Beata Śniechowska: Po zjedzeniu skropiona, larw i pasikoników…jestem otwarta na nowe smaki

Pasja do gotowania całkowicie zmieniła jej życie. Poszła za głosem serca, dzisiaj wydaje książki kulinarne i prowadzi własną restauracją.
O tym wszystkim, o swoich ulubionych smakach i ciągłej chęci rozwoju opowiedziała nam Beata Śniechowska.

Dla swojej pasji zaryzykowałaś karierę naukową. Nie muszę pytać czy było warto, zapytam więc czy było łatwo?
To była trudna decyzja. Kariera naukowa na Politechnice Wrocławskiej jawiła mi się w świetlanych barwach, lubiłam moją pracę, uczelnię, stabilizację. Jednak tak silna pasja do gotowania, determinacja i chęć zgłębienia wiedzy kulinarnej sprawiła,że nie bałam się zaryzykować i postawiłam wszystko na jedną kartę. Zaraz po obronie doktoratu, spakowałam się i wyjechałam na staże kulinarne, zmieniając zupełnie specyfikę dotychczasowej pracy, życia, otoczenia. Znalazłam szczęście.
Swoją pierwszą restaurację otworzyłaś w tamtym roku, długo dojrzewałaś do tej decyzji? Opowiedz o tym miejscu.
Menu Motto to uosobienie moich marzeń. To restauracja z nowoczesną kuchnią polską, która karmi wszystkie zmysły naszych Gości. Przytulny wystrój wnętrz, dużo zieleni, drewna, piękna porcelana, świetny serwis, to poza moimi daniami czynniki, które sprawiają, że chce się tu przebywać, ucztować i powracać.
Piszesz, że Twoja najnowsza książka „Pyszne poranki” jest zupełnie inna od „Smaków marzeń”. Na czym polega ta różnica?
„Pyszne poranki” to książka napisana przez spełnioną, szczęśliwą kobietę, która odkryła swój wewnętrzny spokój i zorientowała się, że nie musi sobie już nic więcej udowadniać. Jestem świadoma, że nie mam aż tak długoletniej praktyki w branży gastronomicznej jak moi koledzy. z ponad 20 letnim bagażem doświadczeń. Mam za to inne cechy, które sprawiają, że techniki kulinarne oraz produkty, które wykorzystuję potrafią zaskoczyć formą podania i smakiem. W książce „Pyszne poranki” zaprezentowałam ponad 100 inspirujących dań, które są proste i szybkie do wykonania przez każdego. Poradzi sobie z nimi nawet dziecko.
Odbyłaś staż między innymi w Bistro de Paris u Michela Morana, czego się od niego nauczyłaś?
Staż u Michela był niesamowity. „Przerobiłam” tam mnóstwo świetnych produktów, z którymi nie miałam wcześniej styczności. Już pierwszego dnia filetowałam palie alpejskie, porcjowałam gołębie i przygotowywałam bazy do aromatycznych sosów. Nauczyłam się tam gotowania według solidnych reguł kuchni francuskiej, otworzyłam umysł na nowe doznania kulinarne i posmakowałam niezwykłych dań. Po kilku miesiącach intensywnej i twórczej pracy potrafiłam naprawdę wiele, a jednocześnie miałam wrażenie, że jeszcze bardzo dużo przede mną – czego dowiódł staż u kolejnego mistrza sztuki kulinarnej, Pawła Oszczyka. To chyba jest najpiękniejsze w gastronomii – można latami się szkolić, uczyć, czytać, podróżować, smakować i odkrywać. A pewnego dnia przychodzi do Ciebie młody kucharz i prezentuje (czasami przypadkowo) połączenie smaków, które totalnie Cię zaskakuje i odkrywasz dzięki temu, jak jeszcze wiele przed nami… .
Coś zmieniło się w Twojej kuchni, odkąd zostałaś mamą?
Wszystko (śmiech). Wszystkie posiłki przygotowuję z synkiem, oczywiście jeżeli ma na to ochotę. Gotowanie z Marcelem to wielka przygoda – nigdy nie wiem, jaki będzie efekt finalny. Jedynie bałagan jest do przewidzenia – ale i z tym sobie radzimy, podczas sprzątania zawsze pomaga nam gadająca koparka i oczywiście Zygzak Mcqueen. Z taką ekipą nie może być nudno i niesmacznie.
Jakiego dania nigdy nie wzięłabyś do ust? I nieco łagodniej- za którymi potrawami nie przepadasz?

Po zjedzeniu skropiona, larw i pasikoników… nie wiem… Raczej jestem otwarta na nowe smaki. Lubię ostrygi, podroby, wszelkie możliwe kasze i warzywa. Ta kulinarna otwartość sprawia, że chcę spróbować jak najwięcej „świata” i zarazić takim podejściem moich najbliższych.

Więcej ciekawych wywiadów znajdziesz w naszym majowym e-wydaniu! 147 stron inspiracji stworzonych z myślą o Tobie.

Tagi: , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis