Aleksandra Uruszczak: Uczę się akceptować, a nie oceniać. Pozwalam by wybrzmiało to, co chce wybrzmieć

Co może zmienić w naszym życiu joga? Czy można ją praktykować w ciąży? Dlaczego warto masować niemowlęta? Jak radzić sobie w momentach  kryzysowych? Między innymi o tym porozmawialiśmy z nauczycielką jogi Aleksandrą Uruszczak.

Pamiętasz początek swojej drogi z jogą?
Oczywiście! Moja droga jogi zaczęła się od… koni. Jako nastolatka jeździłam konno. W czasie jednej z jazd, po skoku przez przeszkodę, mój koń poniósł. Skończyło się groźnym upadkiem. Miałam złamaną podstawę czaszki. Najpierw 2 tygodnie spędziłam unieruchomiona w szpitalu. A potem dostałam zakaz większego ruchu przez kolejne pół roku. Posłuchałam lekarzy i cierpliwie czekałam. Jednak po tym czasie, coś się we mnie zmieniło, miałam potrzebę poszukania dla siebie nowej drogi. Myślałam o sztukach walki, o tańcu. Ostatecznie poszłam na zajęcia jogi. Czemu? Trochę przypadkiem. Koleżanka chodziła „na jogę” i bardzo sobie to chwaliła. Poszłam i ja. Po pierwszych zajęciach wiedziałam, że to jest to.
Joga jest dla każdego z nas? Co może dobrego wnieść do naszego życia?
Tak, myślę, że joga jest dla każdego z nas. Przy czym oczywiście ścieżkę jogi trzeba świadomie wybrać. Nie da się nikogo zmusić do podążania drogą jogi. A co może dobrego przynieść? Zmiany. Zmiany w różnych obszarach życia. Wiele osób zapisuje się na zajęcia jogi, bo szuka pomocy na dolegliwości ciała: na ból, dyskomfort, większy lub mniejszy problem. A potem wiele osób odkrywa, że joga przyniosła nie tylko poprawę zdrowia, przyniosła ulgę w bólu czy pozwoliła na pozbycie się napięcia, ale też zmieniła inne aspekty naszego ja. Stajemy się mniej zestresowani, spokojniejsi. Zmieniamy postrzeganie pewnych spraw. Pełniej oddychamy. Nabieramy dystansu. To co joga wniesie do życia, zależy od danej osoby. Jedno jest pewne: wnosi wiele dobrego. Zauważyłam też, że osoby, które rezygnują z jogi, po pewnym czasie wracają. Wracają, bo uświadamiają sobie, jak dobrze czuli się, gdy praktykowali. A to tylko potwierdza, jak duży wpływ na życie ma joga.
Sama jestem mamą i bardzo spodobał mi się kurs masażu zdrowego niemowlęcia, który prowadzisz. Opowiedz o tym coś więcej.
Masaż Shantala, bo o nim mowa, to masaż wykonywany przez rodziców, opiekunów na małych dzieciach. Najczęściej dotyczy on niemowląt, ale można masować i starsze dzieci. Jest to masaż relaksacyjny, a jego korzenie znajdziemy w Indiach. Masaż Shantala to wspaniała forma budowania bliskości i pozytywnych więzi z dzieckiem. Rodzimy się z potrzebą dotyku. Dotyk jest najważniejszy w relacjach z nowo narodzonym dzieckiem. Rodzice intuicyjnie to czują – głaszczą, noszą, tulą swoje dzieci. Jednak masaż wnosi coś jeszcze: pozwala na dotknięcie całego dziecka. Kiedy masuje się noworodka czy małe niemowlę, na jego twarzy malują się uczucia zdziwienia, zaskoczenia, radości, błogości. Dziecko dowiaduje się czegoś o sobie: poznaje granice swojego ciała, czuje ciepło i miłość masującej osoby. Taki masaż nie trwa długo: od kilku do kilkunastu minut (góra 30), ale jednak jest przepełniony pozytywną treścią. Masowanie dziecka jest dla mnie bardzo jogiczne: w końcu jest to forma pracy z ciałem, odkrywania siebie, koncentrowaniu na zmyśle dotyku. Ponadto – masaż Shantala przynosi też korzyść dla osoby masującej. Masując – relaksujemy się, jesteśmy uważni, medytujemy. Uważam, że masaż Shantala to piękne, wspaniałe, pełne miłości doświadczenie. Coś, co rodzic może podarować dziecku. Masowane dzieci są ufne, dobrze śpią, mniej płaczą. Korzyści można by wymieniać. Oczywiście, nie da się tego zmierzyć, ale ja wierzę, że masowanie buduje podwaliny poczucia własnej wartości u dziecka, akceptacji siebie, odporności na stres.
Istnieje też relaksacyjny masaż Shantala Body Touch dla dorosłych. Jako instruktorka uczę i pokazuję jak można masować osobę dorosłą tak, by poczuła się zrelaksowana, pozbyła się napięcia i stresu.
   
Prowadzisz  także zajęcia relaksacyjne oraz jogi dla kobiet w ciąży. O czym  powinnyśmy pamiętać w tym szczególnym okresie?
Ciąża to wspaniały czas 9 miesięcy. Czas nadziei, oczekiwania, ale też dużych zmian. Myślę, że warto w tym czasie skierować swoje wewnętrzne oko na siebie: wsłuchać się szczególnie w swoje ciało, w swoje odczucia. Ciąża jest wyjątkowym przejawem kobiecości i myślę, że warto nieco się zatracić w tym stanie. Odkryć siebie na nowo, ale i przede wszystkim zacząć odkrywać macierzyństwo. A w kontekście jogi, kiedy praktykujemy w ciąży, ważna jest uważność i wrażliwość na sygnały płynące z ciała, tak aby sobie nie zaszkodzić. Praktykować można do samego końca ciąży – ja sama tak robiłam. Przy czym, jeśli nie ma się doświadczenia – dobrze skierować się do szkoły jogi albo znaleźć doświadczonego w tej materii nauczyciela. Dodałabym jeszcze, że w ciąży warto medytować. To bardzo pozytywnie wpływa na poród, jego odczuwanie i przeżywanie.

Być  może ogrom tego, z czym przyjdzie Ci się zmierzyć, przygnie Cię do ziemi. Nie poddawaj się. Choćby zmiany były nie widoczne –  nie poddawaj się. Jak małe dziecko z uporem próbuje chodzić, tak Ty nie porzucaj  siebie – swojego spokoju, swojej harmonii, dla uczucia i smaku   porażki  – napisałaś na swoim blogu. A czy Tobie zdarzają się takie     chwile kryzysu? Jeśli tak, to co wtedy pomaga Ci „nie poddać  się”?
Tak, oczywiście. Mnie też dopada czasem kryzys, uczucie życiowej porażki, gdy mój umysł pokazuje mi wycinki z przeszłości, błędnych decyzji, które podjęłam, momenty, chwile, których nie da się zmienić, a o których wolałoby się zapomnieć. I jest taka pokusa, aby zatracić się w tym uczuciu porażki, w żalu i pogardzie dla siebie. Kiedy mam takie gorsze dni, pomaga mi codzienność. Kiedy zajmuję się domem i dziećmi, wykonuję to co jest do zrobienia z uważnością, przychodzi do mnie spokój. Natomiast w akceptacji tego co było, pomaga medytacja. To właśnie medytując, uczę się akceptować, a nie oceniać. Pozwalam by wybrzmiało to, co chce wybrzmieć. Uczę się wybaczać sama sobie. A trzecią rzeczą – zbawienną w momentach kryzysu – jest praktyka jogi na macie i praca z ciałem. „W zdrowym ciele, zdrowy duch” – i jest w tym prawda. Gdy poruszę całym ciałem, łatwiej mi zapanować nad umysłem. I najzwyczajniej w świecie – nie mam ochoty się poddawać. Bliskie jest mi stwierdzenie: „W ruchu jest w życie; w stagnacji – śmierć”.
Dużo  czytasz. Jakie książki poleciłabyś naszym Czytelnikom na zimowe wieczory?
(Śmiech) Raczej czytam za mało! Chciałabym czytać więcej i więcej. Co do polecanych książek – może powiem, co aktualnie ja sama czytam. Nieustannie wracam do książki mojego nauczyciela Macieja Wieloboba: „Duchowość na co dzień”. To wspaniała lektura dla wszystkich tych, którzy szukają w swoim życiu duchowej przemiany. Napisałam na moim blogu również recenzję tej książki. Dla osób posiadających dzieci – rodziców i opiekunów – serdecznie polecam książkę Janusza Korczaka: „Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie”. Mimo, że napisana kilkadziesiąt lat temu,  zachwyca mnie trafnością spostrzeżeń dotyczących relacji między rodzicem a dzieckiem. Kiedy mówię o dzieciach, od razu myślę o tym, co czytam z moimi dziećmi. Razem z moimi przedszkolakami często wracamy do książek z serii o Findusie. To bardzo przyjemna familijna lektura. Natomiast, tak typowo na długie wieczory, wybrałabym „Narrenturm” Andrzeja Sapkowskiego.
Aleksandra Uruszczak
Redaktorka naczelna portalu Joga ABC
Nauczyciel jogi w podejściu vinyasa-krama
Certyfikowany instruktor medytacji
Certyfikowany instruktor Masażu Shantala
Tagi: , , , , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis
82 shares

Jeśli podoba Ci się nasza strona, to kliknij: