Joanna Kowalczyk: Mówi się, że w górach jest się bliżej Boga. Ja na pewno jestem w nich bliżej siebie

Biegać, być blisko natury, żyć w zgodzie ze sobą, jeść rośliny i nie bać się wilków. Joanna pokazuje, że taki scenariusz istnieje naprawdę. Można inaczej. Warto.

Czym różni się bieg po górach od zwykłego biegu po lesie, czy mieście?

W moim odczuciu głównie chodzi o różnicę pomiędzy biegiem w terenie (góry, las), a biegiem w mieście, wzdłuż domów, chodników ulic, aut i przede wszystkim po asfalcie. Różnic jest tak wiele jak różne są te dwa środowiska – znajduję je w nawierzchni, otoczeniu, kolorach i powietrzu. Również cel takiego biegania jest inny. W górach czuję przestrzeń, jakiej nie daje mi żadne inne miejsce jakie znam, widzę horyzont pełen szczytów i pofałdowań, brak w nich monotonii, do której nie dopuszczają zmieniające się pory roku i chmury. Wszystko w nich jest naturalnie piękne, stworzone przez przyrodę. Mówi się, że w górach jest się bliżej Boga. Ja na pewno jestem w nich bliżej siebie.Góry są mi potrzebne, miasto nie. Pocieszam się, że w przeciwieństwie do lasów, tak łatwo ich człowiek nie zniszczy.


Po dziesięciu latach rzuciłaś pracę naukową i założyłaś własną działalność – Bieganizm. Długo dojrzewałaś do tej decyzji? Pamiętasz, co wtedy czułaś?

Zanim przewartościowałam swoje życie, a stało się to prawie 4 lata temu, myśl o własnej działalności kiełkowała około roku –właściwie od kiedy zaczęłam biegać po górach. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kilka równoległych zdarzeń sprawiło, że zakasałam rękawy i podjęłam konkretne decyzje. Zrezygnowałam z pracy naukowej, przeprowadziłam się z Warszawy do Wrocławia i założyłam działalność skupiającą się głównie na organizacji imprez sportowych, wydarzeń „innych niż wszystkie” oraz na marketingu w mediach społecznościowych.

„Z górami jestem w poligamicznym związku. Widuję się z wieloma. Oficjalnie i bez tajemnic. Kocham je wszystkie” – napisałaś. A czy istnieje pora roku, podczas której szczególnie chętnie je odwiedzasz?

Góry mają tę zaletę, że są piękne o każdej porze roku. Uwielbiam wiosnę, lato, jesień i zimę. Jestem „chłodnolubna”, choć dobrze biega mi się też w upale. Mimo tego najmniej tęsknię za górami w środku lata, za to wyjątkowo piękne, bo kolorowe, są w maju, czerwcu i na jesieni. Zima zachwyca ośnieżonymi szczytami i pięknie ubranymi w śnieg drzewami. Jednak to, na co bardziej zwracam uwagę, to chmury. Często tworzą niesamowitą i niepowtarzalną scenerię, od której ciężko oderwać wzrok. Podczas zawodów przeżywam dylematy czy biec, czy może jednak się zatrzymać i zrobić zdjęcie. Ponieważ z reguły nie mam zacięcia na poprawę wyniku czy bardzo dobrą lokatę, wybieram drugi wariant i pozwalam sobie delektować się widokami. Podczas treningu albo biegowej wycieczki, nie mam takich rozterek.


Lubisz eksperymentować w kuchni, ostatnio kisiłaś pomidory. Jakich smaków poszukujesz w swoich daniach?

Wbrew pozorom od zawsze poszukuję smaków z dzieciństwa. Jakość jedzenia bardzo się zmieniła, gotując roślinnie jeszcze trudniej odnaleźć smaki tradycyjnej kuchni. Ale odkrywam też dużo nowych i to jest fascynujące, że coś, co jest rośliną, odpowiednio przyprawione i w określonych proporcjach, może smakiem przypominać np. mięso albo ser. Bycie weganką jest twórcze, służy zarówno mojemu ciału jak i duszy.Nigdy nie czułam się lepiej i bardziej kulinarnie spełnioną.

Jesteś mamą Ksawerego, łatwo przekonać dzieci do zdrowego odżywiania?

Najłatwiej chyba dawać przykład bez konieczności przekonywania. Jeśli w domu jada się zdrowo, dziecko poprzez obserwację czerpie wzorce. Tak jest oczywiście ze wszystkim, nie tylko z jedzeniem. Według mnie to najlepsza metoda wychowawcza. Mój syn jest „wszystkożerny” z tą zaletą, że jest bogatszy o kuchnię roślinną. Uwielbia humus, wegańskie burgery, jada ogromną ilość warzyw, jest fanem przypraw takich jak kurkuma czy pieprz, uwielbia chipsy z jarmużu i brukselki. Pija wszelkie rodzaje mlek roślinnych, dużo wody i świeżo wyciśniętych soków. I widać, że mu to smakuje, szczególnie, że niemal wszystko w domu robimy sami. Nie mamy cukru, soków w kartonach i coca-coli. Oczywiście w szkole jada to, co jest i jak większość dzieci bardzo lubi słodycze. Zachowujemy równowagę, co daje mi nadzieję, że syn wyrośnie na młodzieńca z mocnym i świadomym kręgosłupem osadzonym na dobrych wzorcach.


Nie czujesz się czasem ograniczana przez swój weganizm? Nie masz ochoty na odstępstwa od diety?

Absolutnie nie. Nigdy ani przez moment tak nie czułam, nie tęskniłam za tym z czego zrezygnowałam. Myślę nawet, że czasem jest odwrotnie, że ludzie jedzący tradycyjnie, zamknęli się w monotonnej kuchni opartej na niezmiennych, „tradycyjnych”posiłkach. Jakże są zaskoczeni, kiedy pokazuję im inne potrawy i otwieram na nowe smaki. Weganizm jest bardzo wartościowy, kolorowy i różnorodny – tak jak różnorodne są stragany pełne warzyw, owoców, nasion, kasz, grzybów. I jak pięknie to wszystko pachnie! Czuję się zdrowa i w zgodzie z sobą, a także ze zwierzętami, które kocham. Nie wróciłabym już do zapachu kuchni, w której np. smaży się mięso. Od ponad 7 lat to nie mój świat, choć akceptuję i toleruję inne światy, szczególnie moich bliskich – tak jak oni akceptują mój. Każdy sam dokonuje swoich wyborów, jednak kiedy ktoś napisze do mnie, że właśnie zrezygnował z mięsa, i że nigdy nie czuł się lepiej, to nie ukrywam radości.

Jak to jest z tymi wilkami? Nie musimy się ich bać?

Nie. Jest wiele mitów, które wloką się za wilkami od stuleci. Baśnie wyrządziły krzywdę zarówno wilkom, jak i nam. Utrudniły nam bardzo przybliżenie się do tych niesamowitych zwierząt, od których pochodzą przecież najlepsi przyjaciele człowieka – psy. Smutne jest też to, że w domach i w szkołach wciąż uczy się lękać lasu i zwierząt w nich żyjących. Las i zwierzęta to część wspaniałej natury i źródło niesamowitej wiedzy. Wilki tworzą rodziny, które są trwalsze od niejednej ludzkiej. Od wilczej matki i ojca, przewodników stada, moglibyśmy się wiele nauczyć. Rodzeństwo trzyma się razem i wzajemnie się pilnuje, podczas gdy rodzice polują. Coś pięknego. Takich ciekawostek jest wiele, a ja zupełnie nie rozumiem, jak można chcieć na nie polować i cieszyć się z takiego trofeum. Na szczęście organizacje takie jak Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”, do której mam przyjemność należeć od jakiegoś czasu, prowadzi wykłady o wilkach m.in. w szkołach. Cieszą się one wielkim zainteresowaniem. Sama ostatnio ze znajomym – specjalistą od wilków, zaczęłam organizować warsztaty naukowe poświęcone wilkom. Trzeba o tym mówić i uświadamiać ludzi, pokazywać jak jest naprawdę, bo wilki są przyrodzie i Polsce bardzo potrzebne.

W Twojej kuchni wiszą zasłonki z medali. Co one dla Ciebie znaczą?

Nigdy wcześniej nie eksponowałam swoich medali, trzymałam je w pudełku razem z numerami startowymi, na pamiątkę. Jednak któregoś dnia, kiedy wieszałam zasłony w sypialni, zorientowałam się, że wystarczy mi materiału tylko na dwa okna, i że kuchni nie mam już czego powiesić. Spontanicznie zrodził się pomysł na powieszenie medali. Okazało się, że prezentują się świetnie i tak zostały. Od niemal 2 lat codziennie na nie patrzę i wieszam kolejne. Przypominają mi o przedstartowej euforii, o ciężkiej pracy podczas biegu, szczególnie na dystansach ultra i o wielkiej radości na mecie. Do niektórych mam szczególny sentyment, np. do pierwszego górskiego biegu 4 lata temu – półmaratonu w Lądku Zdroju. Od tamtego czasu co roku tam wracam, zmieniają się jedynie dystanse. Jestem sentymentalna.


Masz postanowienia noworoczne?

Tak, kilka drobnych, ale ważnych m.in. aby ograniczyć używanie telefonu komórkowego jedynie do dzwonienia, pisania SMS-ów i robienia zdjęć, by powrócić do czytania dobrych gazet, tygodników czy kwartalników. Chcę także ponownie zacząć medytować, nauczyć się lepiej słuchać i jeszcze więcej rozmawiać z bliskimi, bez obecności telefonu na stole.

Czego możemy Ci życzyć na rok 2018? 

Zdrowia i skończenia pisania mojej pierwszej książki i jej pomyślnego wydania.

Zapraszamy na stronę Joanny – Bieganizm.

Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
321 shares