Anna Jadowska: Macierzyństwo to wielki wysiłek, który nie wygląda jak reklama pieluszek w telewizji

„Dzikie róże” to nowy film Anny Jadowskiej. Reżyserka przedstawia w nim historię młodej kobiety, Ewy, która pod nieobecność męża wdaje się w romans z nieletnim chłopakiem. Opowiada o emocjonalnym kryzysie kobiety, jej toksycznej relacji z mężem, rozgrywanej na tle polskiej prowincji. To film bez tez, z otwartym zakończeniem, film, który warto zobaczyć. Choćby dla świetnej aktorskiej gry Michała Żurawskiego i Marty Nieradkiewicz.

Ewa – główna bohaterka Twojego najnowszego filmu „Dzikie róże” to kobieta zagubiona, samotna, nieszczęśliwa, przez większą część filmu pasywnie przeglądająca się własnej tragedii. Co zabrało jej siłę?
Okoliczności w których się znalazła, brak głębokich związków, brak rzeczywistego dialogu z drugim człowiekiem, niemożliwość realizacji własnych potrzeb emocjonalnych.
Babcia – matka – córka w ich relacji nie ma miejsce na wsparcie i zrozumienie. Podporządkowują się mężczyznom, próbują dostosować. Czy Twój film można nazwać feministycznym manifestem?
Każdy może nazwać po swojemu mój film, ja zaczynając nad nim pracę myślałam tylko o bohaterce, nie myślałam w kategoriach manifestów, a jedynie chciałam opowiedzieć historię. To, jak to jest interpretowane, jest już poza mną. Natomiast ja sama uważam, że sytuacja kobiet w Polsce jest bardzo opresyjna, podlegamy wielu naciskom, musimy się podporządkować ustalonym zasadom i wciska nas się w zbyt ciasne ramy, szczególnie obraz matki Polki, jest bardzo szablonowy i nierzeczywisty.  Macierzyństwo to wielki wysiłek, który nie wygląda jak reklama pieluszek w telewizji.
Świat „Dzikich róż” zbudowany jest z detali, pojedynczych obrazów. Zastanawiam się, czy tworzyłaś je wcześniej „w głowie”, czy powstawały już podczas kręcenia fabuły?
Część tych obrazów powstało wcześniej, totalny plan, w którym bohaterka wychodzi na balkon i kołdra spada jej na dół, przyśnił mi się. I obraz ten był na tyle intensywny, że na długo został w mojej głowie. Większość scen miałyśmy opracowane z operatorką Małgorzatą Szyłak przed zdjęciami, w trakcie dokumentacji szukałyśmy kadrów, które nam odpowiadają i tworzyłyśmy scenopis.
Ile kosztuje Cię stworzenie tak emocjonalnego filmu? Co dzieje się z Tobą po ostatnim dniu zdjęciowym?
Filmu nie kończę w momencie ostatniego dnia na planie, tak naprawdę same zdjęcia zabierają mi najmniej czasu, jest to czas bardzo intensywny, ale pisanie scenariusza i przygotowanie do zdjęć jest również bardzo ważne i czas na planie weryfikuje to, czy udało się przed zdjęciami zbudować wiarygodny świat. Natomiast po zdjęciach wchodzi się w zupełnie inny tryb pracy. Montaż, praca nad dźwiękiem, to zasadnicze procesy, które budują rytm i dynamikę filmu. Ja kończę pracę nad filmem w momencie, gdy zamykam wszelkie działania i wysyłam film w świat. Kiedy zaczynają go oglądać widzowie, to procesy w mojej głowie, które budowały film, przestają funkcjonować i zupełnie się od niego emocjonalnie odłączam.

Jacy ludzie Cię inspirują?
Ludzie, którzy przekraczają granicę, szukający nieoczywistych rozwiązań. Ludzie, którzy nie myślą kategoriami, co im się opłaca, zarówno finansowo jak i psychicznie.
Nagrody, sława, popularność, pochwały krytyków – te rzeczy Cię w ogóle interesują?
Interesuje mnie to o tyle, że pomaga w zrobieniu kolejnego filmu, a ja lubię to, co robię i chciałabym jeszcze zrobić kilka filmów w życiu.

Tagi: , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
50 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: