Barbara Olech: Jestem wdzięczna za to, że mogę tańczyć

fot. Natalia Kabanow / Teatr Muzyczny Capitol
Taniec to bardziej sport czy sztuka?
Zdecydowanie sztuka! Wymagająca jednak atletycznego, sportowego przygotowania. Rzeczywiście jest to odwieczny spór i dlatego chyba nigdy do końca nie przepadałam za rywalizacją w tańcu na zawodach. Nie da się  jednoznacznie stwierdzić kto jest „lepszy”, zawsze będzie to subiektywna opinia. Bo „szybszy”, „silniejszy”, nie znaczy tutaj lepszy. Poza tym do tego dochodzą emocje i wyraz artystyczny. A dla mnie w tańcu to jest najważniejsze. Uwielbiam oglądać tańczących ludzi, którzy naprawdę cieszą się z tego, że tańczą. Sama również uwielbiam ten stan, w którym nic innego się nie liczy. Dlatego często na swoich  zajęciach proszę, aby uczniowie wyobrazili sobie, że są sami w swoim pokoju. Wtedy nie przejmujemy się czy ktoś patrzy czy nie i jesteśmy naprawdę sobą.  A w tańcu prawdy nie da się oszukać. I ta prawda jest zawsze najpiękniejsza. Jednak musimy pamiętać, w szczególności gdy mówimy o szczeblu profesjonalnym, że w tańcu nasze ciała eksploatowane są do maximum. Dlatego bardzo ważny jest dodatkowy trening funkcjonalny, wzmacniający. Często tańcząc wzmacniamy pewne mięśnie dużo bardziej, niż potrzebowałoby nasze ciało do normalnego funkcjonowania. Wtedy tworzą się dysproporcje, które mogą prowadzić m.in do kontuzji.
Pamiętasz moment, kiedy poczułaś, że taniec to jest to, co chcesz robić w życiu?
Hehe…nie…bo ja po prostu nigdy nie potrafiłam sobie wyobrazić, że przestanę tańczyć. I tak trwa to już wiele  lat. W życiu każdy z nas jest trochę artystą, kreatorem. Myślę, że po prostu moim polem jest taniec. Dlatego, że na tańce zapisała mnie mama w sumie przez przypadek. Tak pewnie robiłabym coś innego z taką samą pasją. Chociaż podobno nie ma przypadków. Dużo czasu jednak zajęło mi uświadomienie sobie…a bardziej pokonanie strachu….że to jest to, z czego chcę i z czego będę się utrzymywać. Trochę pewnie ze strachu poszłam na studia na politechnikę, chociaż w liceum wydawało mi się to normalną dalszą drogą. Zawsze lubiłam matematykę. Co prawda nie żałuję tego ani trochę , pomimo , że nie pracuję w zawodzie, a pięć lat studiów naprawdę wymagało poświęceń i pracy. Chociaż chyba dlatego, że tańczyłam, zawsze oddawałam projekty w pierwszych terminach. Co chwilę jechałam na warsztaty, miałam spektakle i wiedziałam, że jak nie zrobię tego od razu, to nie zrobię w ogóle. Taniec dawał mi motywację. Wierzę, że każdy ma swoją drogę i na pewno potrzebowałam tych studiów, żeby nauczyć się czegoś o sobie. Pamiętam jak po magisterce, moja Pani Promotor chciała mnie polecić na praktyki w Anglii…później obejrzała moje filmiki na YT i powiedziała, że mnie nie poleci, bo ja mam tańczyć.
Niedawno wróciłaś z trzymiesięcznych warsztatów w Los Angeles, jak było? Co dał Ci ten czas?
Był to piękny czas. Na pewno bardzo intensywny. Trzy miesiące spędzone na sali z ludźmi , którzy bardzo ciężko pracują, kochają to co robią i walczą o swoje marzenia. Zapłacili ogromne pieniądze, aby uczyć się od najlepszych i przyjechali do LA z całego świata. Ciągła motywacja do jeszcze większej pracy, nawet jak czasem wstawało się rano i myślało, że dzisiaj to już nie będzie się miało siły. Uwierzyłam w siebie, że mogę naprawdę wszystko, bo jakby mi kilka lat temu ktoś powiedział, że będę na takich warsztatach, to nie uwierzyłabym.
Poznałam ludzi, na których mogę liczyć, pomimo tego, że mieszkamy daleko od siebie. I nie boję się powiedzieć, że będziemy przyjaciółmi do końca życia. Praca z Daną jest czymś nie do opisania. Kreuje ona przestrzeń, w której każdy czuje się bezpiecznie i nie boi się próbować. Trzy miesiące to była ogromna praca nie tylko fizyczna, ale również i mentalna. Oprócz treningu tanecznego, mieliśmy również zabójczy trening fizyczny, ale też spotkania z Daną jeden na jeden,w czasie których rozmawialiśmy o swoich celach, marzeniach. Mam ogromną nadzieję, że jeszcze spotkam się z Daną na sali tanecznej, bo wiem, ze wciąż bardzo wiele się mogę od niej nauczyć. Dzięki temu wyjazdowi doprecyzowałam swoje cele na najbliższe kilka lat, a później zobaczymy, nigdy nie wiadomo co na nas czeka.
fot. Agata Piątkowska
Twoja taneczna droga, wymaga wielu poświęceń. Przeszłaś rekonstrukcję kolana, a mimo to nie poddałaś się…co dawało Ci wtedy siłę, motywowało do walki?
Pamiętam, że jak się dowiedziałam, że niestety więzadło jest zerwane, a operacja jest niezbędna, jeśli dalej chcę tańczyć, to jedyne pytania, jakie sobie zadawałam było: kiedy, za ile i jak długo nie będę mogła tańczyć.  Nie przeszło mi przez myśl, że mogę zrezygnować z tańca. Chociaż miałam chwilę zwątpienia i po operacji nawet wysłałam kilka CV szukając pracy jako inżynier, na szczęście nikt nie odpowiedział. Jednak nie był to dla mnie łatwy czas, na początku brzmiało to jak katastrofa…natomiast w jakiś dziwny sposób cieszę się, że mi się to przytrafiło. Dzięki temu bardziej doceniam to, że mogę tańczyć, nabrałam dystansu i pokory do wielu rzeczy. Ogromne wsparcie dostałam wtedy od bliskich mi osób, oraz wielu osób ze środowiska tanecznego. Mój chłopak za moimi plecami,  razem z przyjaciółmi ze studia Street Dance Academy, zorganizował zbiórkę, aby pomóc mi pokryć koszty operacji. I w akcję zaangażowało się wiele osób z całej Polski! Nawet jak teraz o tym piszę, wydaje mi się to niesamowite i  jestem za to ogromnie wdzięczna. Miałam taką myśl, że skoro tyle osób wierzy we mnie i jest chętnych mi pomóc, żebym mogła tańczyć, to nie mogę ich zawieść. Po operacji działałam bardzo mechanicznie i skupiałam się na zadaniach, ćwiczyłam codziennie, na sali lub w domu. To też pomogło mi przetrwać, bo wiedziałam, że dużo zależy ode mnie i właśnie od rehabilitacji.  Pamiętam, że miałam tylko dwa dni przerwy w prowadzeniu zajęć. Czyli dni operacji. Cały czerwiec pracowałam   i prowadziłam zajęcia, na szczęście mam wspaniałych ludzi wokół siebie, którzy albo mi asystowali albo pomagali się przemieszczać. No i wspaniałe dzieci, które się słuchały i dzielnie ćwiczyły. Stosunkowo szybko wróciłam na salę, ale dość długo tańczyłam jeszcze w ortezie. Tak też pojechałam na casting do „Bazy”, agencji tanecznej prowadzonej przez Sandy Rzeźniczak i Mariusza Kotarskiego, który przeszłam pozytywnie.
W czasie rehabilitacji stworzyłaś serię filmików „Who said that I can’t dance”, opowiedz o tym projekcie.
Jako, że nie mogłam używać do tańczenia nóg, wymyślałam choreografie tylko na górę swojego ciała, których uczyłam na zajęciach. I nagle sobie uświadomiłam, że lekarze ciągle mi mówili, że nie mogę tańczyć, a ja przecież tańczę! No i stwierdziłam, że szkoda to zachować dla siebie. Poza tym wiedziałam, że jak się czymś zajmę, to nie będę się nad sobą użalać.  Zapytałam więc przyjaciół czy  nie chcieliby ze mną stworzyć kilku choreografii, które później nagramy. W sumie powstało pięć filmików, do dwóch z nich ułożyłam choreografię sama, a do trzech z osobami bliskimi mi tanecznie. Razem z Marcinem Florczakiem, znanym jako FLOOMEDIA, nagraliśmy wszystkie w ciągu dwóch dni,  w różnych miejscach we Wrocławiu. Chciałam, żeby filmiki różniły się od siebie charakterem i stylem.  Na początku cieszyłam się ze zwykłego faktu, że mogę się czymś zająć zamiast siedzieć w domu i znalazłam sposób, żeby taniec funkcjonował w moim życiu. Później zdałam sobie sprawę, że filmiki mogą też być fajną inspiracją i motywacją dla innych, bo uważam, że projekt wyszedł naprawdę fajnie. I jak się później okazało, kilka osób doceniło moją pracę zatrudniając mnie do różnych projektów.

Dziś tańca uczysz także innych…no właśnie, czy tańczyć może każdy?
Zdecydowanie TAAAAK! Po pierwsze najprostsza definicja tańca to ruch do muzyki, a to umie każdy. Więc dla przyjemności róbmy to wszyscy;) Jeśli chodzi profesjonalną ścieżkę to …zdecydowanie talent pomaga, ale najważniejsza jest ciężka praca. Bo nie jest to łatwa droga. I trzeba kochać taniec, to musi być motywacja sama w sobie. Wszystkie inne rzeczy takie jak występy, nagrody itd. mogą być tylko dodatkami. Bo trzeba kochać siedzenie na sali, a właściwie to nie siedzenie, tylko ciężką pracę na tej sali. Znam bardzo wiele zdolnych osób, które rezygnowały, bo zabrakło im motywacji. Mam też niestety wrażenie, że młodsze pokolenia mają coraz mniej cierpliwości i chcieliby wszystkie efekty mieć od razu. A niestety, w tańcu trzeba mieć baaardzo dużo cierpliwości, bo szybkie efekty jest trudno zauważyć.
Co Cie inspiruje do tworzenia choreografii?
Muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka. Oczywiście, czasami do jakiegoś konceptu zainspirują mnie inne osoby, spektakl, inna forma sztuki, ale zawsze na końcowy efekt największy wpływ ma muzyka. Zawsze wiele razy słucham danej piosenki, zanim zdecyduję się do niej ułożyć choreografię.

O czym marzysz? Jakie masz plany?
Nigdy nie miałam sprecyzowanych marzeń, życie samo pokazywało mi co powinnam robić dalej. Zawsze po prostu chciałam tańczyć i robić to jak najlepiej.  A najlepiej wiąże się z ciągłą potrzebą szukania, poznawania. Dlatego też ciągnęło mnie w różne miejsca na świecie, coraz dalej i dalej. Kocham taniec za to, że daje nieskończone możliwości rozwoju. Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że niekoniecznie zależy mi na tańczeniu z wielkimi artystami, co na pracy z wielkimi choreografami m.in takimi jak Dana Foglia, Kevin Maher, Jillian Meyers.  Na pewno chciałabym też, żeby moje życie było związane z teatrem, bo taniec tam nabiera  innego znaczenia. W najbliższych miesiącach będę pracować przy spektaklu „Blaszany Bębenek” w choreografii Eweliny Adamskiej-Porczyk, w reż. Wojciecha Kościelnia w Teatrze Muzycznym Capitol. Premiera ma miejsce w październiku, a moim zadaniem będzie zatańczenie roli Czarnej Kucharki. Jest to dla mnie spore wyzwanie, którego naprawdę nie mogę się doczekać. Mam też dalsze plany, jednak o nich na razie do końca nie chcę mówić. Na pewno chciałabym pracować za granicą. Nigdy jednak nie wiemy, co nam życie przyniesie, dlatego jestem otwarta na wszystko, co pojawi się na mojej drodze.

Barbara Olech – wrocławska tancerka i choreograf. Laureatka licznych nagród mi.in. zajęła I miejsce w konkursie WORLD OF DANCE BERLIN 2013. Absolwentka wielu szkoleń i warsztatów. Ostatnio wzięła odział w prestiżowym,  trzymiesięcznym szkoleniu w Los Angeles.  
Tagi: , ,

Powiązane wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis

Comments

  1. Odpowiedz

    Dziękuję! Odpowiedź… godna JP 🙂cialis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

sixteen + eighteen =

113 udostępnień