Agnieszka Gawlicka: Smak Rodzinnych Okruszków? Dla mnie to domowe ciepło, miłość i nasz chleb, szczęście

Mama, dietetyk, właścicielka śniadaniowni. Na swoim blogu Rodzinne Okruszki Agnieszka dzieli się z Czytelnikami swoją codziennością. Poznajcie przepis Agnieszki na zdrowe, spokojne i szczęśliwe życie…

Twoje Rodzinne Okruszki… jakie mają smaki?
Wzruszenie, łza w oku się kręci, bo nie znam wyczerpującej i trafnej odpowiedzi. Tak smaczne są Rodzinne Okruszki. Przy ich tworzeniu towarzyszył mi, i nadal ze mną jest, wachlarz ogromnych emocji, uczuć i przede wszystkim spełnienia. Stworzenie Rodzinnych Okruszków było poznaniem siebie i smakiem tego, co dobre. Smakiem nieznanego mi dotąd macierzyństwa, okraszonego niepowtarzalnym uczuciem. Intuicyjne podszepty pozwoliły mi cieszyć się życiem i zbudować zdrowy dystans do opinii otoczenia i voila, powstały Rodzinne Okruszki. Czemu się to równa? Czym jest suma składowych? To moja rodzina, tacy jesteśmy – prawdziwi. Często zastanawiałam się, jak wytłumaczyć swoim czytelnikom pochodzenie Okruszków. Nigdy nie powstał taki wpis, musiałaby powstać książka. A ten smak Rodzinnych Okruszków? Dla mnie to domowe ciepło, miłość i nasz chleb, szczęście.
Stworzyłaś zdrową śniadaniownię, opowiedz co to za miejsce? I jak powstało?
Prowadzę pierwszą śniadaniownię w Lesznie, co napawa mnie dumą. Pozycje w menu, domowe pieczywo, niezawodni ludzie nie są sumą przypadkowych rzeczy. Jedzenie określa kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, a relacje przy stole nakreślają czy dobrze nam ze sobą. Pomysł stworzenia zdrowej śniadaniowni towarzyszył nam przez chwilę, odwagi na szczęście nie zabrakło. Mieszkam tutaj 4 lata, jeśli pobędziesz chwilę w Lesznie, domyślisz się, dlaczego strach mocno się nas trzymał przed otwarciem tego innowacyjnego miejsca. Teraz po bułki przychodzą do nas tłumy. Jestem przede wszystkim mamą, dietetykiem i psychologiem żywienia, stąd wynika moja ogromna miłość do jedzenia, podszyta zdrową fascynacją, taką, od której ślinka na samą myśl cieknie. Skupiam się na ludziach, ich potrzebach i chcę, by byli częścią życia naszej Figi z Makiem. Chciałam, żeby była ona miejscem spotkań, sympatycznych rozmów, zarazem stworzyłam warunki do workplace, których deficyt. Figa z Makiem to aromat świeżo mielonej kawy i naszego pieczywa, które powstaje z tradycyjnych receptur dziadka Bolka. Klimat śniadaniowni? Niekiedy gwarnie, słychać pękającą skórkę krojonych w pośpiechu bułek, spienianie mleka, również sojowego; a innymi razy nostalgicznie, urokliwie i przytulnie przy kawie i pieczonym serniku. Nie zwalniamy, w głowie kołatają się nowe pomysły, projekty. Tylko kto rozciągnie dobę?
Masz małą córeczkę Helenkę, czego przede wszystkim chcesz ją nauczyć w życiu?
Celebruję codzienność, staram się z każdego dnia czyniąc święto, pokazać Helenie życie. Chciałabym, by ze wzruszeniem wspominała swoje dzieciństwo. Tak jak ja swoje, bo przekazano mi piękne wartości. Wydaje mi się, że im starsza jestem, tym bardziej umiem selekcjonować to, czym warto się przejąć. Skupiam się na ludziach, przy których mi dobrze, przy których staję się lepsza. Chciałabym, by moja córka była silną, jednocześnie delikatną kobietą, ale to moje życzenia, prawda? Helena ma być sobą, a ja jej w tym pomogę. Staram się jej przekazać, że życiową mądrością i radością można podzielić się z ludźmi, których los stawia nam na drodze. By stawiała czoła życiu, które jest przygodą. A ja – mama – jestem dumna, że mogę jej w tej drodze towarzyszyć. Chciałabym przekazać jej, że wartością jest prawdziwość, szczerość i ludzie, którzy tworzą nasze życie. Nie żadne miałkie i powierzchowne relacje.

Jako psycholog żywienia i dietetyk kliniczny szczególną wagę przywiązujesz do odżywiania, no właśnie jak byś opisała swój i swojej rodziny sposób odżywiania?
Mój zawód nauczył mnie przekraczania granic kulinarnych. Zmienił i ukształtował mnie na nowo. Lubię jedzenie, zaprzyjaźniona jestem z nim od dawna. Nie liczę kalorii. Moja podświadomość zawsze mówiła mi, że wszystko jest dla ludzi, więc w mojej kuchni znajdziesz wszystko. Dzień zaczynam od szklanki wody. Ubóstwiam nasze poranki, za żadne skarby ich nie oddam. Śniadanie celebrujemy bardzo, lubię klimat piżam, gorącego mleka, równie ciepłego pieczywa i rozmaitości na naszym stole. Wspólne posiłki są dla mnie bardzo ważne; razem siadamy do stołu. Wszystko rodzi się w głowie, również sukces. Wolimy go omawiać przy dobrym jedzeniu! Nikogo nie zaskoczą moje sekrety: warzywa i owoce to podstawa, litry wody czekają na swoją kolej, a kasze i naturalne ryże same wchodzą na talerze. Nasze żołądki wołają o jedzenie jak w zegarku. To mi się udało, jemy po to, żeby żyć, nigdy na odwrót. Po pieczywo idę na dół, do naszej piekarni; wybieram to pełnoziarniste, najchętniej ze słonecznikiem, amarantusem albo jęczmienne. Nie staję na rzęsach przy garnkach, nie lubię gotować, doceniam szybkie, świeże i smaczne gotowanie. Zburzyłam obraz idealnej matki i dietetyczki? Nie, jestem po prostu prawdziwa.
Czego nigdy nie podałabyś do jedzenia swojej córce?
Helenie nigdy nie podałabym produktu nieznanego pochodzenia! Niesie to ze sobą ogromne ryzyko zdrowotne, tym bardziej dla tak młodego układu pokarmowego. Zamiast go wspierać, niszczyłabym odpowiednią florę bakteryjną. Staram się też gotować lekko: w wodzie, na parze, duszę i ewentualnie piekę. Oczywiście na tę chwilę jest kilka rzeczy, których podać nie mogę ze względów stricte dietetycznych np. papryczek Jalapeno, chyba by się udusiła! Jestem świadomą mamą i wybieram świeże produkty. Nie ograniczam różnorodności, wyznaję zasadę, że wszystkiego warto próbować. Jemy lokalne produkty, a wyjeżdżając za granicę, wszyscy próbujemy nowych smaków. Chciałabym nauczyć Helenę jej własnych smaków. Może kiedyś ona nauczy mnie innych, nowych?
Łatwo pogodzić prowadzenie piekarni z opieką nad dzieckiem?
Naszą rodzinną piekarnię prowadzi Filip, mój mąż. Podziwiam jego nadludzkie pokłady energii i cierpliwości. Wszystko się zgadza. Każda chwila w piekarni aspiruje nas do bycia wyjątkowym, bo zdajemy sobie sprawę z unikalności, jaką posiadamy. Tworzymy przecież pieczywo, ku naszej uciesze! Nie boimy się eksperymentów. Tradycyjne receptury i nasze pomysły to zaskakująco smaczny scenariusz. Mieszkamy na Starówce, w rodzinnej kamienicy, w której mieści się piekarnia, więc jedną nogą mogę być w domu, a drugą w piekarni, śniadaniowni albo poradni dietetycznej. Logistykę opanowaliśmy do perfekcji, choć wszystkich tajników jeszcze nie posiedliśmy.

Jeszcze trochę i będziemy świętować Wielkanoc. Jak spędzisz ten czas?
Rodzinnie, nie znam innej odpowiedzi. Oczywiście do ostatniej bułki wyciąganej z pieca jesteśmy w pracy, ale jak tylko możemy, pakujemy się i wyjeżdżamy do dziadków. W tym roku Helena bardziej świadomie będzie obchodzić Wielkanoc. Wielkanocny Zając i Śmigus Dyngus jej nie oszczędzą. Czas przedświąteczny jest dla nas bardzo intensywny, więc staramy się ładować akumulatory i złapać oddech. Gdziekolwiek jesteśmy, najważniejsze, że razem.
Dokończ proszę zdania:
Dzień zaczynam od…
„Mama, mama!”
Dzień kończę na…
Dobrej książce, czasopiśmie albo po prostu chwili dla siebie
Moje idealne śniadanie to….
Jajecznica z wiejskich jaj na maśle z pomidorkami koktajlowymi, gorąca bułka graham i kakao.
Najlepsze miejsce na wakacje…
Tam, gdzie nas jeszcze nie było, ale lubię wracać nad Adriatyk.
Książka, którą wszystkim polecam…
Stulecie Winnych, Ałbena Grabowska
Historia nowego nazwiska, Elena Ferrante
Jeździec miedziany, Paullina Simons
Moja największe marzenie to…
Nie przestać marzyć, mieć marzenia. Teraz marzy mi się Paryż.
Tagi: , , , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis