Aga Osytek: Podchodźmy do drugiego człowieka z pokorą, ze świadomością, że każdy ma swój punkt widzenia na życie

Głuchy to nie głupi. Głuchy to nie bezbronna kaleka. Głuchy jest takim samym człowiekiem jak każdy z nas. Ma prawo do edukacji, do dobrej pracy, do korzystania z dóbr społeczeństwa. O te prawa walczy Aga Osytek – tłumaczka, społeczniczka, ale także przedsiębiorca.

W swojej fundacji Deaf Respect łączy społeczną misję z biznesem. Nam opowiedziała o swoich początkach z językiem migowym, o dojrzewaniu do bycia przedsiębiorcą oraz o innowacyjnym podejściu do pomocy Głuchym. Aga podzieliła się z nami także wrażeniami z inauguracji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Korei Południowej.

Jak to się stało, że młoda dziewczyna zainteresowała się językiem migowym?
Pierwszy raz język migowy zobaczyłam w telewizji jako nastolatka. Już wtedy stwierdziłam, że jest to piękne narzędzie do komunikacji, które chciałabym lepiej poznać. Kiedy już pracowałam z Głuchymi, często zadawano mi to pytanie i zaczęłam się zastanawiać, co mnie rzeczywiście w języku migowym zachwyciło. Zrozumiałam, że była to dla mnie pewnego rodzaju terapia. Zdałam sobie sprawę, że od dziecka miałam problemy z wyrażaniem siebie, swoich myśli, opinii. Szukałam alternatywnych form komunikacji. Tańczyłam, rysowałam, pisałam wiersze. Język migowy wpasował się w moją potrzebę wyrażania siebie, ekspresji. Okazał się dla mnie najpełniejszym, najlepszym sposobem na to. Pozwolił mi wyrazić wszystkie moje emocje, myśli.
Trudno było się go nauczyć?
W moim przypadku nie trwało to długo. Byłam bardzo zmotywowana, po dwóch latach chodzenia na kurs i jednocześnie kontaktów z głuchymi koleżankami ze studiów, mogę powiedzieć, że nauczyłam się języka migowego. Przyznaję jednak, że była to bardzo intensywna nauka zarówno teoretyczna, jak i praktyczna.
Jaka jest sytuacja osób głuchych w Polsce?
Wciąż brakuje dokładnych statystyk na temat tego, ilu jest Głuchych, ponieważ jest to bardzo niejednorodne pojęcie. Jest dużo ludzi z wadą słuchu, ale nie wszyscy oni są związani z kulturą Głuchych, niektórzy z nich późno utracili słuch, inni z kolei mają niewielki ubytek słuchu, ale za to kulturowo są bliżej Głuchych. Kilka lat temu WHO określiła szacunkową liczbę, że Głusi, dla których język migowy jest pierwszym językiem, stanowią około 1 procent populacji. W Polsce mówi się, że jest to około 400 tys. osób. Myślę, że ich sytuacja poprawia się. Wzrasta świadomość na temat społeczności Głuchych, języka migowego. Środowisko Głuchych cały czas musi jednak walczyć o swoje prawa, rozwiązania systemowe, dostępność do życia zawodowego i społecznego. W Polsce ten temat dopiero rozwija się. Od lat pracując z Głuchymi, zauważam jednak, że ich środowisko coraz lepiej się integruje, coraz aktywniej walczy o swoje prawa. Chociażby wczoraj organizacje powiązane z Głuchymi i słabo słyszącymi złożyły petycję, w której m.in. osoby głuche starają się o większy dostęp do informacji, poprzez dodawanie napisów i tłumaczeń na polski język migowy (PJM) w programach telewizyjnych.

Od bycia tłumaczem przeszłaś do bycia przedsiębiorcą. Opowiedz o swojej działalności w firmie Migam.
Stało się to trochę nieświadomie. Byłam w Migam tłumaczką języka migowego, bardzo zaangażowaną. Dołączyłam do zespołu jako piąta, byliśmy małą grupą osób, starającą się zrealizować misję wspierania społeczności Głuchych. Trochę błądziliśmy w tym czasie. Szukaliśmy nowych rozwiązań. Zaczęliśmy podejmować nowe wzywania. Nie było łatwo, pojawiły się zaległości finansowe, eksmitowano nas z biura, przez pewien czas pracowaliśmy bez wypłat. Wtedy podjęłam decyzję o wsparciu finansowym Migam. Nikt mnie o to nie prosił, sama zdecydowałam, że wezmę swój pierwszy w życiu kredyt, żebyśmy mogli dalej robić to, co robimy. Miałam poczucie, że to naprawdę ma sens, już zaczęliśmy zmieniać życie wielu osób Głuchych w Polsce. Dopiero wówczas poczułam potrzebę poszerzenia swojej wiedzy biznesowej.Im bardziej byłam świadoma, tym bardziej rozumiałam, że moje wejście w inwestycję nie było zrobione do końca dobrze. Brałam na siebie coraz większą odpowiedzialność, a tak naprawdę ze strony formalnej, nigdy nie ustalono mojej decyzyjności w firmie. Moje działania nie spotkały się z akceptacją głównego założyciela firmy. Wtedy zrozumiałam, że nie jest to już moje podwórko do dalszej pracy.
To musiała być trudna decyzja?
Bardzo trudna. Zwłaszcza, że niby to była moja decyzja, ale jednak wynikała z warunków, sytuacji, które pojawiły się nagle. Nie przygotowałam się do tego odpowiednio. Po odejściu przez wiele miesięcy musiałam na nowo odzyskiwać wiarę w siebie, szukać sił do dalszej pracy. Musiałam się pozbierać dosłownie na drugim końcu świata. Nie chciałam działać z poczucia ego i wygórowanych ambicji, potrzebowałam czasu. Spędziłam dwa miesiące podróżując po Argentynie. To oderwanie pozwoliło mi odpowiedzieć na najważniejsze dla mnie pytanie: co chcę robić dalej?
Twoja fundacja Deaf Respect łączy w sobie biznes z misją społeczną. Opowiedz o niej.
W Deaf Respect rozdzieliłam dwa obszary działania. Pierwsze to działalność agencji badawczo-marketingowej, czyli usługi dla firm, które chcą wziąć pod uwagę punkt widzenia Głuchych. Często jest tak, że firmy, chociaż robią coś dla Głuchych, nie angażują ich w proces tworzenia tego produktu. Nie wprowadzają głosu Głuchych. My chcemy zaprosić ich do aktywności, to ma dla mnie największy sens. Drugi obszar to Akademia Rozwoju Głuchych. Chciałabym, żeby te osoby miały dostęp do profesjonalnej edukacji, szkoleń, rozwoju zawodowego. Aby traktowano ich tak samo jak innych, starających się o pracę. W ramach akademii chciałabym też organizować tłumaczenia na język migowy różnych warsztatów i profesjonalnych szkoleń.

W styczniu brałaś udział w biegu ze zniczem olimpijskim, jak wspominasz to wydarzenie?
Niesamowicie. Wciąż nie dowierzam, że to stało się naprawdę. Samsung jako nasz gospodarz oraz partner Igrzysk Olimpijskich bardzo się postarał, aby te kilka dni były dla nas wyjątkowe. Zadbali o całą oprawę. Mnóstwo ludzi się o nas troszczyło, dostarczało nam coraz więcej powodów do radości, uśmiechu. Sam moment biegu był dla mnie niesamowitym zaszczytem. Pamiętam tę gromadę ludzi, która nas otaczała, moment, kiedy już w dresie i ze zniczem stałam w środku tej koreańskiej przygody, tłumy krzyczące po polsku: Aga, biegnij! Ludzie na platformach przybijali mi piątki, moja twarz ukazała się na wielkim telebimie. Wtedy poczułam te emocje, zrozumiałam, jakie to dla mnie ważne. Byłam tam dzięki Głuchym i jednocześnie dla nich.
Co my możemy zrobić dla Głuchych?
Każdy z nas może coś dla nich zrobić. Wystarczy, żeby nie bać się tych ludzi. Pamiętam pierwszy moment, kiedy spotkałam się z osobą głuchą. Moja wiedza o nich była wówczas znikoma. Wiedziałam tylko trzy rzeczy. Po pierwsze, że słowo głuchy nie jest zbyt ładnym określeniem, przecież jak mówimy do siebie: „ty, głuchy jesteś?”, to nie mamy na myśli nic miłego. Po drugie, że skoro nie słyszą, to mają orzeczenie o niepełnosprawności i trzecie, że posługują się językiem migowym. Odmieniło mnie otworzenie się na tych ludzi. I tego oczekiwałabym od innych. Chodzi o taką samą postawę jak przy wyjeździe za granicę. Nie znamy języka, ale chcemy się dogadać. Otwieramy się na tę komunikację, bawimy się swoim ciałem, rysujemy w powietrzu czy patykiem na piasku. Życzę wszystkim takiej otwartości na Głuchych. Miejmy wyrozumiałość i szacunek dla Głuchych. Pamiętajmy, że nie wszyscy z nich potrafią pisać w poprawnej gramatyce języka polskiego. Ci, którzy są głusi od narodzin czy niemowlęctwa, włożyli ogromny wysiłek w naukę języka polskiego. Dlatego zdarza się, że popełniają błędy. Głuchy nie znaczy jednak głupi. Podchodźmy do drugiego człowiek z pokorą i ze świadomością, że każdy ma swój punkt widzenia na życie. Niech to, że chcemy się ze sobą dogadać, będzie ważniejsze niż forma i poprawność językowa lub jej brak.
Tagi: , , , , ,

Podobne wpisy

Poprzedni wpis Następny wpis