książki. Ta historia wydarzyła się blisko miejsca, gdzie mieszkam, opowiadali mi o niej dziadkowie. Wiele lat później, pracując już w gazecie, spotykałam się z żyjącymi jeszcze świadkami tamtych wydarzeń, przygotowując reportaże do prasy. To wszystko pomogło mi w pisaniu tej książki.

Jak Pani bohaterom udało się żyć z tak głębokimi „bliznami”? Czy po tym wszystkim w ogóle możliwy jest powrót do normalności?

Życie toczyło się dalej. Moja babcia także straciła narzeczonego w Żywocicach. Aż do swojej śmierci miała w albumie jego zdjęcie. Ale po wojnie wyszła za innego mężczyznę – mojego dziadka. Gdyby było inaczej, nie byłabym sobą, tylko kimś innym, miałabym częściowo inne geny. Tak chyba miało być. Tytuł mojej książki – „Blizna” ma o wiele szersze znaczenie. Pierwszoplanowo to nie jest powieść wojenna, lecz obyczajowa. O tym, że blizny fizyczne mogą zasadniczo wpłynąć na nasz stosunek do innych ludzi, na nasze podejście do życia, o tym, że rozpacz dyktuje rozpaczliwe rozwiązania… Powieść ma także współczesną płaszczyznę – jej główna bohaterka to kobieta pracująca w firmie handlowej, w Polsce. Przyjeżdża do Czech, by rozkręcić zagraniczną filię i przypadkowo trafia na ślady żywocickiej tragedii. Kiedy dowiaduje się więcej o tym wydarzeniu, zaczyna podejrzewać, że Żywocice mają coś wspólnego z młodością jej teściowej. I wkrótce stanie przed nie lada dylematem…

„Blizna” to pani debiut. Myśli Pani o kolejnych publikacjach?

Nie tylko myślę, ale nawet zaczęłam już pisać kolejną książkę. Mam nadzieję, że tym razem uporam się z nią szybciej, choć na razie zdążyłam napisać tylko pierwsze rozdziały. Ponownie pojawi się w niej wątek współczesny i wątek wojenny, ale ujęty w zupełnie inny sposób.

Jest Pani Czeszką, dlaczego zdecydowała się Pani wydać książkę akurat w Polsce?

Jestem obywatelką Czech, lecz nie Czeszką. Uważam się za Polkę, choć urodziłam się i całe życie mieszkam w Czechach. Moją małą ojczyzną jest Zaolzie – część Śląska Cieszyńskiego, która po I wojnie światowej została przyłączona do ówczesnej Czechosłowacji. Na Zaolziu żyje kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Dlatego też mamy własną gazetę, a także własne szkoły i organizacje. To byłaby dla mnie duża satysfakcja, gdyby polscy czytelnicy dzięki mojej książce odkryli Zaolzie. Tak, jak odkryła je bohaterka „Blizny”, Katarzyna.

To absolutnie nie jest pozycja tylko dla pasjonatów wydawnictw regionalnych czy historycznych. Moja książka jest powieścią o odkrywaniu rodzinnej tajemnicy, o miłości, odpowiedzialności za swoje decyzje i decyzje innych. I o tym, czy gdzieś znajduje się granica, za którą leżą uczynki, których nie da się już wybaczyć. Ja ustami jednego z bohaterów odpowiedziałam na to pytanie, czytelnicy może odpowiedzą sobie inaczej…

Przeczytaj również: Grażyna Jeromin-Gałuszka: Człowiek zawsze będzie poszukiwał swojego „ja”.

Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
95 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: