Astrid White: Nic nie jest jak dawniej, tylko my w trójkę idąc pod wiatr, wciąż trzymamy się za ręce…

Jakie marzenia powinna mieć matka trzy letniego chłopca? Astrid pragnie tylko, by jej dziecko nie cierpiało, potrafiło w przyszłości samodzielnie funkcjonować w społeczeństwie. Choć jej macierzyństwo nie jest usłane różami, potrafi nawet trudne momenty przekuć w swoją siłę. Widzi więcej, a dowodem na jej wyjątkową wrażliwość są jej fotografie. Prace obok, których nie przechodzi się obojętnie.

fotografia autorstwa Astrid
Pamiętasz swoją pierwszą myśl, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?
Nie była to myśl, a poczucie bezpieczeństwa, spokój i uczucie odnalezienia swojego właściwego miejsca i czasu w szalonym wszechświecie.
Ile lat ma Maks? Na co choruje? Jakim jest dzieckiem?
Maks ma trzy lata, ma również parę ‘bonusów’ od losu, spektrum autyzmu jak i inne zaburzenia w tym sensoryczne. Jest mimo wszystko dzieckiem bardzo spokojnym, acz wymagającym. Wrażliwym i wybuchowym za razem, ciężko nadążyć za jego zmianą nastrojów.
Pierwsza reakcja, kiedy dowiedziałaś się, że Twój synek jest chory…
Diagnoza nie była iście filmowa, kiedy to siedzisz w gabinecie i słowa lekarza przypierają Cię do muru, a przed oczami przelatuje życie. To co złe zaczęło rozwijać się w nim od momentu ukończenia piątego miesiąca życia, wiedzieliśmy o tym doskonale, ale lekarze nas zbywali, znajomi i część rodziny uważali nas za przewrażliwionych na punkcie pierworodnego. Diagnoza w wieku lat dwóch była dla nas tylko potwierdzeniem tego co już wiedzieliśmy, pierwszą reakcją była zwyczajnie chęć podjęcia walki i niesienia pomocy naszemu Małemu Księciowi.
Choroba synka sprawiła, że na jakiś czas musiałaś zrezygnować z pracy zawodowej. To była trudna decyzja?
Tak naprawdę nie byłam aktywna nawet życiowo już podczas ciąży, która nie należała do najłatwiejszych. Nie była to też trudna decyzja, kiedy w grę wchodzi zdrowie i ochrona życia to zawsze będzie jedno i drugie na pierwszym miejscu.

Jak bardzo zmienił się Wasz świat?
Nic nie jest jak dawniej, tylko my w trójkę idąc pod wiatr, wciąż trzymamy się za ręce. Jeśli można to do czegoś przyrównać to do walki Winony Rider w serialu Stranger Things, plus świat Maksa, ten drugi świat ‘upside down’, lustrzane odbicie tego co zwykłe, proste i wyraźne, ale…no właśnie ALE.
Macierzyństwo wpłynęło na Twój sposób patrzenia na świat, w tym na fotografię?
Bardzo, a nawet bardziej. Nikt poza moim mężem nie może już powiedzieć, że mnie zna. Jestem kimś zupełnie innym, choroba i cierpienie jakie znosimy wszyscy w domu, a najbardziej Maks postawiła nas wszystkich przed faktem prozy życia, dość surowej, ciężkiej i bolesnej prozy. Inne spojrzenie na świat, na dotychczasowe problemy czy ludzi wokół. To wszystko co było już nie istnieje, w wirującym świecie widzimy tylko jeden cel. Takie życie uczy pokory, ale i otwiera niesamowicie oczy na rzeczy, o których nie miało się wcześniej pojęcia. Małe rzeczy potrafią bardzo ucieszyć, bo i niewielkie sprawy potrafią doprowadzić do łez. W fotografii nie cenię już miliona filtrów i upiększania kadrów, wolę surowe światło zastane, naturalność i emocje. Nowojorskie lata 80’ to moja największa miłość fotograficzna i inspiracja.
Co najbardziej fascynuje Cię w fotografii?
Szczerość, smak i wieczność. Lubię gdy osoba, z którą spędzam chwilę (a pomiędzy nami obiektyw), staje się moim przyjacielem choćby na tę jedną chwile. Skutkuje to naturalnością, morzem emocji i swego rodzaju zaufaniem, szczerością.Smak zatrzymanej chwili, której nie sposób powtórzyć, sekundy która przemija I nigdy nie wróci, a z drugiej strony kadr, który może przetrwać całe wieki.


Wiele matek chorych dzieci wskazuje na brak pomocy od systemu. Rodziny zostają same z chorobą dziecka. Masz podobne doświadczenia?
Sukces ma wielu ojców, porażka jednego. Wyjątków nie ma, i tak jesteśmy pozostawieni sami sobie, sami szukamy rozwiązań, sposobów i metod leczenia, które mogą poprawić jakość życia naszego syna. Wiele porażek, niekompetentnych lekarzy minęliśmy na swej drodze, ale… siłę czerpiemy odosób, które ofiarują nam swą bezinteresowną pomoc. To ludzie, którym nie jest nasz los obojętny, a właściwie los Maksia. To ONI stali się dla nas w ułamku sekundy wybawcami, za każdą taką osobą łzy lecą jak grochy, serce rośnie, a my robimy krok do przodu, misja trwa. Niekiedy są to dawni znajomi, koledzy z pracy, niekiedy nawet były pracodawca, a jeszcze innym razem ktoś w podobnej sytuacji…
Czy z tą chorobą można nauczyć się żyć, być szczęśliwym?
Oj, bardzo często słyszę: „przestań przesadzać, z autyzmem można żyć, to nie rak”- owszem to nie rak, na to się nie umiera, ale co to za życie? Czy jakakolwiek matka potrafi patrzeć na cierpienie własnego dziecka? Czy jakakolwiek szczęśliwa matka marzy o tym by jej dziecko nie trafiło do zakładu gdy jej zabraknie na świecie? Czy to są marzenia, które powinna mieć matka trzyletniego chłopca?…Moim zdaniem z autyzmem nie da się żyć i nigdy tego nie zaakceptuję, będę z autyzmem walczyć na tyle, na ile wystarczy mi sił, będę szukać i gonić przez dżunglę informacji, lekarzy i specjalistów i kiedyś powiem: „tak, nam się udało! Maks jest zdrowy i aktualnie cieszy się życiem”.
Jak wygląda Wasza codzienność?
Nasza codzienność to przeczytana tona książek, masaże, próby wejścia do świata Maksia za pomocą terapii son rise, godziny spędzone w kuchni (przyrządzanie potraw dla małego masterChefa w specjalnej diecie ‘3bez’). Nie planujemy niczego z wyprzedzeniem, wszystko zależy którą nogą wstanie Maks, tak naprawdę całe nasze życie ułożone jest pod naszego syna- może to źle, może wręcz przeciwnie….jednak nie wyobrażam sobie zmuszać do czegokolwiek zamkniętego w sobie trzylatka, który i tak już ma za sobą zbyt wiele przejść jak na swe krótkie życie.
Wiem, że zamierzasz wrócić do fotografowania, opowiedz o tym, co planujesz?
Planuję wrócić, muszę! Zaczęłam tęsknić za choćby odrobiną satysfakcji fotograficznej jaką nosi się w sobie po każdym przyzwoitym kadrze. Fotografia to sama przyjemność, miłość do pięknych obrazów zobowiązuje. Zarwane noce w poszukiwaniu inspiracji, smaku i miejsc przy lampce wina, w tle snujący piano Jazz- to coś czego mi dziś brak. Na pewno do serii portretów analogowych zaaranżuję kobietę, motyw przewodni zdradzi się sam niebawem na obrazie.

Po więcej pięknych zdjęć zapraszamy na Ig Astrid.

A jeśli chcecie w jakiś sposób pomóc Maksowi i jego mamię wpadnijcie na stronę zrzutki dla chłopca. Pamiętajcie, że ważna jest każda kwota.

 

Tagi: , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis